niedziela, 11 listopada 2012

Moja nowa miłość, czyli co pojawiło się w mojej diecie...

Nie będzie to post wpisujący się w Święto Niepodległości, ani nawet w typowy niedzielny obiad ;) ale zastanawiam się czy, któraś z was też tak miała jak ja?

Otóż... nie mam na razie typowych "zachcianek ciążowych" względem jedzenia, w 99% jem, to, co jadłam przed zajściem w ciąże... ALE jest jedna rzecz, a właściwie grupa produktów, które jakoś do mnie bardziej teraz przemawiają.

NABIAŁ, jasne, jakiś serek biały do śniadanka jadłam, nie za często, ale musli na mleku się zdarzały, czasem jakiś serek homogenizowany... ale teraz... biały ser musi być i na śniadanie i na kolację, najlepiej taki typowy twaróg w kostce, a nie takie smarowidła gotowe. Jogurty to moja nowa miłość (nigdy jakoś za nimi nie przepadałam), jem zwykle jeden na drugie śniadanie. Króluje brzoskwiniowy, truskawkowy i czasem malinowy. Serki homogenizowane, uwielbiałam je w dzieciństwie i teraz ta miłość powróciła (stara miłość nie rdzewieje?!) Mleko najlepiej zimne, albo gorące kakao.

Zwróciłam też uwagę, że dużo baczniej przyglądam się tym lodówkom w sklepie ze wszystkimi mlecznymi rzeczami... może uda mi się coś ciekawego jeszcze wypatrzeć :D


2 komentarze:

  1. Wlasnie znalazlam Twoj blog - po pierwsze gratuluje ciązy, po drugie dziekuje za ten blog - wiele ciekawych informacji. Na pewno bede zagladac. Ja jestem z tych "starajacych sie" i "pamikujacych" ale pracuje nad tym a Twoj blog mi w tym pomaga. Pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje bardzo! Trzymam kciuki za pojawienie się małej fasolki ;)

    OdpowiedzUsuń