niedziela, 2 września 2012

Stracone? cykle w trakcie starań o dziecko

W czasie starań o poczęcie dziecka zdarzają się takie cykle, które są... do niczego... i to bynajmniej nie chodzi mi o żadne fizyczne lub zdrowotne aspekty...
Ten cykl upłynął pod znakiem delegacji mojego męża, dokładnie zaplanowanej na czas moich dni płodnych. Jeśli udało się nam w tym cyklu począć dziecko to oznacza Bożą interwencję, cud na miarę rozstąpienia się Morza Czerwonego. 

Sama sytuacja zmotywowała mnie do głębszego przemyślenia sprawy, nie jest to nasz pierwszy cykl, z którego wyszły nici: było już zapalenie oskrzeli, była infekcja pęcherza moczowego, była inna delegacja... na pewno jest to denerwujące, bo jest to kolejny miesiąc czasu w staraniach, kiedy nic się nie zmienia. ALE może być to też miesiąc odpoczynku... w jakim sensie? Skoro i tak nie mamy wpływu na to co się wydarzyło i możliwość poczęcia wynosi zero procent, to... zero stresu przed nadchodzącym okresem, zero doszukiwania się pierwszych objawów ciąży, zero zastanawiania się czy dane samopoczucie może być oznaką ciąży,  może warto zrezygnować z mierzenia temperatur, jednym słowem dać sobie odpocząć od rutyny starań o dziecko.

Jakie możemy mieć z tego korzyści? Dajemy sobie odpocząć, dajemy sobie możlwiość nieplanowanego seksu, dajmy odpocząć sobie od myśli o staraniach. Nowy cykl możemy wtedy zacząć z nowymi siłami i energią!

Jak reagujecie na takie "stracone" cykle? Jesteście wstanie odpocząć podczas takiego miesiąca? Czy raczej się wkurzacie, że to stracony czas?

2 komentarze:

  1. Czasami taki "stracony" cykl okazuje się tym szczęśliwym... tak było w naszym przypadku :)Sądzę, że szczęście często zagląda do nas w takich przypadkach dosyć niespodziewanie :) Ważne by nigdy się nie poddawać mimo dni, tygodni, miesięcy zwątpienia i głęboko wierzyć, że w końcu prędzej czy później nam się uda :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń