sobota, 22 grudnia 2012

14 tydzień ciąży

No więc przyznaję się bez bicia, że zostałam wciągnięta przez wir przed Świętami. Wir spowodowany głównie swoimi własnym planami sprzątaniowo-gotowaniowymi ;) i jak już miałam chwilę, żeby zasiąść na kanapie, to ciężko mi było się zmotywować żeby napisać notkę. A głowie przynajmnie trzy, które chciałam ostatnio wrzucić...

Czas ten ujawnił, że ten przypływ energii, który niedawno ogłosiłam, był chwilowy i wcale nie tak energetyczny jak myślałam. Wieczorami czuje się jak wypluty cukierek... Zakupy, sprzątanie, pakowanie prezentów, wypisywanie i wysyłanie kartek świątecznych, ubranie choinki plus wszystkie codzienności domowe ujawniają, żem jednak słaba i szybko męcząca się.

Ale to nic nie szkodzi. Cieszy mnie każda taka drobnostka :) Mam wrażanie, że mój brzuch jest już bardziej widoczny, choć moja waga wcale jakoś znacznie nie drgnęła. Ci, którzy wiedzą, że jestem w ciąży mówią, że widać, ci którzy nie wiedzą nic nie mówią, więc wnioskuję, że nie widać AŻ TAK :)

Apetyt na pewno mi się powiększa, w sumie to dobra opcja przed świętami - na pewno nic nie zostanie, a śledziki kuszą kuszą :) No i uszka...

Trądzik obecnie w odwrocie, ale nie mam poczucia zwycięstwa, raczej wygranej bitwy, zaleczonego stanu. Zobaczymy co będzie dalej.

Według wszelkich możliwych ustaleń jestem już też w drugim trymestrze! Hip hip hurra! Wszyscy mówią, że po przekroczeniu tego momentu czas przyspiesza, mi tam nic nie przyspiesza, dalej wydaje mi się, że nieskończenie długo będę jeszcze musiała czekać na nasze maleństwo.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

13 tydzień ciąży

Wiem, że bardzo spóźniona ta notka, ale poprzedni tydzień był szalony.
Jak wiecie, byliśmy na badaniu USG, o którym pisałam wcześniej, dzień później byłam u mojej pani doktor, która była zadowolona z wyników badań krwi, jak i USG, wszystko wygląda dobrze i oby tak dalej. Żadnych dodatkowych zaleceń nie dostałam poza zakazem mycia okien przed świętami....

Czuję się bardzo dobrze, mam wrażenie, że moje zmęczenie powoli znika, oczywiście zdarzają się jeszcze drzemki, ale potrafię to opanować i nie zasnę na stojąco, tak jak już mi się zdarzało wcześniej :)

Mdłości zniknęły w ogóle, natomiast mam wrażenie, że mój węch się wyostrzył... czuję rzeczy, których mój mąż zupełnie nie wyczuwa... ale nie powoduje to u mnie mdłości ani niczego takiego.

Parę razy pojawiła się zgaga, walczę z nią jedząc migdały i jabłka, na razie pomaga, więc nie sięgam po żadne inne środki.

Z trądzikiem dalej walczę, ten tydzień był dla mnie łaskawy, na twarzy mi się wszystko ładnie pogoiło, z plecami trochę gorzej. Jednak widzę, że moja pielęgnacja przynosi skutki.

W 13 tygodniu moja waga była o 1,5 kg większa w stosunku do tej z przed ciąży i brzuszek jest już widoczny, dla tych którzy mnie znali przed ciążą. Cała reszta pewnie jeszcze się zastanawia czy mam odstający brzuszek czy może jestem w ciąży.

Byłam też na małych zakupach ciążowych, kupiłam leginnsy, które nie uciskają brzucha, obecnie jest mi w nich najwygodniej, do tego jakaś koszulka i sweter i mogę śmigać. Chciałam też kupić jakieś spodnie, ale nic na mnie nie pasowało, może po świętach mi się uda? Znacie jakieś ciekawe sklepy z odzieżą ciążową w rozsądnych cenach??

środa, 12 grudnia 2012

Nasze pierwsze USG

Tak, tak nadszedł w końcu ten dzień! Rano trochę się denerwowałam jak to wszystko będzie, USG mieliśmy umówione u zupełnie obcego lekarza, nie u mojej pani doktor, nie wiedzieliśmy czego się mamy tak naprawdę spodziewać.

Pan doktor okazał się być rzeczowym facetem z poczuciem humoru, poświęcił nam sporo czasu, żeby wszystko pokazać i wytłumaczyć, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Na początku przeprowadził króciutki wywiad, wziął ode mnie książeczkę ciąży, zobaczył co tam moja pani lekarz pisała.

USG miałam robione przez brzuch, nie było żadnych problemów z obrazem, chociaż wiem, że w zależności od tygodnia, w którym się jest i często też od wagi, USG prenatalne może być też robione dopochwowo. Warto to wiedzieć, żeby być w razie czego przygotowaną ;)

Cały czas widzieliśmy co robi lekarz, ponieważ były dwa monitory. Najpierw pokazał nam maluszka w całości, i już wiedzieliśmy, że nie mamy bliźniaków :) a potem zajął się mierzeniem główki, brzuszka, odległości od główki do pupki itp, wszystkie te pomiary wyszły bardzo dobrze, nie ma żadnych odchyleń od normy.
Lekarz sprawdził też czy rączki i nóżki są w porządku (mały/mała nieźle nimi machał/a!!!), zobaczył na główkę czy wszystko dobrze, obejrzał powłoki brzuszka i po chwili przełączył się na 3D, czego się nie spodziewaliśmy w ogóle! I mogliśmy sobie zobaczyć pyszczek naszego maleństwa trochę dokładniej :) 

Usłyszeliśmy też bicie serduszka przez chwilę, waliło jak oszalałe, ale że maluch się ruszał i uciekał to trzeba się było z nim gonić!
Na sam koniec pan doktor przyjrzał się łożysku, jakie jest duże i gdzie się dokładnie znajduje, z nim też wszystko w porządku.

Jedyna rzecz, która wyszła przy badaniu, to że maleństwo jest starsze niż wskazywałaby to data ostatniej miesiączki. I to o 6 dni! Lekarz stwierdził, że to może być wynik tego, że mam tak krótkie cykle (26, 27 dni), więc data porodu według USG jest na razie o tydzień wcześniej niż moja pani doktor wyliczyła.

Na koniec dostaliśmy wydruk 4 zdjęć, w tym dwa w 3 D, całą kartkę ze wszystkimi pomiarami, które były wykonane, plus opis z tyłu od lekarza.

Sama wizyta trwała jakieś 30 minut, oboje z mężem wyszliśmy uśmiechnięci od ucha do ucha, oglądanie swojego dziecka jest tak niesamowitym przeżyciem... Małe jest jeszcze takie malutkie! Nasze waży 73 gram i ma 7 centymetrów długości, a wygląda już nie jak UFO, ale zupełnie jak mały bobas!

To jak się czułam wczoraj, jak widziałam to maleństwo w swoim brzuchu - było nie do opisania... na teraz nie mogę być bardziej szczęśliwa. Dzięki Bogu, że wszystkie wyniki wyszły dobrze.

Teraz z tymi wynikami i z wynikami z badań krwi jadę do mojej lekarki prowadzącej, zobaczymy co ona na to wszystko powie!

sobota, 8 grudnia 2012

Problemy z cerą w ciąży - moja aktulna pielęgnacja

Tak jak pisałam tutaj KLIK od jakiegoś czasu mam problemy z podskórnymi, bolącymi pryszczami. Problem dotyczy głównie pleców i twarzy, na dekolcie też coś się pojawia, ale są to raczej takie drobne pryszczyki.

Wiem, że jest to związane z szaleństwem hormonalnym w moim organizmie, ponieważ nic innego nie zmieniałam w swojej pielęgnacji. Skórę na twarzy mam tłustą ze skłonnością do zaskórników i pryszczy.

Postanowiłam więc trochę zmienić moją pielęgnację, żeby móc zawalczyć z najeźdźcą :) 

Co stosuję?

3 razy w tygodniu stosuję peeling enzymatyczny na twarz Perfecta z Dax Cosmetics. Jest bardzo delikatny, nie podrażnia mojej skóry, stosuje się go zamiast kremu na noc. Zależy mi na tym żeby ładnie usunął stary naskórek (pomocne też przy gojeniu się ranek po pryszczach), dzięki temu krem nawilżający może się dobrze wchłonąć i nawilżyć moją skórę. 
zdjęcie z wizaz.pl

Raz w tygodniu na plecy stosuję peeling morelowy z Soraya, ten z niebieskim paskiem. To jest prawdziwy "zdzieracz", ale ma też dodatek kwasu salicylowego, który jest bardzo pomocnym składnikiem przy walce z trądzikiem.


zdjęcie z wizaz.pl

Na co dzień stosuję krem nawilżający z Vichy Aqualia Thermal wersja lekka. Ważne przy wyborze kremu jest to aby miał adnotację, że nie zatyka porów oraz żeby dobrze nawilżał naszą skórę.

zdjęcie z wizaz.pl

Ten krem jest dosyć lekki, w sam raz do tłustej skóry, ale kiedy czuję, że moja skóra potrzebuje czegoś więcej, to podbieram krem mojego męża Eucerin z 5% mocznikiem
zdjęcie z wizaz.pl

Świetny do nawilżania, też nie zatyka porów, na co dzień za ciężki dla mnie, ale na noc kiedy czuje, że skóra twarzy potrzebuje czegoś bardziej treściwego to świetnie działa.

Kolejną rzeczą są maseczki. Nakładam je na twarz, plecy i dekolt. Często wybieram te z Zaji (bo tanie i dobre!) wybieram nalijżające, anty stresowe. Nie używam maseczek przeznaczonych do walki z trądzikiem, nie chcę aby moja skóra była przesuszona i produkowała jeszcze więcej łoju. 

Do mycia twarzy używam kremu z Lirene na glicerynie. Znów jak możecie zauważyć kosmetyk do cery wrażliwej, a taką jest na pewno cera z problemami. Stosuje go wieczorem i czasem rano, jeśli moja skóra tego potrzebuje.
zdjęcie z wizaz.pl


Poza tym staram się bardzo dokładnie usuwać makijaż, nie nakładam go jeśli nie ma takiej potrzeby. Ograniczam też dotykanie mojej twarzy dłońmi w ciągu dnia. Generalnie jak możecie zauważyć postawiłam na oczyszczanie skóry połączone z silnym nawilżaniem. Na twarzy widzę już efekty, z plecami gorzej - może to też wynikać z tego, że jest mi trudniej o nie zadbać. Większa powierzchnia :) a na dodatek obecnie nie wystawiona na widok publiczny, więc motywacja też mniejsza (tak, wiem niemożliwa jestem...).

Pamiętajcie, że to co, sprawdza się u mnie, niekoniecznie będzie odpowiadało waszej skórze. Poza tym nie jestem dermatologiem ani żadnym specjalistą w tej dziedzinie. Pomyślałam, że komuś może się to przydać, może będzie dobrym punktem wyjścia do własnych poszukiwań.

czwartek, 6 grudnia 2012

12 tydzień ciąży

12 tydzień ciąży zaczął się kiepsko: bólami w podbrzuszu, nie bardzo intensywnymi, ale jednak. Podobnymi trochę do tych, które miewam przed miesiączką. Myślę, że trwały jakieś dwa dni. Raz zdarzyło mi się leżeć na brzuchu i nagle kichnąć i myślałam, że mnie ktoś nożami kroi od środka, nie wiedziałam co się dzieje! Na szczęście po paru chwilach przeszło.

Co do problemów z cerą to nadal trwają, zdecydowanie największe problemy mam na plecach. Na twarzy udało mi się to towarzystwo lekko pacyfikować, na pewno napiszę osobny post o tym co i jak robiłam. Nie mam jednak poczucia, że to już zakończona walka... czuję, że z tym problemem mogę się jeszcze trochę zmagać.

Nie mam już mdłości! :)

Wydaje mi się, że trochę rzadziej muszę chodzić do toalety... Choć może to tylko złudzenie, bo już przywykłam? Przyjrzę się temu dokładniej :) 

Jestem głodna. Często. Nie budzę się jeszcze w nocy na posiłek, ale... drugie śniadanie, deser, przegryzki... cały czas są dla mnie ratunkiem.

Zmęczenie jest coraz mniejsze, zdecydowanie czuję się bardziej rześka.

Ten tydzień na pewno był czasem nerwowego wyczekiwania, różnych czarnych myśli i chwil zwątpienia. Cieszę się, że kończę go w zupełnie innym humorze niż zaczynałam.

Co do końca pierwszego trymestru... to jednak poczekam do końca 13 tygodnia, aby ogłosić przejście przez pierwszy trymestr. Sami lekarze mają różne opinię na ten temat, ja skłaniam się do tej, że drugi trymestr zaczyna się w 14 tygodniu ciąży. 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Czarnowidztwo...

Ratunku... im bliżej naszego usg tym bardziej się martwię... Czym? A wszystkim! W zależności od dnia, humoru i nie wiem... pogody może... mam różne czarne wizje. Ciekawe, że im bliżej tym jest to bardziej nasilone. Na początku była czysta ekstaza... zobaczymy nasze maleństwo i usłyszymy bicie serduszka!

A teraz coraz więcej w mojej głowie wątpliwości. Od głupich i głupszych zaczynając: że nie dostaniem zdjęcia z usg ani płyty ani nic... nie dopytałam się jak dzwoniłam i teraz w sumie nie wiem czy nam dadzą czy nam nie dadzą... tak wiem, też mi problem... ale... no...

Po bardziej poważne: czy serduszko bije? Czy wszystko jest w porządku, czy to całe mierzenie itp się uda i czy wyniki będą dobre...

A najbardziej, że pan lekarz popatrzy na monitor i powie, że nie jest dobrze...

Wydaje mi się, że ma to wszystko związek z moim lekkim "rozchwianiem emocjonalnym", jakieś drobne rzeczy potrafią mnie wzruszyć do łez, albo doprowadzić do szału i teraz jakaś drobna myśl, albo rzeczy przeczytana w necie potrafi wzbudzić we mnie gigantyczne wątpliwości. Wiem, że nic nie mogę zrobić poza czekaniem i najlepiej się nie zamartwiać, ale często jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ehh...


czwartek, 29 listopada 2012

11 tydzień ciąży

Wiecie co? Aż nie wierzę, że piszę o 11 tygodniu ciąży! Wydaje mi się, że to już jest taaaaak bardzo daleko, tyle za nami, tyle niepewności, strachu, oswajania się z myślą, że jestem w ciąży. 11 tydzień... Chwała Bogu!

Czuję się bardzo dobrze, poza kilkoma incydentami, kiedy miałam lekkie mdłości, czuje, że ten etap powoli przechodzi w zapomnienie. Głównie pojawia się jak zaczynam być głodna (bardzo głodna), a następnym etapem jest ból głowy (yeeeh!!!). Staram się pilnować i szybko reagować, ale wiecie - bywa różnie.

Co do rzeczy, na które cały czas mam ochotę: cały czas króluje bagietka czosnkowa oraz kurczak z różna. Gdybym mogła jeść tylko te dwie rzeczy byłam bym zupełnie szczęśliwa :)

Poza atakiem najeźdźców, o którym pisałam tutaj KLIK (tak przy okazji, dziś odkryłam nowe na szyi...) zauważyłam też jedną zmianę na plus - moje włosy. Od kiedy pamiętam zawsze wypadało mi sporo włosów. Im były dłuższe, tym bardziej to zauważałam (co nie oznacza, że bardziej wypadały), a ostatnimi czasy było ich naprawdę sporo (winne też były upięcia z gumkami i wsuwkami). A teraz nagle... NIC... parę włosów na szczotce! Jak biorę prysznic nie muszę go czyścić za każdym razem z włosów. Wiem, że po porodzie wiele kobiet skarży się na wzmożone wypadanie włosów, ale wiecie co - przynajmniej teraz mam spokój ;)

Zmęczenie - hmm... zależy od dnia, czasem bez drzemki nie dam rady, innym razem jest ok. Na pewno nie jest tak duże jak na początku, ale wcale nie mam poczucia, że ma zamiar szybko zniknąć.

Zauważyłam też lekkie problemy z koncentracją, zapominam o różnych rzeczach, jak robie parę rzeczy na raz to się gubię, takie drobnostki, ale nigdy wcześniej tak nie miałam.

No i sikanie. Zaczyna się etap, że szukam toalet w centrach handlowych, na zakupach itp. Well... życie.... 

Chyba tyle z tego 11 tygodnia, mam nadzieję, że macie się dobrze!


wtorek, 27 listopada 2012

Problemy z cerą w ciąży

Jak powszechnie wiadomo cera w ciąży ulega znacznej poprawie, poza pojedynczymi wypadkami, kiedy ulega pogorszeniu... tak, tak dobrze wyczuwacie tu ironię. Od jakiegoś czasu walczę z atakiem "najeźdźców" w postaci pryszczy.

Mam cerę tłustą (choć przez lata myślałam, że mieszaną!) i problemy z wypryskami nie są mi obce. Nigdy nie miałam trądziku, okres dojrzewania przeszłam dość łagodnie, ale co jakiś czas po dziś dzień, zdarzają się poranki kiedy po przebudzeniu widzę wielkiego pryszcza na środku nosa...

Na samym początku ciąży nie zaobserowawałam zbytnich zmian w tym temacie, ale od jakiś dwóch tygodni zaczęły mi się pojawiać podskórne pryszcze, te z kategorii niewyciskalnych, czerwonych i bolących. Co ciekawe zaatakowały głównie moje plecy i trochę twarz. Daleko mi dalej do trądziku, ale przyjemne to nie jest.

Ponieważ nie mogę stosować kosmetyków po które zwykle bym w tym wypadku sięgnęła (TriAcneal z Avene albo Effaclar K z La Roche Posay) postawiłam na oczyszczanie przez peelingi (mam enzymatyczny z Perfecty na noc i z Soray taki morelowy- prawdziwy pumeks!!!) i nawilżanie mojej skóry. Na razie stan się nie pogarsza, ale jakiejś znaczącej poprawy też nie zauważyłam, będę Was informować o postępach kuracji :)

No i make up działa cuda, kiedy trzeba... kiedy nie muszę staram się nie nakładać na moją twarz żadnych dodatkowych warstw, ale jeśli wiem, że muszę dobrze wyglądać, to ratuję się makijażem. 

Macie jakieś sparwdzone sposoby na walkę z pryszczami w czasie ciąży? Chętnie poczytam! 

niedziela, 25 listopada 2012

Czuję głód głód głód...

...wielki głód głód głód, zjadłbym konia z kopytami gdybym mógł mógł mógł!

Pamiętacie tą piosenkę?


Zjadłam śniadanie o 8 rano, normalne, takie jak zwykle... o godzinie 11:30 zarządziłam niedzielny obiad, bo byłam wilczo głodna... i powiem Wam, że wcale bym nie pogardziła dokładką, ale rozum mi podpowiada inaczej...

Zaniedbanie "podgryzania", przegryzania czegoś między posiłkami może się dla mnie skończyć wielkim obżarstwem. A pewnie tak jak większość kobiet w ciąży chciałabym przytyć tylko tyle, ile to jest konieczne i dostarczyć tylko tych substancji, które są dziecku niezbędne... 

Czuję w kościach, że piosnka Fasolek, zostanie moją piosenką przewodnią na czas ciąży ;)




piątek, 23 listopada 2012

10 tydzień ciąży

No i stało się - 10 tydzień ciąży minął! Z nowości, udało mi się podczas tego tygodnia zapisać usg na 13 tydzień, nie możemy się doczekać aż zobaczymy nasze maleństwo i usłyszymy bicie serca! Jestem tym faktem podekscytowana do granic możliwości, ale jakoś muszę wytrzymać nadchodzące tygodnie...

W tym tygodniu było emocjonalnie, parę razy płakałam ze wzruszenia, kilka razy wkurzyłam się o jakąś pierdołę, rzeczy błahe urastały w moich oczach do ogromnych rozmiarów. I wcale nie czuję, że mi to przechodzi razem z tym tygodniem...

Rozpinanie spodni trwa nadal, szczególnie wieczorami czuję się taka "napompowana", naprawdę wyglądam jakbym była w 5 miesiącu ciąży, po czym rano wyglądam normalnie. Do tej pory przytyłam niecały kilogram, ale przez ten efekt napompowania czuje się jakbym przytyła co najmniej 5 kilo!

Byłam też na małych zakupach bieliźnianych, o których pisałam tutaj KLIK, czyli za oficjalne można uznać powiększenie się moich piersi o jeden rozmiar miseczki.

Pod względem jedzenia nic się nie zmienia, jem cały czas tak samo i to samo. Niestety, pod względem bóli głowy też nic się nie zmienia :( pojawiały się parę razy w tym tygodniu, głównie wieczorami albo po południu.

Niestety czasy kiedy mogłam przespać całą noc bez wstawania odeszły w niepamięć. Wiem, że są kobiety które muszą chodzić do toalety kilka razy w ciągu nocy, ja zwykle wstaje raz, więc nie powinnam narzekać...

Zaczynamy tydzień 11!!!

czwartek, 22 listopada 2012

Nowy zakup bieliźniany...

Nadszedł ten dzień, kiedy było mi tak niewygodnie w staniku, że powiedziałam: dość! Starałam się ten moment odciągnąć jak się dało, bo wcale nie uśmiecha mi się wydawanie kasy na 15 staników w ciąży i zmiana ich co miesiąc, ale cóż było począć...

Po pierwsze muszę zaznaczyć, że moim problemem nie był obwód moich staników (tu zawsze możne kupić w pasmanterii przedłużkę i sprawa załatwiona!), ale rozmiar miseczki. Moje C stało się zdecydowanie D. Poza tym mam dość mały obwód pod biustem - 70, więc nie w każdym sklepie uda mi się znaleźć coś dla mnie.

Z pomocą przyszedł mi KappAhl, który przysłał mi kupon na 20% zniżki, więc stwierdziłam, że zajrzę i zobaczę, czy nie mają czegoś ciekawego na dziale bieliźnianym. I mieli :) Udało mi się kupić ładny stanik 70 D, który w regularnej cenie kosztował 59,90, więc minus 20% wyszła całkiem fajna oferta - prawie jak ze straganu :)

Zupełnie przy okazji odkryłam też, że KappAhl ma linię bielizny Motherline, w której ma staniki do karmienia za 49,90! Albo dwupak za 79,90! Co wydaje mi się nie jest wygórowaną ceną, bo słyszałam, że te staniki są dość drogie. Wydaje mi się, że haczyk leży w rozmiarze, bo chyba największa miseczka jaka jest to E, a to może być trochę za mało jak na karmiącą pierś. Nie wiem, ale piszę, bo może akurat ktoś szuka i mu się ta informacja przyda. Ja na pewno tam wrócę za parę miesięcy :) Tu macie linka do ich strony KLIK

Mam tylko nadzieję, że z następnymi zakupami stanikowymi uda mi się trochę jeszcze poczekać... bo inaczej bankructwo gwarantowane!!!

wtorek, 20 listopada 2012

Moje sposoby na mdłości

Jak wiecie nie mam problemów z wymiotowaniem w ciąży, natomiast mdłości mnie oczywiście nie ominęły. Mam parę sposobów, które się u mnie sprawdziły i sprawiły, że czuję się lepiej. Wiadomo, każda kobieta jest inna, każda ciąża jest inna, więc nie wszystko, co tu opiszę sprawdzi się też u was. Jednak warto próbować różnych rzeczy i znaleźć swoje własne metody radzenia sobie z mdłościami.

Pierwsza rzecz, która mi pomogła, to regularne jedzenie posiłków i między posiłkami. Okazało się, że zjedzenie rano śniadania, to dla mnie za mało, aby dotrzymać do obiadu, tak samo jak po obiedzie do kolacji. Zwiększyłam więc ilość posiłków. Staram się zjeść coś co 2 godziny. Jogurt, serek homogenizowany, owoc, kanapkę, zjadam też orzechy z mieszanki studenckiej (ważne, żeby były niesolone!) i suszoną żurawinę. W torebce mam ze sobą cukierki jako ostatnią deskę ratunku, kiedy nie mam nic innego pod ręką. 

Zauważyłam też, że zjedzenie pożywnego, dość obfitego śniadania rano, sprawia, że czuję się lepiej. Przy innych posiłkach to nie działa, jednak ten pierwszy poranny posiłek staram się mieć dość treściwy.

Kiedy już czuje, że jest mi niedobrze, pomagają mi migdały. Parę sztuk i czuję się lepiej, staram się też je jeść między posiłkami, "na zapas" niejako. Oczywiście znowu niesolone, nieprażone migdały, bez żadnych dodatków.

Pomaga mi też jeżeli mogę się położyć na chwilę, poleżeć bez ruchu, czasami nawet przeradza się to w małą drzemkę ;)

Unikam picia zimnej niegazowanej wody, czuję się po niej źle, choć wiem, że niektórym picie wody pomaga. Wolę zaparzyć sobie melisę albo herbatę.

A jakie są wasze sprawdzone sposoby na radzenie sobie z mdłościami w ciąży?


czwartek, 15 listopada 2012

9 tydzień ciąży

Koniec 9 tygodnia ciąży i początek 10 tygodnia zaczął się pod znakiem pobierania krwi... zebrałam się w końcu i poszłam do laboratorium zrobić zlecone przez panią doktor badania. Nie wiem jak większość z was, ale ja nie cierpię pobierania krwi, nie mam może fobii, ale traktuję to jako przykry obowiązek. ALE trzeba, to trzeba! 

Siedząc na fotelu myślałam, że może pani pomyliła mnie z honorowym dawcą krwi, ponieważ napełniała fiolkę za fiolką... muszę jednak przyznać, że poszło jej to sprawnie i szybko. To, co okazało się być moim największym problemem to: bycie na czczo. Na szczęście laboratorium jest blisko mojego domu, ale poranek bez herbaty i śniadania, bieg do laboatorium i czekanie kolejce na swoją kolej zdecydowanie nie podobało się maleństwu. Lepiej poczułam się dopiero jak zjadłam śniadanie. Ciekawe jakie wyniki wyjdą?

9 tydzień upłynął pod hasłem: rozpinania spodni... zaczynam powoli czuć się niekomfortowo. Nie żebym się w nie nie mieściła, co to, to nie. Mieszczę się, zapinam, ale po pewnym czasie czuje, że jest mi niewygodnie i mnie te spodnie piją. Na szczęście nie wszystkie jeszcze, ale... 

Miałam też pierwszy napad: "muszę to zjeść, bo inaczej umrę" i dotyczył bagietki czosnkowej podczas zakupów w piekarni ;)

Spanie nadal, zresztą mogłyście przeczytać o tym tutaj KLIK, ostatnio poszłam spać między zupą, a drugim daniem, tak mnie zmogło, że nie dałam rady wytrzymać!

Testowałam w tym tygodniu migdały żeby sprawdzić czy rzeczywiście pomagają na mdłości, napiszę osobną notkę o tym, ale na razie mogę z czystym sercem polecić!

Niestety na bóle głowy nie pomagają... bóle pojawiają się zwykle wieczorem, albo po południu, cały czas stosuje tą samą metodę czyli: amol i położyć się i choć nie działa to błyskawicznie, to jednak przynosi ulgę.

I to chyba tyle jeśli chodzi o ten tydzień, powoli zaczynam myśleć, że to już blisko końca I trymestru!!! Yeah!

wtorek, 13 listopada 2012

Co może wykończyć kobietę w ciąży...

Dzień zaczął się całkiem dobrze, żadnych nudności, całkiem sporo energii... nic nie zapowiadało nadchodzącego popołudnia. 

Musieliśmy jechać dziś na większe zakupy - takie wiecie z listą rzeczy, wielkimi worami itp. Kiedy trzeba kupić prawie cały wózek, bo w tym samym czasie skończył się wam papier toaletowy, mąka, proszek do prania i makaron... generalnie wszystko, czego nie kupuje się codziennie...

Mieliśmy listę, mieliśmy plan i w ciągu 1,5 godziny udało nam się być już za kasami potężnego hipermarketu, wszystko poszło gładko... zapakowaliśmy auto, zapakowaliśmy siebie, wyjechaliśmy z parkingu i zanim dojechaliśmy do domu (a mamy 10 minut drogi)... to zasnęłam... środek dnia, 10 minut w aucie i byłam gotowa.

Obudziłam się pod domem, wnieśliśmy tylko zakupy, zdążyłam powiedzieć, że zajmę się tym później i poszłam spać... do świata żywych wróciłam za 1,5 godziny, nie do końca wiedząc co się stało. 

Jasne, miałam już porzecież drzemki popołudniowe, jasne bywałam zmęczona, ale to było pod kontrolą... natomiast tutaj poczułam się tak jakby mi ktoś wyjął baterie i w pół sekundy moje całe zasilanie padło!!!

Zatem uwaga dziewczyny... zakupy, nawet niepozorne, mogą wykończyć kobietę w ciąży! ;)

niedziela, 11 listopada 2012

Moja nowa miłość, czyli co pojawiło się w mojej diecie...

Nie będzie to post wpisujący się w Święto Niepodległości, ani nawet w typowy niedzielny obiad ;) ale zastanawiam się czy, któraś z was też tak miała jak ja?

Otóż... nie mam na razie typowych "zachcianek ciążowych" względem jedzenia, w 99% jem, to, co jadłam przed zajściem w ciąże... ALE jest jedna rzecz, a właściwie grupa produktów, które jakoś do mnie bardziej teraz przemawiają.

NABIAŁ, jasne, jakiś serek biały do śniadanka jadłam, nie za często, ale musli na mleku się zdarzały, czasem jakiś serek homogenizowany... ale teraz... biały ser musi być i na śniadanie i na kolację, najlepiej taki typowy twaróg w kostce, a nie takie smarowidła gotowe. Jogurty to moja nowa miłość (nigdy jakoś za nimi nie przepadałam), jem zwykle jeden na drugie śniadanie. Króluje brzoskwiniowy, truskawkowy i czasem malinowy. Serki homogenizowane, uwielbiałam je w dzieciństwie i teraz ta miłość powróciła (stara miłość nie rdzewieje?!) Mleko najlepiej zimne, albo gorące kakao.

Zwróciłam też uwagę, że dużo baczniej przyglądam się tym lodówkom w sklepie ze wszystkimi mlecznymi rzeczami... może uda mi się coś ciekawego jeszcze wypatrzeć :D


piątek, 9 listopada 2012

8 tydzień ciąży

Jaki był mój 8 tydzień ciąży? Na pewno intensywny, dużo się działo, była wizyta u lekarza, ale też pojawiły się nowe objawy. 

Tydzień zaczął się od silnych mdłości (jeszcze takich nie miałam), ale bez wymiotów. Dwa takie dni i mdłości wróciły do kategorii lekkich/średnich. Poza mdłościami pojawiła się zgaga. Pluję sobie w brodę, że nie pamiętam co wtedy jadałam, żeby może móc teraz tego unikać... Nic przyjemnego, na szczęście nie była też jakoś bardzo silna.

Częstsze oddawanie moczu, może nie latam co pięć minut, ale zdecydowanie zauważyłam, że muszę chodzić częściej, parcie na pęcherz jest bardzo intensywne, a wcale nie ma tam jakoś szczególnie dużo płynu. Sikanie w nocy to najgorsza zmora, szczególnie jeśli ktoś tak jak ja, nigdy w nocy nie musiał z tego powodu wstawać.

Noce nie tylko z tego powodu są mniej przyjemne... pojawiła mi się bezsenność. Żeby nie było, nadal bardzo chce mi się spać, w ciągu dnia drzemki są stałym punktem programu, kładę się spać, zasypiam momentalnie i po paru godzinach się budzę, przez godzinkę (albo coś koło tego) się pokręcę i znowu udaje mi się zasnąć. Jestem osobą, która ma też mocny sen, mało rzeczy normalnie jest mnie wstanie obudzić, nie rusza mnie burza w nocy, że ktoś chodzi po domu... naprawdę można mnie było wynieść z łóżka i bym się nie obudziła... te czasy jednak minęły... teraz nie dość, że się budzę i nie mogę spać, to po prostu przebudzam się w ciągu nocy, jak tylko coś usłyszę. To wszystko razem wzięte powoduje, że rano budzę się niewyspana, pomimo tego, że poszłam spać o 21... staram się, żeby drzemki w ciągu dnia nie przekraczały godzinki, żebym mogła spać w nocy, ale to niewiele pomaga :(

Piersi nadal bolesne, nadal w nocy potrafię się przez nie obudzić, szczególnie dokuczliwe są sutki.
Nadal czuję się taka nabrzmiała w okolicy podbrzusza, na całe szczęście moje spodnie dalej są na mnie odpowiednie, ale dresik w domu jest najwygodniejszy.

Jestem niezwykle szczęśliwa, że zaczynam 9 tydzień, bardzo powolutku, ale czuję jak ten czas przyspiesza i każdy dzień przestaje wydawać się wiecznością... 

czwartek, 8 listopada 2012

Jak się bronić przed przeziębieniem w ciąży?

No więc stało się, mój mąż się paskudnie przeziębił, stan podgorączkowy, ból gardła i cieknący nos... czyli jesienne żniwo się zaczyna. Jak tu się tym nie zarazić, a pomóc choremu? Wiadomo, że przeziębienia w ciąży się zdrzają, ale wolelibyśmy ich unikać, po pierwsze dlatego, żeby nie faszerować siebie i dziecka lekami, po drugie leki, które zwykle na nas dobrze działały mogą być zabronione dla kobiet w ciąży, a te które dostaniemy... różnie bywa z ich działaniem. Chorowanie w takim stanie jest dużo bardziej nieprzyjemne, a może być też niebezpieczne.

Parę porad, które u nas zadziałały, znaczy się pomogły mi przetrwać przeziębienie męża, bez zarażania się:


Koniec z przytulaniem i całowaniem (to może być szczególnie trudne, jeśli akurat chorym jest wasze dziecko...). Wiadomo, że wszelkie zarazki i bakterie bardzo szybko wykorzystają wszelkie czułości... trzeba uzbroić się w cierpliwość i przetrzymać!


Pamiętać o częstym myciu rąk, szczególnie po wcieraniu jakiś lekarstw, sprzątaniu chusteczek, pogłaskaniu po główce itp.


Wietrzenie pomieszczenia, w którym leży chory (oczwiście kiedy go tam nie ma, może w trakcie posiłków, albo kiedy idzie do innego pokoju). Wpuszczenie świeżego powietrza i nie pozwalanie, żeby bakterie i zarazki gnieździły się w pokoju!


Wymiana ręczników w trakcie przeziębienia (jeśli trwa dłużej), albo za raz po nim (jeśli było krótkie), ze szczególnym uwzględnieniem tych ogólnie dostępnych np. do rąk. To samo z pościelą i piżamami. Nie chcemy, żeby coś siedziało w tych materiałach.


Są tacy, co go lubią pod każdą postacią, są tacy, którzy nie cierpią jego smaku. Czosnek jest jednak niezawodny podczas przeziębienia i pomaga też się przed nim uchronić. Sałatka z dressingiem czosnkowym, biały serek ze świeżo wyciśniętym czosnkiem, zapiekanki z czosnkiem, grzanki... generalnie dużo czosnku, ważne żeby świeżo wyciśniętego. 

Witamina C - tu byłabym ostrożna z braniem jej w tabletkach, szczególnie jeśli bierzecie jakiś zestaw witamin dla kobiet w ciąży - na pewno znajduje się tam witamina C, a nie chcemy z nią przesadzić. Dobrze jest wzbogacić dietę o rzeczy, które są naturalnymi źródłami witaminy C: kiszonki, cytrusy (owoce w ogóle), sok z malin, wyciśnięty sok z cytryny, starać się przyjmować ją razem z jedzeniem, a nie w tabletkach.

Miód, ale nie dodawany do herbraty (temperatura zabija jego właściwości) tylko jedzony bezpośrednio łyżeczką, albo z rozpuszczony z ciepłą wodą z dodatkiem cytryny. Dzięki babci mojego męża jesteśmy też posiadaczami domowego soku z malin, doskonałego na przeziębienia, też gorąco polecam.

A wy macie jakieś swoje sprawdzone sposoby, aby uniknąć przeziębienia w ciąży?

środa, 7 listopada 2012

Karta ciąży założona, czyli druga wizyta u ginekolog

Doczekałam się w końcu tego dnia, druga wizyta u pani doktor za mną. Tym razem poza badaniem, została mi założona karta przebiegu ciąży, dostałam skierowanie na pierwsze usg, ale dopiero na 13 tydzień, co oznacza początek grudnia :(, jakoś będę musiała się uzbroić w cierpliwość. Do tego czasu czekają mnie też kompleksowe badania krwi i moczu. Na razie w karcie poza moimi danymi, znalazło się: moje ciśnienie, waga, opis badania, opis badania piersi.

Dodatkowo dowiedziałam się po badaniu, że wszystko wygląda dobrze, moje objawy ciążowe są "w normie", nie dostałam żadnego suplementu diety, ani nic, na razie pani ginekolog nie widzi takiej potrzeby, cały czas mam brać kwas foliowy i uważać na przeziębienia (z tym może być trudno, bo mój mąż jest chory, ale może napiszę osobnego posta na ten temat).

Generalnie było szybko, sprawnie i na temat. Następna wizyta jak już będę miała zrobione usg i wszystkie zlecone badania. Czyli już w drugim trymestrze! Oby bez problemów i zdrowo!!!

poniedziałek, 5 listopada 2012

Kiedy i komu mówić o ciąży?

Jeśli staramy się o dziecko już od jakiegoś czasu, to wiadomość, że w końcu nam się udało najchętniej wykrzyczałybyśmy całemu światu od razu. Ja zdecydowanie zaliczam się do tych przypadków :) Natomiast rozsądek mówi: poczekaj jeszcze chwilę, wszystko jest jeszcze takie świeże, niepewne...

Trudno się zdecydować co robić. Wiele osób radzi, aby z informowaniem o ciąży poczekać do końca pierwszego trymestru... czyli około 8 tygodni od kiedy my się dowiemy... łatwo powiedzieć trudniej zrobić! Taka rada spowodowana jest wysokim odsetkiem poronień w pierwszych 12 tygodniach ciąży. Nie wiem na ile macie silną wolę, ale trzymanie języka za zębami przez tak długi czas na pewno nie jest dla mnie. Poza tym wiedziałam też, że gdyby coś się stało, to chciałabym mieć wsparcie i pomoc najbliższych. 

W związku z tym, przyjmując rozwiązanie optymalne, coś pomiędzy Serce a Rozum (i to nie jest reklama tp!) zakreśliliśmy kręgi. W szóstym tygodniu powiedzieliśmy naszej najbliższej rodzinie i powiedziałam też mojej kochanej przyjaciółce. To na trochę zaspokoiło naszą chęć dzielenia się dobrą wiadomością z całym światem.

W 8 tygodniu (tak, tak teraz trwającym) przy okazji imprezy powiedzieliśmy naszym bliskim znajomym i na razie nie planujemy mówić nikomu innemu. Pierwszy trymestr będzie się kończył dokładnie za miesiąc i wtedy pewnie powiemy dalszym znajomym i współpracownikom. 

Generalnie, to co dla mnie było ważne w tym całym procesie, to odnalezienie złotego środka, uzgadnianie z moim mężem, komu i dlaczego chcemy powiedzieć, co jest dla nas w tym ważne, poczucie bezpieczeństwa - osobom, którym mówię, mogę zaufać i wiem, że dostanę od nich wsparcie i różnego rodzaju porady.

Odkryłam też, że posiadanie takiej słodkiej tajemnicy może być rzeczą przyjemną (nie tak przyjemną jak dzielenie się nią!) i też jest ciekawym doświadczeniem.

Na pewno nie ma jednej reguły, do której wszystkie możemy się zastosować, aby czuć się dobrze, to jest moje podejście i moje doświadczenie, może komuś się przyda przy podejmowaniu decyzji.

niedziela, 4 listopada 2012

7 tydzień ciąży

Ten tydzień był dla mnie szalony, dużo się działo i dlatego aktualizacja trochę spóźniona, ale jest!

Moje objawy w tym tygodniu: na pierwszym miejscu, stale i niezmiennie: SEN i zmęczenie. Popołudniami i wieczorową porą padam jak mucha i nie mam na nic siły ani ochoty - najczęściej wtedy idę spać.

Ból piersi pojawia się najczęściej w nocy, w ciągu dnia już nie zwracam na to tak uwagi (albo bolą mniej?), ale w nocy potrafi mnie obudzić...większego biustonosza na razie nie kupiłam, ale widzę potrzebę :)

Pisałam w osobnej notce o nagłym bólu, który miałam w podbrzuszu KLIK, nic podobnego nie pojawiło się przez resztę tygodnia, dzięki Bogu, bo najadłam się strachu...

Co do mdłości, to cały czas spokojnie pojawiają się raczej wieczorem niż rano, ale nic poważniejszego się nie dzieje. Na całe szczęście mogę jeść tak jak do tej pory, nic mnie nie odrzuca :)

To, co pojawiło się nowego w tym tygodniu, to uczucie takiego napuchnięcia w okolicach brzucha. W niektórych spodniach to nawet widać, ciężko jest mi się dopiąć,nie jest żadne brzuszek ciążowy, bardziej jakby ktoś mi nadmuchał tam balon. Swoją drogą jestem ciekawa jak dłuo uda mi się chodzić bez zmiany garderoby na bardziej obszerną? Mam nadzieję, że mój płaszczyk i kurtka starczą mi na zimę i nie będę musiała kupować czegoś większego...

To tyle o moim 7 tygodniu ciąży. W środę mam wizytę u mojej lekarki, zobaczymy co mi powie.




wtorek, 30 października 2012

Chwilka strachu...

Miałam dziś intensywny dzień zakończony wielkim zakupami spożywczymi... nie było czasu na drzemkę po południu i chwili relaksu. Nie wiem czy to miało coś wspólnego z tym, co się potem stało czy nie... stałam przy stole w kuchni i szykowałam kolację i naglę poczułam taki ostry ból w okolicy prawego jajnika. Aż musiałam na chwilę usiąść, bo nie wiedziałam jak się nazywam... ból przeszedł i już nie wrócił, ale napędził mi trochę strachu...
Mam nadzieję, że z maluszkiem wszystko dobrze i więcej takie niepokojące rzeczy nie będą się powtarzać.

niedziela, 28 października 2012

Moje ciążowe aplikacje na komórkę

Nie mam superwypasionego telefonu...jest niby smartfonem (niby, bo wcale nie uważam, że jest smart...) i niby go lubię, ale to raczej związek z rozsądku. Samsung Wave 723... jesteśmy razem półtora roku i ostatnio polubiliśmy się bardziej, a to za sprawą aplikacji ciążowych na telefon!

Mam jeden Widget, który na pulpicie mojego telefonu odlicza dni i tygodnie do dnia mojego porodu. Nazywa się Baby Cutdown i jest w kształcie dziecięcej butelki.

Kolejna aplikacja nazywa się Kalendarz Ciąży, w którym można wyliczyć, w którym się jest tygodniu ciąży, a potem przeczytać co w danym tygodniu dzieje się z naszym maluszkiem. Każdy tydzień jest podzielony na dwie kategorie - zdaniem mamy - tu są wypowiedzi kobiet ciąży związane z danym tygodniem (ja raczej nie czytam, działają na mnie trochę irytująco) i zdaniem eksperta, gdzie można przeczytać co dzieje się z maluszkiem, jak się rozwija. 

Mam też dwie aplikacje anglojęzyczne. Pregnacy Guide - całkiem w porządku, ma opis dziecka tydzień po tygodniu, opis trymestrów, kalkulator porodu, opis symptomów ciąży, a nawet zdjęcia kobiet w ciąży, mające być inspiracją ubraniową ;) Samo wykonanie aplikacji trochę... toporne bym powiedziała, ale od biedy może być.

Druga nazywa się Pregnacy Tips, informuje mnie, w którym tygodniu ciąży aktualnie jestem oraz proponuje jakąś "poradę dnia", niektóre ciekawe, inne nudne jak flaki z olejem. Najczęściej jak mi się nudzi to tam zaglądam.

Wszystkie rzeczy, o których pisze sciągnęłam z samsung app store przez aplikację w mojej komórce. W sumie fajna sprawa, trochę jestem rozczarowana jakością i wykonaniem tych aplikacji, ale poza tym fajna zabawa. Może gdybym używała iphona miałabym więcej opcji wyboru, ale jest jak jest...

A wy używacie takich aplikacji?


czwartek, 25 października 2012

6 tydzień ciąży

Ten tydzień strasznie mi się dłużył. Zaczął się z uczuciem niepokoju, cały czas odczuwałam bóle w podbrzuszu, czasem mocniejsze, czasem słabsze... martwiły mnie, jednak nie towarzyszyły im żadne plamienia, więc starłam się przeczekać i teraz już zdarzają się rzadziej i mniej intensywne. Zauważyłam też zależność, kiedy nie jem przez dłuższy okres czasu albo powstrzymuję się od spania robię się rozdrażniona i też odczuwam te bóle bardziej.

Jak wiecie z poprzedniej notki śpię naprawdę dużo i nic nie zapowiada zmiany w najbliższym czasie. Jeśli mam okazję ucinam sobie krótką drzemkę w ciągu dnia.

Cały czas pojawiają się bóle głowy - niezmiennie smaruję skronie i czoło Amolem. Najgorzej jest, kiedy ból budzi mnie w nocy - najpierw nie wiem czemu nie śpię, a po chwili dochodzi do mnie pulsowanie czoła...

Piersi nadal bolesne, głównie sutki, mam wrażenie, że w najbliższym czasie czeka mnie kupno biustonosza, bo coraz mi ciaśniej w moich.

Mdłości lekkie, od czasu do czasu - głównie jak jestem... głodna... dziwne, nie? Nic przecież nie zachęca do jedzenia jak poczucie, że jest Ci niedobrze...

Mam nadzieję, że nikt nie pomyśli, że narzekam wypisując te wszystkie rzeczy - jestem przeszczęśliwa, ale zależy mi na tym żeby dokumentować to, jak się czułam w danym tygodniu (pamięć ludzka jest przecież zawodna). Pomimo tego, że ciąża jest dla mnie cudem, to objawy jej towarzyszące nie są najprzyjemniejsze na świecie - ZA NIC BYM ICH JEDNAK NIE ZAMIENIŁA!

Co do maluszka, to w tym tygodniu jest wielkości ziarenka groszku!!! Pojawiają się zalążki ramion i nóg, kształtuje się serduszko i układ krwionośny. Niesamowite ile wydarzyło się przez ten tydzień i jak szybko rośnie :) 

poniedziałek, 22 października 2012

Gdybym mogła robić tylko jedną rzecz...

...to spałabym cały czas. Codziennie chodzę spać przed 21. Czasem nawet wcześniej. Śpię zwykle do 7:30. W ciągu dnia zwykle robię sobie drzemkę. Czasem na 20 minut czasem na godzinę. Jeśli z jakiegoś powodu nie mogłam uciąć sobie sobie drzemki, to wieczorem szłam spać jeszcze wcześniej. I tak od dwóch tygodni - zaczęło się jeszcze zanim wiedziałam, że jestem w ciąży, jakieś dwa dni przed terminem spodziewanej miesiączki. Trochę to komplikuje życie, muszę przyznać, ale nie jestem w stanie nic na to poradzić. Jeśli nie posłucham swojego organizmu i nie idę spać, to następnego dnia czuję się fatalnie - jakbym była po jakimś mega męczącym tygodniu. Staram się więc z tym nie walczyć i, o ile mogę, spać... Zastanawiam się tylko ile to może potrwać i czy będę przesypiać cały pierwszy trymestr, czy może nawet dłużej?

niedziela, 21 października 2012

Co zniknęło z mojej diety do tej pory...

Podczas starań o dziecko i ciąży moja dieta uległa pewnym modyfikacją i myślę, że nadal będzie się zmieniać... Większość rzeczy, które tu pokaże po prostu i tak były niezdrowe, ale nie miałam motywacji, żeby ich nie jeść, aż do tego momentu :) Do niektórych podchodzę ortodoksyjnie, nie będę ich jeść w ciąży, inne traktuje trochę z przymrużeniem oka, wiem, że nie jest to ani zdrowe, ani potrzebne dziecku, ale jak raz się skuszę to nic się nie stanie...

Po pierwsze, o czym pisałam tutaj KLIK alkohol... 

zdjęcie z www.kobieta.dziennik.pl

Jak jeszcze było ciepło to małe piwko bardzo nęciło, teraz znowu zaczyna się sezon grzańców, ale mówię stanowcze NIE!

Kolejna rzecz to sery pleśniowe... uwielbiam sery pleśnowie, zdecydowałam się je wyeliminować dopiero jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Te, które najbardziej lubię są niestety z niepasteryzowanego mleka, więc istnieje zagrożenie zakażenia bakterią Listeria. Jeśli będę miała wielką na nie ochotę to spróbuje jakiegoś, na którym będzie adnotacja, że pochodzi z pasteryzowanego mleka. Na razie nie jem ich w ogóle.

zdjęcie ze strony poradnikdomowy.pl

Kolejna rzecz to chipsy... uwielbiam chipsy, nigdy mi się nie nudzą, jestem czipsożercą. Nawet jak nie byłam w ciąży byłam mocno pilnowana przez mojego męża, żeby się nimi nie faszerować za często, ale teraz jestem na całkowitym czipsowym detoksie... tęsknie :(

zdjęcie ze strony cociekawego.pl

Porzuciłam też cocacolę i sprita... bo pełno cukru, gazowane, a cola dodatkowo ma jeszcze kofeinę. Na szczęście idzie zima, w tedy tak mi się nie chcę takich rzeczy.
zdjęcie ze strony allforbody.pl

Kawusia z mlekiem...to jedna z tych rzeczy, przy których pewnie nie będę ortodoksyjna i co jakiś czas się napiję słabej kawy, ale na razie... nie mam na nią po prostu ochoty. Wiecie też z tego KLIK wpisu, że już wcześniej ograniczyłam picie kawy.

zdjęcie ze strony megapedia.pl

Myślę, że będę uzupełniać tą listę jak coś jeszcze nowego się pojawi, co się zmieniło w Waszej diecie? Czego już nie jecie?

czwartek, 18 października 2012

Pierwsze ciążowe zakupy!

Dziś pierwsze ciążowe zakupy. Byłam w Rossmanie i zaopatrzyłam się w rzeczy, które mam zamiar używać, aby utrzymać moją skórę przez okres ciąży w miarę dobrym stanie.



Nie oszukuję się, że w jakiś magiczny sposób uniknę rozstępów na brzuchu, udach i piersiach, jeśli są mi genetycznie sądzone, to będę je mieć, ALE można sobie trochę pomóc i spróbować ujędrnić skórę.

Co kupiłam? Antycelulutowy peeling myjący z Lirene. Wybrałam go ponieważ obłędnie pachnie pomarańczą, nie ma w składzie na pierwszym miejscu parafiny (która jest bardzo czesto w peelingach i powoduje uczucie gładkiej skóry, a tak na prawdę po prostu pokrywa ją warstwą parafiny)  i ma dośc grube granulki peelingujące. Zamierzam go urzywać na zmianę ze swoim zwykłym żelem pod prysznic. Kosztował koło 10 zł.

Drugim zakupem jest gąbka antycelulitowa Syrena - jest dwuwarstwowa, z obu stron bardzo twarda, nie wiem czy od początku będę w stanie używać tej mocniejszej strony do masażu... Na pewno pomoże przy poprawieniu ukrwienia skóry i pozbycia się starego naskórka. Zamierzam stosować ze swoim żelem pod prysznic. Koszt to niecałe 5 zł.

Olejek do pielęgnacji ciała BabyDream fur Mama do smarowania całego ciała. Ma 250 ml, kosztował 9 zł (na jakieś promocji był-to się często zdarza), pięknie pachnie (bardzo delikatnie) ma dobry skład i jest przeznaczony dla kobiet w ciąży - znaczy się bezpieczny dla dziecka. Będę nim smarować całe ciało, nie tylko brzuch i piersi, po pierwsze dla tego, że bardzo lubię używać oliwek, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym, po drugie z lenistwa, nie chce mi czymś innym smarować rąk i nóg, a czymś innym reszty ciała...

Od dziś zaczynam regularne stosowanie, na pewno napszę jak mi się prawdziły te kosmetyki i co o nich sądzę. A wy co stosowałyście/ stosujecie w ciąży?


środa, 17 października 2012

Moja pierwsza wizyta u ginekologa

Jak wam wcześniej pisałam, na dziś byłam umówiona do pani ginekolog. Dziś jest ostatni dzień 5go tygodnia, więc dosyć wcześnie jak na wizytę potwierdzającą ciążę. ALE miałam swoje powody... szłam do zupełnie nieznanej mi pani ginekolog, którą wynalazłam w internecie, i która miała bardzo dobre opinie, (cenę za wizytę też przyzwoitą!) więc wybrałam się "na zwiady". Gdyby z jakiegoś powodu mi nie podpasowała miałabym jeszcze sporo czasu na następne poszukiwania lekarza.

Pani okazała się być bardzo miła, wzbudziła moje zaufanie, wiekowo mogła przyjmować poród mojej mamy albo nawet babci ;) co mi w ogóle nie przeszkadza. Co dla mnie było ważne, powiedziała, że gdyby się coś działo: byłabym chora, przeziębiona, miała jakieś plamienia, to mam od razu do niej dzwonić, że mamy być w kontakcie przez te całe 9 miesięcy. Ucieszyłam się, że wyszło to z jej strony, a nie było efektem mojego dopytywania i próby zaspokojenia moich oczekiwań.

Jak wyglądała sama wizyta? Najpierw był wywiad, dosyć standardowy, pani wszystko skrzętnie notowała, wiek, zawód, przebyte choroby, zabiegi itp. Potem badanie moich obolałych piersi, z którymi wszystko ok, zmierzenie ciśnienia, które standardowo mam bardzo niskie :( badanie ginekologiczne - ginekolog potwierdziła rozpulchnienie wewnętrzne, które wskazuje na ciąże ;) pobrała cytologię i tyle...

Nie założyła mi niestety karty ciąży, a w sumie na to liczyłam, ale powiedziała, że to jeszcze za wcześnie, nie zleciła też jeszcze badań krwi ani moczu. Powiedziała, że do mojego ogólnego stanu nie ma żadnych zastrzeżeń, wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Następna wizyta jest za trzy tygodnie, czyli będę pod koniec 8 tygodnia ciąży.

Dostałam parę nakazów: kwas foliowy dwa razy dziennie: rano i wieczorem (do tej pory brałam raz), zakaz gorących kąpieli (to jest dla mnie trudny temat, szczególnie, że idzie zima, ale już wcześniej sama sobie ich zakazałam... miałam cichą nadzieję, że pani powie, że mogę ALE krócej albo w chłodnej wodzie, ale na razie jest NIE), mało solić, bo sól zatrzymuje wodę w organizmie  (też w piersiach i to może wzmagać ich bolesność), jeść mniej, ale częściejwysypiać się i dotleniać spacerami, ograniczyć trochę sex: nie za długo, nie za mocno, nie za często.

Dostałam też dwie broszurki do poczytania: HappyBaby z Family Service i Już za chwilę powitasz maluszka wydane przez NIVEA ;) zawsze coś do przejrzenia, oczywiście napakowane reklamami, a jak!

Siedziałam tam 40 minut, mój biedny mąż w poczekalni dzielnie czekał, czuł się dość dziwnie, ale się przyzwyczai ;)
Podsumowując jestem zadowolona, bo czuję, że znalazłam lekarza, który poprowadzi moją ciążę. Jednak mam pewnie niedosyt, że nie mam założonej kary ciąży i zleconych żadnych badań, choć wiem, że to jest bardzo wcześnie. Czekanie jest najtrudniejsze, ale ja chyba też się muszę przyzwyczaić, bo przede mną 8 miesięcy czekania...

poniedziałek, 15 października 2012

5 tydzień ciąży

Jestem w piątym tygodniu ciąży i gdybym miała w jednym zdaniu scharakteryzować ten tydzień, to powiedziałabym: nie wierzę, że jestem w ciąży!
Maluszek jest obecnie wielkości pestki jabłka (słodziak!) i mam nadzieję, że ma się dobrze!

Objawy jakie mam to przede wszystkim zmęczenie. Chodzę spać koło 21, często mam też popołudniowe drzemki. Jakieś dłuższe zakupy, albo spacer powodują, że padam na twarz. Zupełna nowość dla mnie.
Parę razy zaatakował mnie ból głowy, ale nie tak, abym nie mogła wytrzymać, położenie się na chwilę oraz nasmarowanie skroni Amolem w zupełności wystarczało.
Bóle w podbrzuszu, były dosyć intensywne na samym początku - podobne do tych, które towarzyszą mi zwykle podczas miesiączki. Teraz zdarzają się co jakiś czas, ale już nie takie mocne i nie takie długie.
Bolesność piersi - cały czas, ale nie jest nieznośna, nie umieram z bólu jeśli przez przypadek dotknę swoich piersi, mam wrażanie że są jakby pełniejsze i twardsze, ale to wszystko.
Apetyt mi dopisuje, jem tak jak zwykle, tylko z tą różnicą, że jeśli przerwy między posiłkami są długie to staje się wilczo głodna. Pilnuje, żeby jeść w miarę regularnie. 
Czasem zdarzają mi się mdłości, bardziej wieczorne niż poranne, ale są dość łagodne. 

Umówiłam się do ginekologa na środę, na pewno napiszę co i jak. Na razie staram się odpoczywać, biorę kwas foliowy, czekam na wizytę u lekarza i tyle. Nie informowaliśmy na razie nikogo o naszym szczęściu z rodziny ani znajomych, było to trudne, ale wierzymy, że będzie jeszcze na to dużo czasu :)

sobota, 13 października 2012

Lubrykanty przy staraniach o dziecko

Nie wiem czy wiecie, ja sama długo nie wiedziałam, że lubrykanty (żele nawilżające) stosowane podczas sexu mają negatywne działanie na plemniki i mogą utrudniać zajście w ciążę. Popularne i ogólnodostępne marki typu Durex zdecydowanie odradzam przy staraniach o dziecko.

Oczywiście rynek zawsze odpowiada na potrzeby konsumentów i spokojnie można znaleźć takie lubrykanty, które są specjalnie stworzone po to, aby wspomagać poczęcieOd razu zaznaczam, że żadnego z takowych nie stosowaliśmy, ale jeśli ktoś byłby zainteresowany to podaje nazwy, które znam, możecie sobie wygooglować i poczytać opinie.
Pre SeedKLIK  i Concive PlusKLIK. Przy obu może odstraszać cena, która waha się w granicach 70 - 80 zł!

Poza żelami, które mają wspomagać poczęcie, są też takie, które mają nie szkodzić. Są to żele na bazie wody, bez środków plemnikobójczych, bez zapachów i konserwantów. Z takich mogę polecić Feminium KLIK lub Intimel KLIK. Na ich korzyść na pewno przemawia cena 10 - 15zł. Możecie sprawdzić same składy innych żeli, albo pytać o takie w aptece.

Z naturalnych "nawilżaczy" polecam oczywiście olej z wiesiołka, o którym pisałam już tutaj KLIK i tutaj KLIK, ale także siemię lniane. Ma ono ten plus, że można go spożywać przez cały czas trwania cyklu, jednak jego konsystencja i przygotowanie jest bardziej problematyczne niż kapsułki z olejem z wiesiołka. Choć to pewnie kwestia indywidualna.

czwartek, 11 października 2012

Castagnus - po trzech (niepełnych) miesiącach stosowania

Zostało mi nie całe pół opakowania Castagnusa, którego nie skończę, bo jak wiecie już stąd KLIK, jestem w ciąży! Postanowiłam jednak opisać jak się czułam biorąc Castagnus w tym miesiącu (o poprzednich możecie przeczytać tu KLIK i KLIK). 

Na początek pytanie, które pewnie wiele z was sobie będzie zadawać: Czy uważam, że Castagnus pomógł nam zajść w ciąże? Nie mogę napisać, że tak na pewno się stało, nie prowadziłam żadnych badań laboratoryjnych ani tym podobnych, jednak po 2 pełnych opakowaniach i połówce trzeciego zobaczyliśmy na teście dwie kreski. 

Kiedy odstawiłam Casagnusa? W dniu, którym zrobiłam test i dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wzięłam pół tabletki, jednak następnego dnia zaprzestałam ich brania zupełnie. Ulotka podaje, że nie należy stosować tego leku w trakcie ciąży i karmienia piersią. Jeśli jesteście pod stałą kontrolą lekarza i on zadecyduje inaczej, stosujcie się do jego zaleceń. Jeśli jednak nie, to stosujcie się do ulotki!

Na początku trzeciego miesiąca brania Castagnusa czułam się bardzo podobnie jak podczas całego drugiego miesiąca. Bolesność piersi, która się utrzywała, bolesność w podbrzuszu i emocje raz w górę, raz w dół. Jednak biorę pod uwagę, że mogły to już być oznaki tego, że jestem w ciąży.

Po niedokończonej kuracji mogę powiedzieć, że polecam Castagnus - pamiętejcie, że pomimo tego, że jest to lek bez recepty, warto skonsultować jego zażywanie z lekarzem!

Przejście przez Morze Czerwone

Wczoraj był 28 dzień cyklu, w związku z tym, że poprzedni trwał 27 dni, postanowiłam rano zrobić test...


Po 9 miesiącach starań spodziewamy się dziecka! I naprawdę czuję się tak, jakbym przeszła przez Morze Czerwone, nie było łatwo, ale wiele się nauczyłam i czuję, że nie byłabym tu gdzie jestem gdyby nie ten trudny czas. Boży plan jak zwykle okazał się najlepszy.

Czy na blogu przestanę prouszać tematy związane ze straniami o dziecko? Absolutnie NIE, nie napisałam jeszcze wszystkiego co chciałam w tym temacie ;)  Na pewno będą pojawiać się notki związane z ciążą, jej przebiegiem i przygotowaniami do narodzin maluszka!

Życzcie nam zdrowych 9 miesięcy!