czwartek, 3 stycznia 2013

Mini recenzja


Dawno dawno temu, jeszcze w październiku zakupiłam trzy drobiazgi do pielęgnacji ciała w ciąży. Pisałam o tym tutaj KLIK

Na pierwszy ogień idzie mój faworyt czyli gąbka antycelulitowa Syrena. Jestem nią zupełnie zachwycona! Bardzo ostra, moja skóra musiała się do niej przyzwyczaić na początku, obecnie już tak tego nie odczuwam, ale skóra jest po masażu napięta, jakby lepiej ukrwiona. Po tych dwóch miesiącach gąbka nadal jest w idealnym stanie. Zdecydowanie polecam!

Antycelulutowy peeling myjący z Lirene wywołał u mnie mieszane uczucia. Pięknie pachniał, miał bardzo ostre granulki peelingujące, ALE jego opakowanie doprowadziło mnie do szału. Może to tylko moja butelka tak miała, ale otwór, przez który produkt miał się wydostawać był zdecydowanie za mały i ciągle się zatykał! Ostatecznie przecięłam butelkę na górze i w ten sposób mogłam dostać się do produktu. Na tyle mnie zniechęciło to utrudnienie, że na pewno go nie odkupię, chyba, że zmienią mu opakowanie. Co do samego działania nie mam żadnych zastrzeżeń.

Olejek do pielęgnacji ciała BabyDream fur Mama Przy nim muszę się Wam przyznać, że nie mogłam go stosować, tak jak planowałam... przynajmniej na początku. Ten zapach, który wydawał mi się zupełnie delikatny powodował, że nie mogłam zasnąć, lekko mnie też mdliło... więc do tego olejku wróciłam niedawno. Stosuje go na mokrą skórę zaraz po prysznicu, ładnie się wchłania, pięknie nawilża, efekt nawilżenia długo się utrzymuje. Nie jest zbytnio wydajny. Następnym razem sięgnę po oliwkę Hipp, która jest bezzapachowa :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz