piątek, 18 stycznia 2013

18 tydzień ciąży oraz co robić w sytuacjach kryzysowych...

Milczenie na blogu jest spowodowane tym, jaki był mój 18 tydzień ciąży. Nawet już miałam ułożoną w głowie notkę, co Wam napiszę, ale całe moje plany wzięły w łeb.

W tym tygodniu miałam zaplanowaną moją wizytę kontrolną u lekarki i w tym samym dniu pojawiły się u mnie ciemno brązowe dość obfite plamienia. Nie towarzyszyły im żadne bóle, skurcze nic takiego. Gdyby nie to, że poszłam sikać, to bym się nawet nie zorientowała, że coś się dzieje. Zmroziło mnie zupełnie, czułam jak mi się kolana uginają. Na szczęście mój mąż zachował spokój umysłu i powiedział żebym dzwoniła do swojej lekarki. 

Dziewczyny, nie wolno lekceważyć żadnych plamień w ciąży, niezależnie od tego, czy są one słabe czy mocne, należy od razu kontaktować się ze swoim lekarzem prowadzącym! Zadzwoniłam, powiedziałam co się dzieje, moja lekarka powiedziała po przeprowadzeniu szybkiego wywiadu powiedziała, że mam się położyć i przyjechać do niej na planowaną wizytę, na godziną na którą wcześniej byłam umówiona. Czekanie oczywiście było najgorsze, same czarne myśli przychodziły mi do głowy... na wizycie okazało się, że szyjka macicy jest zamknięta, nie ma żadnych skurczy, macica jest ładnie uniesiona, brzuch dobrze rośnie, ale samego plamienia jest zbyt dużo, żeby go ignorować. Dostałam luteinę plus duphaston (czyli po prostu progesteron) oraz nakaz leżenia w domu, a jednocześnie skierowanie na USG tego samego dnia do lekarza, u którego robiliśmy usg w 12 tygodniu żeby zobaczyć co się dzieje dokładnie i czy nie muszę jechać do szpitala na oddział. Z jednej strony trochę pocieszona, że wszystko poza plamieniem wygląda ok, z drugiej z duszą na ramieniu co się dowiemy na USG... 

Na USG okazało się, że Maluch ma się świetnie i nic sobie nie robi z zaistniałej sytuacji, pan doktor od razu po przyłożeniu głowicy dał nam posłuchać bicia serca, chyba wiedział, że nas to uspokoi. Przyczyną krwawienia okazało się być łożysko, którego kawałek zaczął zachodzić na szyjkę macicy. Całe łożysko natomiast ma się dobrze i jest duże prawdopodobieństwo, że wraz ze wzrostem ten mały kawałek też się cofnie. Dla pewności mamy USG na początku następnego tygodnia żeby monitorować sytuację. Maluch jakby na potwierdzenie tego, że czuje się dobrze kopał tak, że mój mąż mógł go bez problemu poczuć przez brzuch...

Na dzień dzisiejszy odrobinę plamię, z każdym dniem coraz mniej, nie czuję żadnych niepokojących bóli ani skurczy dużo leżę, a właściwie głównie leże z małymi przerwami na posiłki, herbatki itp. 

Postanowiłam opisać tak dokładnie całą sytuację także dlatego, że według lekarza, który robił USG nawet co 6 kobieta ma tego typu przypadłości w ciąży. Pomyślałam, że podzielę się z Wami co robić w takich sytuacjach i o czym nie zapomnieć:

1)Nie tracić głowy
2)Dzwonić do lekarza prowadzącego, albo jechać bezpośrednio na izbę przyjęć do szpitala/ostry dyżur (jeśli krwawienie jest bardzo obfite lub jest to weekend albo noc)
3)Pamiętać żeby zabrać swoje dokumenty, książeczkę ciąży, ostatnie wyniki badań, zaświadczenie o ubezpieczeniu (tak, wiem, że jest E-wuś, ale co papier to papier...). Nawet jeśli jedziecie do swojego lekarza prowadzącego nie wiadomo czy on was nie skieruje gdzieś dalej, warto mieć przy sobie komplet dokumentów.
4)Dobrze jeśli jest ktoś, kto pojedzie z Wami, w takich nerwach źle się prowadzi auto, wsiada w autobus w przeciwną stronę, nie wiadomo też jak możecie poczuć się w drodze do lekarza.
5)Zabrać ze sobą pieniądze, nawet jeśli za żadne badania, wizyt nie musicie płacić (czasami nie wiadomo, jak trzeba coś zrobić na cito, to trzeba zapłacić i tyle...), to może trochę potrwać, a wtedy dobrze kupić sobie coś do jedzenia i do picia.

Co do pozostałych symptomów 18 tygodnia, to poza plamieniem, silnymi kopniakami Maluszka oraz emocjami sięgającymi zenitu nie mam nic do dodania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz