piątek, 28 września 2012

2WW, czyli czekamy...

2 week wait, czyli dwa tygodnie czekania przede mną. Dziś jest 16 dzień cyklu, jeśli będzie tak jak ostatnio, czyli 27 dni, to nawet niecałe dwa tygodnie.
W tym cyklu udało nam się być razem w jednym miejscu w czasie moich dni płodnych (huraaaa!), więc istnieje szansa, że okres się nie pojawi :)

Co do mojego samopoczucia, to czuję się dobrze, nic z tego, co pojawiało się w poprzednim cyklu nie ma miejsca. Żadnych bóli piersi, w podbrzuszu, żadnych zmian nastrojów. Bardzo mnie to cieszy, mam nadzieję, że tak zostanie! Jednak poważnie się zastanawiam skąd się to wzięło w poprzednim miesiącu, bo jeśli była to wina Castagnusa, to czemu teraz jest, ok? Macie jakieś pomysły?

Jestem obecnie tak zajęta, że nie mam zbyt dużo czasu myśleć czy się udało czy nie, w sumie dobrze się z tym czuje, nie cierpię 2WW, w których świruje i siedzę jak na szpilkach. 

To taki szybki update jak się sprawy mają :) 

niedziela, 23 września 2012

Castagnus - po dwóch miesiącach stosowania

Właśnie wyrzuciłam do kosza drugie opakowanie po Castagnusie, co oznacza, że za mną już 60 dni stosowania, jakoś wydaje mi się, że to niesamowicie szybko zleciało, od jutra zaczynam trzecie pudełko.

Trochę już pisałam jak się czułam podczas ostatniego cyklu stosowania Castagnusa, ale pomyślałam, że dobrze by było to zebrać w jednym miejscu.

No więc drugi miesiąc stosowania Castagnusa był zupełnie inny niż pierwszy.  O pierwszym pisałam tutaj KLIK. Generalnie miałam wrażenie, że czuje się gorzej niż kiedy go nie stosowałam. Miałam bolesność piersi gdzieś od połowy cyklu aż do samej miesiączki, bolesność podbrzusza, bóle głowy, było mi lekko niedobrze (chyba z samego faktu bólu głowy i podbrzusza), wydaje mi się, że miałam każdy możliwy przejaw PMS (zespołu napięcia przedmiesiączkowego) jaki istnieje na tym świecie plus trwał on ponad półtora tygodnia... Byłam bardzo niestabilna emocjonalnie, chciało mi się płakać z byle powodu, no generalnie masakra. Jako osoba, która nie miała nigdy problemów z PMS, oczywiście zdarzały się lepsze i gorsze cykle, ale nigdy nie było tak jak teraz.

Jeśli chodzi o długość cyklu to ten trwał 27 dni, poprzedni z Castagnusem trwał 26 dni.

Jeśli chodzi o jego wpływ na nasze starania o dziecko, to jak możecie zaobserwować, nadal się staramy, choć biorąc pod uwagę, że w poprzednim cyklu nie mogliśmy "wykorzystać" dni płodnych (więcej tutaj KLIK), to nie winię Castagnusa ;) Jakby nie patrzeć nadal się staramy.

Olej z wiesiołka - moja opinia

Moje opakowanie kapsułek z olejem z wiesiołka jest już na wykończeniu, więc pomyślałam, że to dobry czas na szybką recenzję, moją opinię o tym produkcie. O działaniu oleju z wiesiołka pisałam tutaj KLIK.

Ja mam akurat zimnotłoczony olej z nasion wiesiołka firmy GAL. Możecie go zobaczyć tutaj KLIK, opakowanie 150 tabletek po 500mg kosztowało mnie 15,53zł. Brałam tak, jak zaleca producent 3x2 tabletki dziennie, czyli 3000mg. Przyznam, że branie 6 tabletek dziennie jest dość męczące, łatwo o tym zapomnieć, pominąć dawkę itp, przynajmniej mnie się to zdarzało. Więc jeśli jakaś inna firma ma tabletki o większej pojemności, a może je rzadziej brać, to pewnie bym taką wybrała. 150 tabletek starczyć powinno na 25 dni brania, co dla mnie oznaczało dwa cykle. Dla mnie to za tą ilość cena jest bardzo przystępna.

Tabletki brałam przez dwa cykle, ale nie następujące po sobie, ponieważ - jak mogliście czytać w moim poprzednim poście, mój mąż wyjeżdżał dokładnie na cały czas trwania moich dni płodnych, więc wiedząc o tym wcześniej nie brałam wiesiołka-po prostu szkoda mi go było. Tak więc: cykl z wiesiołkiem, cykl bez wiesiołka, cykl z wiesiołkiem.

To co mogłam od razu zaobserwować w pierwszym cyklu, że wystarczyło parę dni regularnego brania tego suplementu i zauważyłam znaczne zwiększenie się ilości śluzu w trakcie dni płodnych. Mając porównanie do kolejnego cyklu bez wiesiołka zobaczyłam sporą różnicę. W obecnym cyklu stało się tak samo od razu zauważyłam różnicę. W sumie jest to bardzo motywujące, że nie trzeba brać tego suplementu 3 miesiące aby zobaczyć jakieś działanie. Choć u każdego może być inaczej. 

Czy zauważyłam poprawę stanu włosów i paznokci? Nie, zdecydowanie nie, ale nie liczyłam na to zbytnio... Po pierwsze nie przyjmowałam tego suplementu miesiąc po miesiącu tylko z przerwą. A po drugie przyjmuje go tylko do końca moich dni płodnych, ponieważ wiesiołek może powodować mikroskurcze macicy i przez to podnosi ryzyko poronienia (swoją drogą zaleca się go też czasem kobietą pod koniec ciąży, jako "wywoływacz" porodu).

Czy planuje zakup kolejnego opakowania? Jeszcze nie wiem, najbardziej to marzę, żeby nie było mi już potrzebne ;) Generalnie myślę, że mogę do niego znowu wrócić.

A wy stosowałyście olej z wiesiołka? Macie podobne doświadczenia czy zupełnie inne?

czwartek, 20 września 2012

Odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania o testy owulacyjne i ciążowe

Stwierdziłam, że jeden zbiorczy post na temat najczęstszych pytań będzie lepszym rozwiązaniem niż uzupełnianie poprzednich wpisów. Jak uzbierają się kolejne, to pojawi się następna notka.
Jakie są najczęstsze pytania?

Testy ciążowe:

Nie pojawił mi się pasek kontrolny na teście, co to znaczy?
Test jest uszkodzony, nie pokaże wiarygodnego wyniku, powinnaś powtórzyć test z innym testem ciążowym.

Pasek, który pokazuje, że jestem w ciąży jest bardzo słaby, prawie niewidoczny. Czy jestem w ciąży?
Jest duże prawdopodobieństwo, że jesteś w ciąży, ale dla pewności powtórz test za parę godzin lub następnego dnia.

Nie wiem dokładnie, o której godzinie zrobiłam test, jak wróciłam pokazywał dwie kreski, czy jestem w ciąży?
Jest prawdopodobieństwo, że minęło ponad 5 minut od kiedy zrobiłaś test, w związku z tym wynik może być niewiarygodny, musisz powtórzyć test.

Testy owulacyjne:

Już pierwszego dnia, kiedy użyłam pasków owulacyjnych pojawiły się oba paski, tak samo ciemne, co to oznacza?
Po pierwsze, oznacza że niestety za późno zaczęłaś testowanie. Ponieważ paski testowe są tak samo ciemne, nie wiadomo czy nie jesteś już po owulacji, jeśli następnego dnia wynik testu jest negatywny to porawdopodobnie tak się stało.
Właśnie dlatego w testy owulacuyjne mają po kilka pasków testowych, aby móc sprawdzać kiedy zaczyna pojawiać się kreska oznaczająca zbilżającą się owulację. Np: jeśli pierwszego dnia testujemy i druga kreska się nie pojawia (wynik jest negatywny), następnego dnia kreska jest ledwo widoczna (co też oznacza wynik negatywny), kolejnego bardzo ciemna, a kolejnego dnia znika, to jesteśmy wstanie stwierdzić, ze owulacja wystąpiła między drugim i trzecim dniem. Więc nawet negatywny wynik - jasna kreska, daje nam pewną informację: jeszcze nie ma owulacji, ale jest już blisko. Jeśli już pierwszego dnia kreska jest tak ciemna jak pasek testowy nie mamy się do czego odnieść i tak, jak napisałam, może się okazać, że jesteś już po owulacji.

Czy można użyać testów owulacyjnych do wykrycia ciąży? I drugie podobne pytanie: Zrobiłam test owulacyjny na dwa dni przed miesiączką, wyszła druga ciemna linia, czy to oznacza, że jestem w ciąży?

Generalnie oba pytania sprowadzają się do tego czy testy owulacyjne wykryją ciąże? Testy owulacyjne są nastawione na wykrywanie hormonu LH, a testy ciążowe hCG. W związku z tym, że te hormony są do siebie bardzo podobne (hCG ma dodatkowo jeszcze tzw. betę, której poziom właśnie bada się, aby wykryć ciążę) testy owulacyjne nie są wstanie rozróżnić pomiędzy LH i hCG, więc wykrywają oba. Więc, w teorii, tak test owulacyjny MOŻE wykryć ciąże, ALE testy owulacyjnie nie dają nam jednoznaczej odpowiedzi, ponieważ linia MUSI być tak samo ciemna lub ciemniejsza, więc w przeciwieństwie do testu ciążowego druga linia NIE musi oznaczać ciąży. Nie muszę chyba wpominiać, że test owulacyjny wykonany w trakcie cyklu może pokazać po prostu owulację, a nie ciąże... Generalnie nie polecam takiego testowania, bo zastanawianie się czy druga ciemna linia na teście owulacyjnym jest wystarczająco ciemna, aby stwierdzić ciążę, to jest trochę jak ruska ruletka: uda się, albo się nie uda. 
Wiem, że niektóre kobiety chcą zaoszczędzić na testach ciążowych (długie staranie o dziecko i comiesięczne testowanie to są naprawdę koszty!) i używają testów owulacyjnych zanim będą używać droższych testów ciążowych. Osobiście nie polecam, ale odpowiadając szczerze na pytanie muszę stwierdzić: tak, testy owulacyjne są w stanie wykryć ciążę. 

piątek, 14 września 2012

Niespodzianka...

27 dzień cyklu okazał się niespodzianką w postaci rozpoczynającego się okresu. Zupełnie się go w ten dzień nie spodziewałam, jakoś nie brałam pod uwagę takiej opcji, byłam pewna, że jak nie 26dc to na pewno 28dc. Od wczoraj zatem nowy cykl. Pomimo tego, że się spodziewałam, że w tym cyklu nie zostaniemy rodzicami, nie było mi łatwo. Staram się nie przejmować i ufać, że Boże drogi, są inne niż nasze i lepsze niż nasze. Poza tym upiekłam pyszne drożdżowe ciasto z malinami z przepisu Liski z Whiteplate KLIK (z duuuuużą ilością kruszonki - na pocieszenie oczywiście!), wysprzątałam łazienkę i parę innych drobnostek. Zajęcie się czymś zawsze jest pomocne.

czwartek, 13 września 2012

26 dzień cyklu...

...pojawił się i zniknął bez większych emocji. Miesiączka się nie pojawiła, samopoczucie nie zmieniło się zbytnio, czekam na 28 dc, czyli jutro. Nie mam zamiaru testować, jeśli (cudem!) okres się nie pojawi, to będę testować w sobotę. Choć wiem, że Castagnus może cały czas pracować nad regulacją cyklu co może powodować różnego rodzju przesunięcia i "przeciągnięcia" czasowe.

poniedziałek, 10 września 2012

Szybki update samopoczucia - 24 dzień cyklu

No więc 24 dzień cyklu i czuje się całkiem nieźle. Jedyne co mi naprawdę dokucza, to ból piersi. Bolą coraz bardziej, są powiększone i to do tego stopnia, że mam poczucie, że kupiłam za mały stanik... Ból już nie jest tylko z boku, teraz bolą całe, ale my się z tym bólem znamy - typowy bywalec przed samym okresem.
Natomiast humor dopisuje, wróciła mi energia, pogoda też u nas jakaś lepsza się zrobiła, więc może to dlatego??
Jeśli chodzi o jedzenie, to dalej jem więcej niż zwykle i szybciej jestem głodna, ALE to już nie jest ten wilczy głód, który mnie dopada po owulacji! Znaczy się tutaj też na plus. 
Co do bóli w podbrzuszu, to właściwie całkowicie zniknęły, dzis mnie coś przez chwilę w krzyżu bolało - tak jak zwykle w pierwszym dniu okresu, ale szybko przeszło.
Jedyne czego nie ma, a co zawsze u mnie występowało w tym momencie cyklu to wysyp pryszczy i zaskórników. Zmieniłam co prawda krem, ale reszta pielęgnacji jest bez zmian, więc nietypowo dla mnie. Nie żebym tęskniła za pryszczolami, co to, to nie!!!

Oczywiście dalej dzielnie biorę Castagnusa, ale muszę powiedzieć, że to najdziwniejszy cykl jaki do tej pory miałam, ciekawa jestem czy będzie 26 dniowy (tak jak było ostatnio, w pierwszym miesiącu stosowania Castagnusa) czy 28 dniowy tak, jak miałam do tej pory... jak pamiętacie nie wiem czy skrócenie cyklu było wynikiem tabletek czy zmiany klimatu na 2 tygodnie, rytmu dnia i generelnie wszystkiego.

Najbardziej bym chciała, żeby te wszystkie dziwne obiajwy okazały się być początkiem ciąży, ale jak pisałam w poście o "straconych cyklach" byłby to cud na miarę rozstąpienia się Morza Czerwonego. Zostaje tylko czekać...

niedziela, 9 września 2012

Alkohol i starania o dziecko

Temat cały czas kontrowersyjny, a myślę, że niezwykle ważny. Według danych Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych co trzecia kobieta w ciąży piła alkohol. Wydaje mi się jednak, że dzięki różnym kampaniom społecznym coraz więcej ludzi jest świadomych, że alkohol spożywany w ciąży może mieć koszmarne skutki (od FAS - płodowego zespołu alkoholowego, po poronienie). Ten znaczek pojawia się coraz częściej na produktach z %.


Ale co z piciem alkoholu podczas starań o dziecko, wydaje mi się, że ten problem jest dużo rzadziej poruszany i traktowany z większą pobłażliwością. Jeśli decyzja o podjęciu starań o dziecko jest planowana, to powinnyśmy też zaplanować wyrzucenie alkoholu z naszego menu. 

Dlaczego? Alkohol jest substancją toksyczną, która przenikając przez łożysko może uszkodzić płód, zaburza rozwój niektórych obszarów mózgu, może spowodować FAS, czyli płodowy zespół alkoholowy CZYTAJ WIĘCEJ O NIM, koszmarną chorobę. NIE MA minimalnej jednostki alkoholu, którą kobieta w ciąży może spożyć i być pewna, że nie zaszkodziła swojemu dziecku. Historie typu: "moja koleżanka wypiła jedno piwo i dziecko urodziło się zdrowe", są bezsensowne, ponieważ każda kobieta jest inna i każda ciąża jest inna, nie chcemy się bawić w rosyjską ruletkę: albo się uda, albo się nie uda. Poza tym stwierdzenie: "urodziło się zdrowe" też może być złudne, czasem uszkodzenia mózgu, problemy z pamięcią mogą wyjść po latach i ciężko będzie je powiązać z jednym wypitym piwem.

Poza tym jako osoby starające się od dziecko, zdrowo się odżywiające, biorące często różne suplementy diety, staramy się wyrzucić z naszego jadłospisu rzeczy zbędne i niezdrowe. Alkoholu do wartościowego i zdrowego pokarmu nie da się nijak zaliczyć.

Alkohol może wpłynąć na wyznaczanie terminu owulacji, szczególnie jeśli posiłkujemy się metodą termiczną. Pisałam o tym tutaj: KLIK.

Do momentu wystąpienia miesiączki NIGDY nie mamy pewności, że nie zaszłyśmy w ciąże. Możemy jeszcze nie wiedzieć, że jesteśmy w ciąży kiedy sięgamy po kieliszek wina. Pełno jest historii dziewczyn, które opowiadały, że były pewne, że nie był to owocny cykl starań, a potem widziały dwie kreseczki na teście ciążowym.

Ok, ale czy trzeba być tak rygorystycznym? Ktoś powie: właśnie się okazało, że mam okres i mam ochotę się napić... pytanie: czy na czas miesiączki przestajesz stosować zdrową dietę, brać kwas foliowy, brać inne suplementy diety? Starasz się przygotować swoje ciało na ciąże, a potem piwko/winko/drink? Gdzie sens, gdzie logika? Pewnie ktoś powie, że pijąc w takim momencie nie szkodzimy dziecku, i mogę się zgodzić, że nie szkodzimy bezpośrednio dziecku, ale szkodzimy swojemu organizmowi. Poza tym, czeka Was 9 miesięcy bez alkoholu...jeśli będziecie karmić piersią jeszcze dłużej...może warto się przyzwyczajać? ;) 

Wiem, że wiele starających się kobiet chce uniknąć sytuacji w towarzystwie, kiedy ktoś proponuje alkohol, ty odmawiasz, a od razu padają pytania: czy nie jesteś w ciąży. Krępujące, bo nie chcesz, aby cały świat wiedział, że się staracie... myślę, że jest parę rozwiązań: ograniczyć takie spotkania, zostać kierowcą, który odwozi do domu, można wymówić się dietą - alkohol niezdrowy i kaloryczny, można wymówić się bólem głowy, złym samopoczuciem, można po prostu powiedzieć, że nie ma się dziś ochoty. W sumie jeśli pomyślicie co jest ważniejsze, wasze samopoczucie przy takiej krępującej sytuacji czy zdrowie Waszego dziecka, to jakoś zawsze przeważa na tą drugą stronę.

Polecam też odwiedzić stronę Ciąża Bez Alkoholu KLIK Można dokładnie poczytać, co alkohol może spowodować.

piątek, 7 września 2012

Samopoczucie 21 dzień cyklu

Tak się zastanawiam czy czuję się lepiej czy gorzej... wariatka powiecie, przecież to chyba nie jest tak trudno ocenić? Otóż jest trudno... bolesność piersi cały czas, z humorem trochę lepiej, na pewno jestem już bardziej zrównoważona, ale obecnie poszło to bardziej w melancholię. Nie płaczę co chwilę w poduszkę, ale się snuje po mieszkaniu, nawet jak coś robię to jestem nieobecna. Co do bóli w podbrzuszu, to dalej są, teraz bardziej kujące, trochę jakby znienacka - wcześniej po prostu bolało, teraz jak tylko zapomnę o tym, że boli to akurat zakuje - i bądź tu człowieku mądry. 

Castagnusa dalej dzielnie biorę, w sumie cały czas nie mam pewności czy to jego wpływ, bo pierwszy cykl był zupełnie inny, zostało mi pół z drugiego opakowania, zobaczymy co będzie dalej. Miesiączki oczekuję za tydzień, ale nie nastawiam się dokładnie, bo wiem, że przy regulacji cyklu Castagnusem pierwsze cykle mogą być trochę mylące, wszystko się dopiero ustawia. Zobaczymy.

czwartek, 6 września 2012

Wyznaczanie dni płodnych: metoda termiczna

Po przerwie wracam do tematu dni płodnych i ich wyznaczania. We wcześniejszych postach pisałam o metodzie kalendarzykowej KLIK, testach owulacyjnych KLIK i o urządzeniach elektronicznych takich jak Lady Comp, Bioself i Cyklotest KLIK. Dziś napiszę o metodzie termicznej.

Na czym polega metoda termiczna i kto może ją stosować?

Metoda ta polega na codziennym mierzeniu temperatury tzw. PTC (podstawowej temperatury ciała) i zapisywania tych wyników/nanoszenia ich na wykres. Kartę do wykresu można wykonać samodzielnie: rysujemy na kartce dwie osie, na osi poziomej zaznaczamy dni cyklu razem z datami, a na osi pionowej temperaturę co 0,1. (czyli 35,7; 35,8; 35,9 itp). Codziennie po dokonanym pomiarze zaznaczamy jaką mamy w tym dniu temperaturę. Gotowe wykresy możemy też znaleźć w internecie np. tutaj KLIK. Każdy nowy cykl nanosimy na nową kartę obserwacji. W ten sposób dostajemy wykres, na którym na początku cyklu mamy niższą temperaturę, potem następuje skok temperatury, który utrzymuje się przynajmniej przez trzy dni (u niektórych kobiet wyższa temperatura utrzymuje się potem aż do kolejnej miesiączki). Dzień skoku temperatury to dzień, w którym uznajemy, że  owulacja się zaczęła (możliwe jest także, że będzie to dzień następny). Przy przy naturalny metodach planowania rodziny zakłada się, że 6 dni przed skokiem temperatury i 3 dni po tym skoku jest to okres płodny. Natomiast jeśli stosujemy tą metodę do wyznaczenia dni płodnych i starań o dziecko staramy się z większą dokładnością określić kiedy następuje owulacja. Dlatego często ta metoda jest łączona z testami owulacyjnymi (tu pisałam jak ich używać KLIK) oraz obserwacją śluzu (obiecuję, że w najbliższym czasie napisze też o tym). Kto może stosować tą metodę? Każdy, kto ma wystarczająco cierpliowści i jest skrupulatny :)

Jaki termometr?

Do pomiarów poleca się stosować termometr owulacyjny. To taki termometr, który ma skróconą skalę i większą podziałkę, żeby można było bez problemu odczytać dokładną temperaturę. Widziałam w internecie różne wersje i też w różnym przedziale cenowym koło 29 do 59 zł. Można dostać taki termometr też w wersji elektornicznej, ale czytałam, że są one mniej dokładne niż te tradycyjne.
zdjęcie pochodzi ze strony http://www.medansklep.pl/

Możemy też użyć standardowego termometru, jednak należy z dużą dokładnością odczytać pomiar. Co do termometrów elektronicznych... to samo co przy termometrach owulacyjnych, nie są tak dokładne jak te rtęciowe (komu udało się jeszcze kupić zanim UE ich zabroniła...) lub te galowo-indowe.
Niezależnie od tego jaki termometr wybierzecie ZAWSZE używajcie tego samego! Jeśli z jakiegoś powodu go zmieniacie to musicie to odnotować, bo może wystąpić różnica w pomiarach wynikająca z innego sprzętu.

Kiedy mierzymy temperaturę i gdzie?

Według niektórych temperaturę należy mierzyć od pierwszego dnia cyklu, inne źródła podają, że można pominąć pierwsze cztery dni. Najlepiej mierzyć zaraz po obudzeniu się. Jeśli Wasza noc, z jakiegoś powodu była krótka, pamiętajcie, że do zmierzenia temperatury potrzeba minimum trzech godzin nie przerwanego snu. Najlepiej mierzyć zanim wstaniemy z łóżka i zaczniemy cokolwiek robić. Ważne, żeby mierzyć temperaturę codziennie o tej samej porze. Czyli jak w tygodniu mierzycie o 6:30 to niestety w niedzielę też o tej samej godzinie. Tolerancja błędu jest do około godziny. Po tym czasie mogą nastąpić przekłamania. Nie mierzymy temperatury pod pachą! Pomiar temperatury skóry nie jest miarodajny. Mamy tak naprawdę trzy opcje: mierzenie w ustach, pochwie lub odbycie. Pamiętajmy o dezynfekcji termometru przed i po każdym pomiarze. ZAWSZE mierzymy temperaturę w tym samym miejscu!

Jakie czynniki mogą wpłynąć na przekłamanie wyników?

Po pierwsze zmiana termometru, miejsca mierzenia temperatury, godziny jej mierzenia. Po drugie przeziębienie, choroba, infekcje, ale także wypity wieczorem alkohol, duży stres, brak snu. Po trzecie zmiana klimatu, wyjazdy, podróżowanie. 

Czy ktoś stosuje metode termiczną z wykresami? Łączycie wykresy z obserawcją śluzu albo testemi owulacyjnymi?

środa, 5 września 2012

Samopoczucia ciąg dalszy - 19sty dzień cyklu

Jak pisałam osatatnio, w tym cyklu moje ciało naprawdę daje mi popalić... Dziś jest 19 dzień cyklu, czuje się koszmarnie...wahania nastrojów cały czas obecne, czuje się mega zmęczona, najchętniej leżałabym w łóżku cały czas, no i coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak wcześnie przed okresem, czyli bóle podbrzusza...rwie mnie i ciągnie jak przed samym okresem, a nawet bardziej. Nie wiem czy to kwestia Castagnusa, to jedyne co mi przychodzi do głowy teraz...Mam tylko nadzieję, że jakoś mi przejdzie to w najbliższym czasie, bo do dnia okresu jeszcze daleko...

W ramach odciagania moich myśli od melancholii/napadów agresji zabrałam się za sprzątanie miejsc, które nigdy nie mogły doczekać się na swoją kolej...idzie mi to dość powoli, bo podbrzusze ciągnie, ale zdecydowanie pomaga na nastrój. Na wieczór planuje kąpiel, oczywiście nie gorąca ani jakoś bardzo długą, ale może pomoże mi trochę odreagować.

Oczywiście jestem też cały czas głodna, to zupełnie normalne u mnie pod koniec cyklu, ostatnio wyczytałam, że jest to wina progesteronu, który jest wyższy w ostatniej fazie cyklu... Progesteron progesteronem, a kalorii idą w biodra...

Przyszedł do mnie kot na pocieszenie, skubany czuje, żem nie w humorze! Nie ma jak miękkie futro do wymyziania - czuję poprawę :)







wtorek, 4 września 2012

Zespół napięcia przedmiesiączkowego czy objawy ciąży?


Zupełnie niedawno wpadł mi w oko artykuł pod tytułem "Myślisz, że jesteś w ciąży? Nie jesteś!". Przyznam, że od razu rzuciłam się do czytania. Artykuł studzi zapędy wielu kobiet próbujących doszukać się objawów ciąży w każdej najmniejszej zmianie zachodzącej w naszym organizmie. Napisany momentami dość ironicznie, ale ja akurat taki styl lubię ;) Autorka po kolei opisuje najbardziej znane symptomy ciąży: nudności i wymioty, częste oddawanie moczu, wahania nastrojów, różne zachcianki żywieniowe, obrzmiałe piersi itp. 
Nudności i wymioty pojawiają się najczęściej między 4 a 10 tyg. ciąży. Jeśli do terminu miesiączki jest jeszcze daleko, a jest Ci niedobrze, nie myl tego z ciążą. Nie przejadaj się ogórkami i lodami zanim nie potwierdzisz ciąży. Każda niestrawność przed terminem miesiączki-to żaden objaw! Za wiele ciążowych dolegliwości odpowiedzialny jest progesteron. Zwiększa on swoją wartość przez pierwsze tygodnie ciąży, lecz nie ma decydującego wpływu na samopoczucie kobiety, gdy nie nadszedł termin miesiączki
Częste oddawanie moczu.
Jest spowodowane zmianami hormonalnymi i powiększeniem trzonu macicy, a ewentualnym wzmożonym uciskiem na ściany pęcherza moczowego. Pojawiły się już hormony ciążowe, a tym samy doszło do zagnieżdżenia(pomiędzy 6 a 10 dniem od zapłodnienia), szmat czasu, w ciążę nie zachodzi się przecież w 5 min po zapłodnieniu. Z tego co wiemy 10 dni od zapłodnienia, czyli obliczając u kobiety miesiączkującej regularnie,co 28 dni, jeśli owulacja przypada między 9 a 14 dniem od dnia okresu, doliczam do tego czas wędrówki jajeczka do macicy plus prawdopodobne 10 dni do zagnieżdżenia. Wychodzi nam 24 dzień, nie 15 i nie 18. "Ucisk na ściany pęcherza”- czyli doszło już do zagnieżdżenia i powiększenia macicy. Tak jak łatwość zgięcia macicy na granicy szyjki i trzonu -objaw Gaussa oraz uwypuklenie jednego rogu macicy spowodowane implantacją jaja płodowego -objaw Piskacka - oba objawy mogą być potwierdzone tylko w trakcie badania narządu rodnego przez położnika, czyli nie wcześniej niż w 5 tyg. ciąży! Skoro sam położnik, nie jest w stanie wykryć wcześniej zmian w macicy, skąd więc pomysł, że możesz czuć te objawy już 5 dni po zapłodnieniu?
Całość możecie przeczytać tutaj KLIK. Bardzo ciekawych rzeczy można się także dowiedzieć o przyczynach różnych dolegliwości ciążowych. Niestety świadomie starając się o dziecko jesteśmy bardziej wyczulone na to co nasz organizm nam komunikuje, często chcemy brać to za objaw ciąży a nie zbliżającej się miesiączki. Może to być przyczyną rozczarowania, które tak na prawdę same sobie fundujemy "nakręcając się" objawami PMS. Pamiętajmy, że te objawy odnośnie ciąży są jednie MOŻLIWYM jej potwierdzeniem.

Poza tym, jakby dopasowując się do tematu, Castagnus w tym cyklu nie spisuje się tak dobrze jak w poprzednim, chodzę podminowana, humor raczej kiepski, piersi bolesne, choć nie jakoś bardzo, a to wszystko ponad 10 dni przed terminem spodziewanej miesiączki. Bardziej dokładne informacje będę zamieszczać jak skończę drugie opakowanie, ale miało być pięknie, a na razie jest jak zwykle...

niedziela, 2 września 2012

Stracone? cykle w trakcie starań o dziecko

W czasie starań o poczęcie dziecka zdarzają się takie cykle, które są... do niczego... i to bynajmniej nie chodzi mi o żadne fizyczne lub zdrowotne aspekty...
Ten cykl upłynął pod znakiem delegacji mojego męża, dokładnie zaplanowanej na czas moich dni płodnych. Jeśli udało się nam w tym cyklu począć dziecko to oznacza Bożą interwencję, cud na miarę rozstąpienia się Morza Czerwonego. 

Sama sytuacja zmotywowała mnie do głębszego przemyślenia sprawy, nie jest to nasz pierwszy cykl, z którego wyszły nici: było już zapalenie oskrzeli, była infekcja pęcherza moczowego, była inna delegacja... na pewno jest to denerwujące, bo jest to kolejny miesiąc czasu w staraniach, kiedy nic się nie zmienia. ALE może być to też miesiąc odpoczynku... w jakim sensie? Skoro i tak nie mamy wpływu na to co się wydarzyło i możliwość poczęcia wynosi zero procent, to... zero stresu przed nadchodzącym okresem, zero doszukiwania się pierwszych objawów ciąży, zero zastanawiania się czy dane samopoczucie może być oznaką ciąży,  może warto zrezygnować z mierzenia temperatur, jednym słowem dać sobie odpocząć od rutyny starań o dziecko.

Jakie możemy mieć z tego korzyści? Dajemy sobie odpocząć, dajemy sobie możlwiość nieplanowanego seksu, dajmy odpocząć sobie od myśli o staraniach. Nowy cykl możemy wtedy zacząć z nowymi siłami i energią!

Jak reagujecie na takie "stracone" cykle? Jesteście wstanie odpocząć podczas takiego miesiąca? Czy raczej się wkurzacie, że to stracony czas?