czwartek, 29 listopada 2012

11 tydzień ciąży

Wiecie co? Aż nie wierzę, że piszę o 11 tygodniu ciąży! Wydaje mi się, że to już jest taaaaak bardzo daleko, tyle za nami, tyle niepewności, strachu, oswajania się z myślą, że jestem w ciąży. 11 tydzień... Chwała Bogu!

Czuję się bardzo dobrze, poza kilkoma incydentami, kiedy miałam lekkie mdłości, czuje, że ten etap powoli przechodzi w zapomnienie. Głównie pojawia się jak zaczynam być głodna (bardzo głodna), a następnym etapem jest ból głowy (yeeeh!!!). Staram się pilnować i szybko reagować, ale wiecie - bywa różnie.

Co do rzeczy, na które cały czas mam ochotę: cały czas króluje bagietka czosnkowa oraz kurczak z różna. Gdybym mogła jeść tylko te dwie rzeczy byłam bym zupełnie szczęśliwa :)

Poza atakiem najeźdźców, o którym pisałam tutaj KLIK (tak przy okazji, dziś odkryłam nowe na szyi...) zauważyłam też jedną zmianę na plus - moje włosy. Od kiedy pamiętam zawsze wypadało mi sporo włosów. Im były dłuższe, tym bardziej to zauważałam (co nie oznacza, że bardziej wypadały), a ostatnimi czasy było ich naprawdę sporo (winne też były upięcia z gumkami i wsuwkami). A teraz nagle... NIC... parę włosów na szczotce! Jak biorę prysznic nie muszę go czyścić za każdym razem z włosów. Wiem, że po porodzie wiele kobiet skarży się na wzmożone wypadanie włosów, ale wiecie co - przynajmniej teraz mam spokój ;)

Zmęczenie - hmm... zależy od dnia, czasem bez drzemki nie dam rady, innym razem jest ok. Na pewno nie jest tak duże jak na początku, ale wcale nie mam poczucia, że ma zamiar szybko zniknąć.

Zauważyłam też lekkie problemy z koncentracją, zapominam o różnych rzeczach, jak robie parę rzeczy na raz to się gubię, takie drobnostki, ale nigdy wcześniej tak nie miałam.

No i sikanie. Zaczyna się etap, że szukam toalet w centrach handlowych, na zakupach itp. Well... życie.... 

Chyba tyle z tego 11 tygodnia, mam nadzieję, że macie się dobrze!


wtorek, 27 listopada 2012

Problemy z cerą w ciąży

Jak powszechnie wiadomo cera w ciąży ulega znacznej poprawie, poza pojedynczymi wypadkami, kiedy ulega pogorszeniu... tak, tak dobrze wyczuwacie tu ironię. Od jakiegoś czasu walczę z atakiem "najeźdźców" w postaci pryszczy.

Mam cerę tłustą (choć przez lata myślałam, że mieszaną!) i problemy z wypryskami nie są mi obce. Nigdy nie miałam trądziku, okres dojrzewania przeszłam dość łagodnie, ale co jakiś czas po dziś dzień, zdarzają się poranki kiedy po przebudzeniu widzę wielkiego pryszcza na środku nosa...

Na samym początku ciąży nie zaobserowawałam zbytnich zmian w tym temacie, ale od jakiś dwóch tygodni zaczęły mi się pojawiać podskórne pryszcze, te z kategorii niewyciskalnych, czerwonych i bolących. Co ciekawe zaatakowały głównie moje plecy i trochę twarz. Daleko mi dalej do trądziku, ale przyjemne to nie jest.

Ponieważ nie mogę stosować kosmetyków po które zwykle bym w tym wypadku sięgnęła (TriAcneal z Avene albo Effaclar K z La Roche Posay) postawiłam na oczyszczanie przez peelingi (mam enzymatyczny z Perfecty na noc i z Soray taki morelowy- prawdziwy pumeks!!!) i nawilżanie mojej skóry. Na razie stan się nie pogarsza, ale jakiejś znaczącej poprawy też nie zauważyłam, będę Was informować o postępach kuracji :)

No i make up działa cuda, kiedy trzeba... kiedy nie muszę staram się nie nakładać na moją twarz żadnych dodatkowych warstw, ale jeśli wiem, że muszę dobrze wyglądać, to ratuję się makijażem. 

Macie jakieś sparwdzone sposoby na walkę z pryszczami w czasie ciąży? Chętnie poczytam! 

niedziela, 25 listopada 2012

Czuję głód głód głód...

...wielki głód głód głód, zjadłbym konia z kopytami gdybym mógł mógł mógł!

Pamiętacie tą piosenkę?


Zjadłam śniadanie o 8 rano, normalne, takie jak zwykle... o godzinie 11:30 zarządziłam niedzielny obiad, bo byłam wilczo głodna... i powiem Wam, że wcale bym nie pogardziła dokładką, ale rozum mi podpowiada inaczej...

Zaniedbanie "podgryzania", przegryzania czegoś między posiłkami może się dla mnie skończyć wielkim obżarstwem. A pewnie tak jak większość kobiet w ciąży chciałabym przytyć tylko tyle, ile to jest konieczne i dostarczyć tylko tych substancji, które są dziecku niezbędne... 

Czuję w kościach, że piosnka Fasolek, zostanie moją piosenką przewodnią na czas ciąży ;)




piątek, 23 listopada 2012

10 tydzień ciąży

No i stało się - 10 tydzień ciąży minął! Z nowości, udało mi się podczas tego tygodnia zapisać usg na 13 tydzień, nie możemy się doczekać aż zobaczymy nasze maleństwo i usłyszymy bicie serca! Jestem tym faktem podekscytowana do granic możliwości, ale jakoś muszę wytrzymać nadchodzące tygodnie...

W tym tygodniu było emocjonalnie, parę razy płakałam ze wzruszenia, kilka razy wkurzyłam się o jakąś pierdołę, rzeczy błahe urastały w moich oczach do ogromnych rozmiarów. I wcale nie czuję, że mi to przechodzi razem z tym tygodniem...

Rozpinanie spodni trwa nadal, szczególnie wieczorami czuję się taka "napompowana", naprawdę wyglądam jakbym była w 5 miesiącu ciąży, po czym rano wyglądam normalnie. Do tej pory przytyłam niecały kilogram, ale przez ten efekt napompowania czuje się jakbym przytyła co najmniej 5 kilo!

Byłam też na małych zakupach bieliźnianych, o których pisałam tutaj KLIK, czyli za oficjalne można uznać powiększenie się moich piersi o jeden rozmiar miseczki.

Pod względem jedzenia nic się nie zmienia, jem cały czas tak samo i to samo. Niestety, pod względem bóli głowy też nic się nie zmienia :( pojawiały się parę razy w tym tygodniu, głównie wieczorami albo po południu.

Niestety czasy kiedy mogłam przespać całą noc bez wstawania odeszły w niepamięć. Wiem, że są kobiety które muszą chodzić do toalety kilka razy w ciągu nocy, ja zwykle wstaje raz, więc nie powinnam narzekać...

Zaczynamy tydzień 11!!!

czwartek, 22 listopada 2012

Nowy zakup bieliźniany...

Nadszedł ten dzień, kiedy było mi tak niewygodnie w staniku, że powiedziałam: dość! Starałam się ten moment odciągnąć jak się dało, bo wcale nie uśmiecha mi się wydawanie kasy na 15 staników w ciąży i zmiana ich co miesiąc, ale cóż było począć...

Po pierwsze muszę zaznaczyć, że moim problemem nie był obwód moich staników (tu zawsze możne kupić w pasmanterii przedłużkę i sprawa załatwiona!), ale rozmiar miseczki. Moje C stało się zdecydowanie D. Poza tym mam dość mały obwód pod biustem - 70, więc nie w każdym sklepie uda mi się znaleźć coś dla mnie.

Z pomocą przyszedł mi KappAhl, który przysłał mi kupon na 20% zniżki, więc stwierdziłam, że zajrzę i zobaczę, czy nie mają czegoś ciekawego na dziale bieliźnianym. I mieli :) Udało mi się kupić ładny stanik 70 D, który w regularnej cenie kosztował 59,90, więc minus 20% wyszła całkiem fajna oferta - prawie jak ze straganu :)

Zupełnie przy okazji odkryłam też, że KappAhl ma linię bielizny Motherline, w której ma staniki do karmienia za 49,90! Albo dwupak za 79,90! Co wydaje mi się nie jest wygórowaną ceną, bo słyszałam, że te staniki są dość drogie. Wydaje mi się, że haczyk leży w rozmiarze, bo chyba największa miseczka jaka jest to E, a to może być trochę za mało jak na karmiącą pierś. Nie wiem, ale piszę, bo może akurat ktoś szuka i mu się ta informacja przyda. Ja na pewno tam wrócę za parę miesięcy :) Tu macie linka do ich strony KLIK

Mam tylko nadzieję, że z następnymi zakupami stanikowymi uda mi się trochę jeszcze poczekać... bo inaczej bankructwo gwarantowane!!!

wtorek, 20 listopada 2012

Moje sposoby na mdłości

Jak wiecie nie mam problemów z wymiotowaniem w ciąży, natomiast mdłości mnie oczywiście nie ominęły. Mam parę sposobów, które się u mnie sprawdziły i sprawiły, że czuję się lepiej. Wiadomo, każda kobieta jest inna, każda ciąża jest inna, więc nie wszystko, co tu opiszę sprawdzi się też u was. Jednak warto próbować różnych rzeczy i znaleźć swoje własne metody radzenia sobie z mdłościami.

Pierwsza rzecz, która mi pomogła, to regularne jedzenie posiłków i między posiłkami. Okazało się, że zjedzenie rano śniadania, to dla mnie za mało, aby dotrzymać do obiadu, tak samo jak po obiedzie do kolacji. Zwiększyłam więc ilość posiłków. Staram się zjeść coś co 2 godziny. Jogurt, serek homogenizowany, owoc, kanapkę, zjadam też orzechy z mieszanki studenckiej (ważne, żeby były niesolone!) i suszoną żurawinę. W torebce mam ze sobą cukierki jako ostatnią deskę ratunku, kiedy nie mam nic innego pod ręką. 

Zauważyłam też, że zjedzenie pożywnego, dość obfitego śniadania rano, sprawia, że czuję się lepiej. Przy innych posiłkach to nie działa, jednak ten pierwszy poranny posiłek staram się mieć dość treściwy.

Kiedy już czuje, że jest mi niedobrze, pomagają mi migdały. Parę sztuk i czuję się lepiej, staram się też je jeść między posiłkami, "na zapas" niejako. Oczywiście znowu niesolone, nieprażone migdały, bez żadnych dodatków.

Pomaga mi też jeżeli mogę się położyć na chwilę, poleżeć bez ruchu, czasami nawet przeradza się to w małą drzemkę ;)

Unikam picia zimnej niegazowanej wody, czuję się po niej źle, choć wiem, że niektórym picie wody pomaga. Wolę zaparzyć sobie melisę albo herbatę.

A jakie są wasze sprawdzone sposoby na radzenie sobie z mdłościami w ciąży?


czwartek, 15 listopada 2012

9 tydzień ciąży

Koniec 9 tygodnia ciąży i początek 10 tygodnia zaczął się pod znakiem pobierania krwi... zebrałam się w końcu i poszłam do laboratorium zrobić zlecone przez panią doktor badania. Nie wiem jak większość z was, ale ja nie cierpię pobierania krwi, nie mam może fobii, ale traktuję to jako przykry obowiązek. ALE trzeba, to trzeba! 

Siedząc na fotelu myślałam, że może pani pomyliła mnie z honorowym dawcą krwi, ponieważ napełniała fiolkę za fiolką... muszę jednak przyznać, że poszło jej to sprawnie i szybko. To, co okazało się być moim największym problemem to: bycie na czczo. Na szczęście laboratorium jest blisko mojego domu, ale poranek bez herbaty i śniadania, bieg do laboatorium i czekanie kolejce na swoją kolej zdecydowanie nie podobało się maleństwu. Lepiej poczułam się dopiero jak zjadłam śniadanie. Ciekawe jakie wyniki wyjdą?

9 tydzień upłynął pod hasłem: rozpinania spodni... zaczynam powoli czuć się niekomfortowo. Nie żebym się w nie nie mieściła, co to, to nie. Mieszczę się, zapinam, ale po pewnym czasie czuje, że jest mi niewygodnie i mnie te spodnie piją. Na szczęście nie wszystkie jeszcze, ale... 

Miałam też pierwszy napad: "muszę to zjeść, bo inaczej umrę" i dotyczył bagietki czosnkowej podczas zakupów w piekarni ;)

Spanie nadal, zresztą mogłyście przeczytać o tym tutaj KLIK, ostatnio poszłam spać między zupą, a drugim daniem, tak mnie zmogło, że nie dałam rady wytrzymać!

Testowałam w tym tygodniu migdały żeby sprawdzić czy rzeczywiście pomagają na mdłości, napiszę osobną notkę o tym, ale na razie mogę z czystym sercem polecić!

Niestety na bóle głowy nie pomagają... bóle pojawiają się zwykle wieczorem, albo po południu, cały czas stosuje tą samą metodę czyli: amol i położyć się i choć nie działa to błyskawicznie, to jednak przynosi ulgę.

I to chyba tyle jeśli chodzi o ten tydzień, powoli zaczynam myśleć, że to już blisko końca I trymestru!!! Yeah!

wtorek, 13 listopada 2012

Co może wykończyć kobietę w ciąży...

Dzień zaczął się całkiem dobrze, żadnych nudności, całkiem sporo energii... nic nie zapowiadało nadchodzącego popołudnia. 

Musieliśmy jechać dziś na większe zakupy - takie wiecie z listą rzeczy, wielkimi worami itp. Kiedy trzeba kupić prawie cały wózek, bo w tym samym czasie skończył się wam papier toaletowy, mąka, proszek do prania i makaron... generalnie wszystko, czego nie kupuje się codziennie...

Mieliśmy listę, mieliśmy plan i w ciągu 1,5 godziny udało nam się być już za kasami potężnego hipermarketu, wszystko poszło gładko... zapakowaliśmy auto, zapakowaliśmy siebie, wyjechaliśmy z parkingu i zanim dojechaliśmy do domu (a mamy 10 minut drogi)... to zasnęłam... środek dnia, 10 minut w aucie i byłam gotowa.

Obudziłam się pod domem, wnieśliśmy tylko zakupy, zdążyłam powiedzieć, że zajmę się tym później i poszłam spać... do świata żywych wróciłam za 1,5 godziny, nie do końca wiedząc co się stało. 

Jasne, miałam już porzecież drzemki popołudniowe, jasne bywałam zmęczona, ale to było pod kontrolą... natomiast tutaj poczułam się tak jakby mi ktoś wyjął baterie i w pół sekundy moje całe zasilanie padło!!!

Zatem uwaga dziewczyny... zakupy, nawet niepozorne, mogą wykończyć kobietę w ciąży! ;)

niedziela, 11 listopada 2012

Moja nowa miłość, czyli co pojawiło się w mojej diecie...

Nie będzie to post wpisujący się w Święto Niepodległości, ani nawet w typowy niedzielny obiad ;) ale zastanawiam się czy, któraś z was też tak miała jak ja?

Otóż... nie mam na razie typowych "zachcianek ciążowych" względem jedzenia, w 99% jem, to, co jadłam przed zajściem w ciąże... ALE jest jedna rzecz, a właściwie grupa produktów, które jakoś do mnie bardziej teraz przemawiają.

NABIAŁ, jasne, jakiś serek biały do śniadanka jadłam, nie za często, ale musli na mleku się zdarzały, czasem jakiś serek homogenizowany... ale teraz... biały ser musi być i na śniadanie i na kolację, najlepiej taki typowy twaróg w kostce, a nie takie smarowidła gotowe. Jogurty to moja nowa miłość (nigdy jakoś za nimi nie przepadałam), jem zwykle jeden na drugie śniadanie. Króluje brzoskwiniowy, truskawkowy i czasem malinowy. Serki homogenizowane, uwielbiałam je w dzieciństwie i teraz ta miłość powróciła (stara miłość nie rdzewieje?!) Mleko najlepiej zimne, albo gorące kakao.

Zwróciłam też uwagę, że dużo baczniej przyglądam się tym lodówkom w sklepie ze wszystkimi mlecznymi rzeczami... może uda mi się coś ciekawego jeszcze wypatrzeć :D


piątek, 9 listopada 2012

8 tydzień ciąży

Jaki był mój 8 tydzień ciąży? Na pewno intensywny, dużo się działo, była wizyta u lekarza, ale też pojawiły się nowe objawy. 

Tydzień zaczął się od silnych mdłości (jeszcze takich nie miałam), ale bez wymiotów. Dwa takie dni i mdłości wróciły do kategorii lekkich/średnich. Poza mdłościami pojawiła się zgaga. Pluję sobie w brodę, że nie pamiętam co wtedy jadałam, żeby może móc teraz tego unikać... Nic przyjemnego, na szczęście nie była też jakoś bardzo silna.

Częstsze oddawanie moczu, może nie latam co pięć minut, ale zdecydowanie zauważyłam, że muszę chodzić częściej, parcie na pęcherz jest bardzo intensywne, a wcale nie ma tam jakoś szczególnie dużo płynu. Sikanie w nocy to najgorsza zmora, szczególnie jeśli ktoś tak jak ja, nigdy w nocy nie musiał z tego powodu wstawać.

Noce nie tylko z tego powodu są mniej przyjemne... pojawiła mi się bezsenność. Żeby nie było, nadal bardzo chce mi się spać, w ciągu dnia drzemki są stałym punktem programu, kładę się spać, zasypiam momentalnie i po paru godzinach się budzę, przez godzinkę (albo coś koło tego) się pokręcę i znowu udaje mi się zasnąć. Jestem osobą, która ma też mocny sen, mało rzeczy normalnie jest mnie wstanie obudzić, nie rusza mnie burza w nocy, że ktoś chodzi po domu... naprawdę można mnie było wynieść z łóżka i bym się nie obudziła... te czasy jednak minęły... teraz nie dość, że się budzę i nie mogę spać, to po prostu przebudzam się w ciągu nocy, jak tylko coś usłyszę. To wszystko razem wzięte powoduje, że rano budzę się niewyspana, pomimo tego, że poszłam spać o 21... staram się, żeby drzemki w ciągu dnia nie przekraczały godzinki, żebym mogła spać w nocy, ale to niewiele pomaga :(

Piersi nadal bolesne, nadal w nocy potrafię się przez nie obudzić, szczególnie dokuczliwe są sutki.
Nadal czuję się taka nabrzmiała w okolicy podbrzusza, na całe szczęście moje spodnie dalej są na mnie odpowiednie, ale dresik w domu jest najwygodniejszy.

Jestem niezwykle szczęśliwa, że zaczynam 9 tydzień, bardzo powolutku, ale czuję jak ten czas przyspiesza i każdy dzień przestaje wydawać się wiecznością... 

czwartek, 8 listopada 2012

Jak się bronić przed przeziębieniem w ciąży?

No więc stało się, mój mąż się paskudnie przeziębił, stan podgorączkowy, ból gardła i cieknący nos... czyli jesienne żniwo się zaczyna. Jak tu się tym nie zarazić, a pomóc choremu? Wiadomo, że przeziębienia w ciąży się zdrzają, ale wolelibyśmy ich unikać, po pierwsze dlatego, żeby nie faszerować siebie i dziecka lekami, po drugie leki, które zwykle na nas dobrze działały mogą być zabronione dla kobiet w ciąży, a te które dostaniemy... różnie bywa z ich działaniem. Chorowanie w takim stanie jest dużo bardziej nieprzyjemne, a może być też niebezpieczne.

Parę porad, które u nas zadziałały, znaczy się pomogły mi przetrwać przeziębienie męża, bez zarażania się:


Koniec z przytulaniem i całowaniem (to może być szczególnie trudne, jeśli akurat chorym jest wasze dziecko...). Wiadomo, że wszelkie zarazki i bakterie bardzo szybko wykorzystają wszelkie czułości... trzeba uzbroić się w cierpliwość i przetrzymać!


Pamiętać o częstym myciu rąk, szczególnie po wcieraniu jakiś lekarstw, sprzątaniu chusteczek, pogłaskaniu po główce itp.


Wietrzenie pomieszczenia, w którym leży chory (oczwiście kiedy go tam nie ma, może w trakcie posiłków, albo kiedy idzie do innego pokoju). Wpuszczenie świeżego powietrza i nie pozwalanie, żeby bakterie i zarazki gnieździły się w pokoju!


Wymiana ręczników w trakcie przeziębienia (jeśli trwa dłużej), albo za raz po nim (jeśli było krótkie), ze szczególnym uwzględnieniem tych ogólnie dostępnych np. do rąk. To samo z pościelą i piżamami. Nie chcemy, żeby coś siedziało w tych materiałach.


Są tacy, co go lubią pod każdą postacią, są tacy, którzy nie cierpią jego smaku. Czosnek jest jednak niezawodny podczas przeziębienia i pomaga też się przed nim uchronić. Sałatka z dressingiem czosnkowym, biały serek ze świeżo wyciśniętym czosnkiem, zapiekanki z czosnkiem, grzanki... generalnie dużo czosnku, ważne żeby świeżo wyciśniętego. 

Witamina C - tu byłabym ostrożna z braniem jej w tabletkach, szczególnie jeśli bierzecie jakiś zestaw witamin dla kobiet w ciąży - na pewno znajduje się tam witamina C, a nie chcemy z nią przesadzić. Dobrze jest wzbogacić dietę o rzeczy, które są naturalnymi źródłami witaminy C: kiszonki, cytrusy (owoce w ogóle), sok z malin, wyciśnięty sok z cytryny, starać się przyjmować ją razem z jedzeniem, a nie w tabletkach.

Miód, ale nie dodawany do herbraty (temperatura zabija jego właściwości) tylko jedzony bezpośrednio łyżeczką, albo z rozpuszczony z ciepłą wodą z dodatkiem cytryny. Dzięki babci mojego męża jesteśmy też posiadaczami domowego soku z malin, doskonałego na przeziębienia, też gorąco polecam.

A wy macie jakieś swoje sprawdzone sposoby, aby uniknąć przeziębienia w ciąży?

środa, 7 listopada 2012

Karta ciąży założona, czyli druga wizyta u ginekolog

Doczekałam się w końcu tego dnia, druga wizyta u pani doktor za mną. Tym razem poza badaniem, została mi założona karta przebiegu ciąży, dostałam skierowanie na pierwsze usg, ale dopiero na 13 tydzień, co oznacza początek grudnia :(, jakoś będę musiała się uzbroić w cierpliwość. Do tego czasu czekają mnie też kompleksowe badania krwi i moczu. Na razie w karcie poza moimi danymi, znalazło się: moje ciśnienie, waga, opis badania, opis badania piersi.

Dodatkowo dowiedziałam się po badaniu, że wszystko wygląda dobrze, moje objawy ciążowe są "w normie", nie dostałam żadnego suplementu diety, ani nic, na razie pani ginekolog nie widzi takiej potrzeby, cały czas mam brać kwas foliowy i uważać na przeziębienia (z tym może być trudno, bo mój mąż jest chory, ale może napiszę osobnego posta na ten temat).

Generalnie było szybko, sprawnie i na temat. Następna wizyta jak już będę miała zrobione usg i wszystkie zlecone badania. Czyli już w drugim trymestrze! Oby bez problemów i zdrowo!!!

poniedziałek, 5 listopada 2012

Kiedy i komu mówić o ciąży?

Jeśli staramy się o dziecko już od jakiegoś czasu, to wiadomość, że w końcu nam się udało najchętniej wykrzyczałybyśmy całemu światu od razu. Ja zdecydowanie zaliczam się do tych przypadków :) Natomiast rozsądek mówi: poczekaj jeszcze chwilę, wszystko jest jeszcze takie świeże, niepewne...

Trudno się zdecydować co robić. Wiele osób radzi, aby z informowaniem o ciąży poczekać do końca pierwszego trymestru... czyli około 8 tygodni od kiedy my się dowiemy... łatwo powiedzieć trudniej zrobić! Taka rada spowodowana jest wysokim odsetkiem poronień w pierwszych 12 tygodniach ciąży. Nie wiem na ile macie silną wolę, ale trzymanie języka za zębami przez tak długi czas na pewno nie jest dla mnie. Poza tym wiedziałam też, że gdyby coś się stało, to chciałabym mieć wsparcie i pomoc najbliższych. 

W związku z tym, przyjmując rozwiązanie optymalne, coś pomiędzy Serce a Rozum (i to nie jest reklama tp!) zakreśliliśmy kręgi. W szóstym tygodniu powiedzieliśmy naszej najbliższej rodzinie i powiedziałam też mojej kochanej przyjaciółce. To na trochę zaspokoiło naszą chęć dzielenia się dobrą wiadomością z całym światem.

W 8 tygodniu (tak, tak teraz trwającym) przy okazji imprezy powiedzieliśmy naszym bliskim znajomym i na razie nie planujemy mówić nikomu innemu. Pierwszy trymestr będzie się kończył dokładnie za miesiąc i wtedy pewnie powiemy dalszym znajomym i współpracownikom. 

Generalnie, to co dla mnie było ważne w tym całym procesie, to odnalezienie złotego środka, uzgadnianie z moim mężem, komu i dlaczego chcemy powiedzieć, co jest dla nas w tym ważne, poczucie bezpieczeństwa - osobom, którym mówię, mogę zaufać i wiem, że dostanę od nich wsparcie i różnego rodzaju porady.

Odkryłam też, że posiadanie takiej słodkiej tajemnicy może być rzeczą przyjemną (nie tak przyjemną jak dzielenie się nią!) i też jest ciekawym doświadczeniem.

Na pewno nie ma jednej reguły, do której wszystkie możemy się zastosować, aby czuć się dobrze, to jest moje podejście i moje doświadczenie, może komuś się przyda przy podejmowaniu decyzji.

niedziela, 4 listopada 2012

7 tydzień ciąży

Ten tydzień był dla mnie szalony, dużo się działo i dlatego aktualizacja trochę spóźniona, ale jest!

Moje objawy w tym tygodniu: na pierwszym miejscu, stale i niezmiennie: SEN i zmęczenie. Popołudniami i wieczorową porą padam jak mucha i nie mam na nic siły ani ochoty - najczęściej wtedy idę spać.

Ból piersi pojawia się najczęściej w nocy, w ciągu dnia już nie zwracam na to tak uwagi (albo bolą mniej?), ale w nocy potrafi mnie obudzić...większego biustonosza na razie nie kupiłam, ale widzę potrzebę :)

Pisałam w osobnej notce o nagłym bólu, który miałam w podbrzuszu KLIK, nic podobnego nie pojawiło się przez resztę tygodnia, dzięki Bogu, bo najadłam się strachu...

Co do mdłości, to cały czas spokojnie pojawiają się raczej wieczorem niż rano, ale nic poważniejszego się nie dzieje. Na całe szczęście mogę jeść tak jak do tej pory, nic mnie nie odrzuca :)

To, co pojawiło się nowego w tym tygodniu, to uczucie takiego napuchnięcia w okolicach brzucha. W niektórych spodniach to nawet widać, ciężko jest mi się dopiąć,nie jest żadne brzuszek ciążowy, bardziej jakby ktoś mi nadmuchał tam balon. Swoją drogą jestem ciekawa jak dłuo uda mi się chodzić bez zmiany garderoby na bardziej obszerną? Mam nadzieję, że mój płaszczyk i kurtka starczą mi na zimę i nie będę musiała kupować czegoś większego...

To tyle o moim 7 tygodniu ciąży. W środę mam wizytę u mojej lekarki, zobaczymy co mi powie.