poniedziałek, 3 grudnia 2012

Czarnowidztwo...

Ratunku... im bliżej naszego usg tym bardziej się martwię... Czym? A wszystkim! W zależności od dnia, humoru i nie wiem... pogody może... mam różne czarne wizje. Ciekawe, że im bliżej tym jest to bardziej nasilone. Na początku była czysta ekstaza... zobaczymy nasze maleństwo i usłyszymy bicie serduszka!

A teraz coraz więcej w mojej głowie wątpliwości. Od głupich i głupszych zaczynając: że nie dostaniem zdjęcia z usg ani płyty ani nic... nie dopytałam się jak dzwoniłam i teraz w sumie nie wiem czy nam dadzą czy nam nie dadzą... tak wiem, też mi problem... ale... no...

Po bardziej poważne: czy serduszko bije? Czy wszystko jest w porządku, czy to całe mierzenie itp się uda i czy wyniki będą dobre...

A najbardziej, że pan lekarz popatrzy na monitor i powie, że nie jest dobrze...

Wydaje mi się, że ma to wszystko związek z moim lekkim "rozchwianiem emocjonalnym", jakieś drobne rzeczy potrafią mnie wzruszyć do łez, albo doprowadzić do szału i teraz jakaś drobna myśl, albo rzeczy przeczytana w necie potrafi wzbudzić we mnie gigantyczne wątpliwości. Wiem, że nic nie mogę zrobić poza czekaniem i najlepiej się nie zamartwiać, ale często jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ehh...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz