piątek, 1 marca 2013

24 tydzień ciąży

24 tydzień to był tydzień płaczu. Płakałam czytając artykuł w gazecie o wcześniakach, płakałam stojąc w kolejce po bilet i widząc reklamę 1% na fundację wspierającą rodziny wcześniaków, płakałam jak mąż mnie przytulał, płakałam jak wyszło pierwsze wiosenne słońce i myślałam o naszych spacerach z Maluszkiem - generalnie emocjonalny rollercoaster. Hormony szaleją w moim ciele i niewiele mogę z tym zrobić. Na całe szczęście to są łzy szczęścia i radości i choćbym miała płakać codziennie przez następne miesiące i być emocjonalną miazgą, to będę! 

Początek tygodnia to były problemy ze snem. Jedną noc to właściwie nie spałam, nawet nie do końca jestem w stanie powiedzieć czemu, nie umiałam się ułożyć, Małe było aktywne i mnie to wybudzało, koło 3 nad ranem zrobiłam się głodna i musiałam coś zjeść... na całe szczęście teraz wróciłam do normy i śpię dobrze i mocno.

Trudności w złapaniu oddechu/zadyszka - dwa piętra po schodach, szybszy krok na spacerze, podbiegnięcie gdzieś kończy się zadyszką jak po maratonie. Trochę to upierdliwe, a trochę śmieszne. Na szczęście niegroźne i zupełnie normalne w ciąży.

Ból w plecach - cały czas przy wstawaniu, przy nieuważnych ruchach, coś mi tam strzyknie, coś mnie pociągnie, ale generalnie nie jest źle.

A teraz trochę obrzydliwie będzie - bekanie, odbijanie się i wszelkie inne trawienne dźwięki... MASAKRA. Czasem mam wrażenie, że zamieniłam się w jakiegoś starego faceta żłopiącego piwo w barze... ciężko nad tym zapanować, jedzenie małych porcji, ale częściej trochę pomaga.

Anemia, o której pisałam w poprzednim poście o wizycie u lekarza. Nie odczuwam jej w żadne sposób poza tym, że muszę brać dodatkowe tabletki i do swojej diety dodałam sok z marchewki/buraka. Zobaczymy jak to się będzie rozwijać. 

Poza tym w naszym domu pojawił się jeden (pierwszy!) dziecięcy mebelek! Na pewno napiszę o nim osobnego posta - trochę cierpliwości :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz