piątek, 26 kwietnia 2013

32 tydzień ciąży

Ten tydzień w jednym zdaniu: Czuje się bardzo w ciąży.
I chyba nawet wyglądam, bo nawet pan ochroniarz w sklepie zainterweniował żeby nie stała w kolejce z zakupami, bo cytuję: "mu tu jeszcze zemdleje i co będzie..."
Miałam w tym tygodniu wizytę kontrolną u pani doktor, wszystko w jak najlepszym porządku, Małe jest jeszcze wysoko, szyjka zamknięta, ciśnienie i waga dobre, pozwolenie na wyjazd w trakcie długiego weekendu majowego jest :) Przed następną mam komplet badań do wykonania: standardowo morfologia plus mocz i 

Przed nami jeszcze jedno USG, na którym będziemy się przyglądać głównie sercu Maluszka, czy wszystko się ładnie rozwinęło, zobaczymy jak jest ułożone. Nie możemy się doczekać, żeby je zobaczyć, ostatni raz przed porodem! To aż nierealne!

Zajęcia w Szkole Rodzenia w tym tygodniu trochę w innym klimacie, poświęcone  bardziej relacją między partnerami, zmianami jakie zachodzą przy pojawieniu się dziecka, ale także baby blues i depresji poporodowej. Sam pomysł fajny, ale prowadzenie zajęć średnio nam przypadło do gustu. Jak na razie to były najsłabsze zajęcia.

Wchodzenie po schodach to już niezły wysiłek fizyczny, zresztą dłuższe jakieś wypawy także, zdecydowanie widzę jak szybko się męcze, a po drodze siku, a tu napić by się trzeba, a tu zjeść... no i zamiast wiosny mamy lato, a tempertura też wpływa na stopień mojego zmęczenia.  Na całe szczęście nie mam problemu z puchnięciem rąk i nóg, zdarza się to raz na jakiś czas i w niewielkim tylko stopniu.

Przed nami weekend majowy i najprawdopodobniej ostatni dłuższy wyjazd w "dwupaku" i przed pojawieniem się Maluszka. Bardzo się cieszę na ten czas! Mam nadzieję, że też macie jakieś miłe plany na nadchodzący weekend!

niedziela, 21 kwietnia 2013

Mężczyzna o rozstępach...

Wieczór, właśnie wybieram się pod prysznic, zdjęłam stanik i poważnie się zastanowiłam czy ta czerwona linia pod biustem to odciśnięta linia właśnie po staniku czy może jednak pierwsze znamiona pojawiającego się rozstępu...

Stoję, patrzę, nie mogę się zdecydować. Mówię: Mężu, chyba pojawiają mi się rozstępy, chociaż nie jestem pewna, zobacz (pokazuję podejrzaną czerwoną linię), mąż patrzy... patrzy... nic nie mówi, wzrusza ramionami i po chwili ciszy:
A co to są właściwie te rozstępy?

Kurtyna opada...

piątek, 19 kwietnia 2013

31 tydzień ciąży

Ten tydzień to było istne szaleństwo, bardzo intensywnie spędzony z różnych powodów. I muszę przyznać, że odczułam tego skutki. Bolące plecy jednego dnia nie dawały mi zasnąć, innego dnia poszłam spać przed 21, bo padałam na twarz (zasnęłam w 3 sekundy), problemy z pamięcią i koncentracją uwidoczniły się przy wszystkich organizacyjnych sprawach... w tym tygodniu poczułam, że jestem bardziej w ciąży niż mi się wydawało. A tu naprawdę zaczęłam odczuwać, że mój organizm nie jest ani tak sprawny jak przed ciążą ani tak wydolny.

Po wysiłku zauważyłam, że moje dłonie i stopy są trochę spuchnięte. Myślę, że osoba postronna nie byłaby wstanie tego zauważyć, ale ja widzę lekką różnicę, widziałam też ściągając wieczorem obrączkę, że ciężej schodziła z palca, więc coś jest na rzeczy.

Koleżanka zgaga jest dosyć kapryśna raz była w tym tygodniu, raz nie... nie jest na tyle silna, żebym rozważała jakieś leki, ale daje o sobie znać.

Kolejne zajęcia w Szkole Rodzenia minęły nam bardzo fajnie, było o wertykalnych pozycjach porodowych, przygotowaniu krocza do porodu i naturalnych sposobach przyspieszania porodu.

Syndrom wicia gniazda się nasila, chciałabym mieć już wszystko kupione i gotowe, a do tego jeszcze daleko. Ostatnio dokupiłam parę brakujących ciuszków, tu powoli zaczynam czuć się bezpiecznie - wydaje mi się, że brakuje nam tylko paru drobnostek, ale co do reszty to średnio...ehh...przed spakowaniem torby do szpitala (sic!) chroni mnie jedynie to, że chce jej jeszcze użyć na weekendzie majowym! Mówię wam - szaleństwo.

Pozostałe rzeczy bez zmian, brzuch duży, Małe aktywne, apetyt dopisuje... a ja zaczynam 8 miesiąc ciąży!

Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego Joanny Woźniczko-Czeczott

Przyznam się szczerze, że na publio.pl była promocja na tego ebooka i dlatego się skusiłam (wersję papierową widziałam na pewno w Empiku). Nie trafiłam na niego szukając "prawdziwego" obrazu macierzyństwa, nie chciałam dowiedzieć się "co mnie czeka", ani jak wygląda przewrót domowy. Piszę o tym dlatego, że na pewno wpłynęło na mój odbiór tej książki.

Opis mnie zachęcił, cena nie była zła, więc kupiłam. Nie żałuję. Muszę przyznać, że się uśmiałam (choć to pewnie nie był główny zamysł autorki - wiecie, to jedna z tych książek, która opisuje, że jak jest źle to zaraz będzie jeszcze gorzej, a kiedy to gorzej następuje, to zamiast współczuć bohaterowi śmiejesz się do rozpuku...), oderwałam od codzienności i poczułam jakiś taki powiew świeżości w temacie słodkich bobasów :)

Książkę przeczytałam bardzo szybko i polecam z kilku powodów:

  • daje poczucie, że nie musisz być idealną panią domu, matką i pracownikiem w jednym - i nie jesteś w tym sama - inne matki też się z tym zmagają.
  • w gąszczu wszystkich poradników, które czytasz dla zdobycia informacji tu masz chwilę na odpoczynek, złapanie oddechu, a nadal pozostajesz w temacie dzieciowo-macierzyńskim.
  • dała mi poczucie, że można mówić o trudnych tematach związanych z macierzyństwem na różny sposób - od frustracji po śmiech i łzy.
  • nie ma jednego słusznego sposobu przeżywania zmiany jakim jest pojawienie się dziecka, dla jednych to, co napisała autorka będzie nie do pomyślenia, inni będą mogli się utożsamić - sprawdzicie jak jest u was.
  • przyjemny język i forma, dobrze się czyta


Cena w zależności gdzie kupujecie może być od kilkunastu złotych (wersja ebook w promocji) do trzydziestu paru (wersja papierowa). Nie ma problemu z dostępnością. Jeśli czytałyście, to dajcie znać w komentarzach co myślicie.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Waga w ciąży... magiczny temat

Odnoszę wrażenie, że temat wagi w ciąży to jest jakiś topowy temat. Pytanie o to ile się przytyło i rozdmuchiwanie jakie mogą być tego powody, że tyle (niezależnie o tego ILE, zawsze jest to AŻ TYLE) dają wrażenie, że jesteś na diecie, a nie w ciąży...

Beyonce przyznała w programie Ophra Winfrey, że w ciąży przytyła 27 kg, co wywołało jakieś niesamowite poruszenie. Jak to możliwe, że aż tyle przytyła?

No więc pomimo tego, że wszyscy wiedzą, że w ciąży się tyje (tak, TYJE, GRUBNIE, ZMIENIA KSZTAŁTY) to jednak każdy liczy, że może akurat uda się jakoś to ominąć. Najlepiej, żeby mieć piękny widoczny brzuszek bez dodatkowych kilogramów, powietrzem wypełniony na przykład, albo czymś równie lekkim. A i jeszcze druga ważna sprawa, żeby można było jeść do woli i żeby to co się zjadło, wszystko poszło w dziecko, a nie w biodra.

Czy muszę pisać, że tak se ne da!? Nie ma takiej opcji i już, im szybciej to zaakceptujesz w swojej głowie tym lepiej. Przytyjesz w ciąży i nie ma szans, że 100% tego, co przytyłaś stracisz w momencie porodu.

Czasami w ciąży puszczają hamulce, bo wszyscy Ci mówią, że masz jeść, że to dla dziecka i podsuwają ulubione przysmaki. Więc jesz i łudzisz się, że wszystko pójdzie w brzuch... a tu niestety ciastka i frykasy idą w biodra, tak jak przed ciążą.

Oczywiście, to ile przytyjesz zależy od bardzo wielu czynników, jedne z nich jesteś w stanie kontrolować, a inne nie. Nie masz przecież wpływu na wagę swojego dziecka, jedne Maluszki będą miały 3,1kg, a inne 4,2kg... jeśli przed ciążą miałaś niedowagę, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że przytyjesz więcej, bo organizm będzie dążył do "wyrównania" twojej wagi, jedne kobiety mają organizmy, które zatrzymują dużą ilość wody, "puchną" jednym słowem, inne nie, zmiana wielkości twojego biustu też nie jest bez znaczenia. Naprawdę twoje nawyki żywieniowe, to tylko jeden z faktorów i wcale nie najważniejszy.

Jeśli więc masz poczucie, że dobrze się odżywiasz, nie zajadasz kilogramami ciastek i frytek, jesz regularne mniejsze posiłki, a twoja waga szaleje i nieustannie pokazuje więcej kilogramów, najwidoczniej tego potrzebuje twój organizm i twoje dziecko. I choćbyś stanęła na rzęsach i tak te kilogramy będziesz przybierać. 

Są myślę dwa główne sposoby na poradzenie sobie z problemem wagi. Sama musisz zdecydować, który dla Ciebie jest lepszy i przyniesie ci więcej korzyści.

Pierwszy ważyć się regularnie. Nie chodzi mi o ważenie na wizycie lekarskiej (które wypadają w różnych porach dnia, przed posiłkiem, po posiłku, w butach, bez butów itp.), ale o regularnym ważeniu się w domu o stałych porach. Najlepiej rano przed śniadaniem. Na pewno zauważysz wtedy, że wahania wagi pomiędzy poszczególnymi dniami mogą być dość znaczące i twoja waga wcale nie zwariowała (no chyba, że nagle pokarze ci liczby zupełnie z kosmosu, zawsze warto sprawdzić, czy wszystko z nią ok). Dużo zależy od tego co jadłaś i piłaś poprzedniego dnia, czy regularnie się wypróżniasz itp. W zależności o twojego organizmu możesz notować stały, stopniowy przyrost wagi albo wręcz przeciwnie długie okresy zastoju i nagle dwa kilo więcej, to są bardzo indywidualne sprawy, oba stany są prawidłowe. Regularne ważenie może pozwolić oswoić się ze zmianami, które następują w twoim ciele, może też pomóc w kontrolowaniu nagłych zachcianek w ciągu dnia (wiesz, że rano czeka cię ważenie).

Drugi sposób to nie ważyć się wcale i być w tym konsekwentną. Jeśli spoglądanie na wagę jest dla Ciebie zbyt obciążające, jeśli czujesz, że gotowa jesteś przejść na dietę będą w ciąży, to po prostu olej temat wagi. Jedz zdrowo i tyle ile potrzebujesz i nie waż się. Jeśli twój lekarz nie ma żadnych zastrzeżeń, to nie musisz przejmować się swoją wagą.

Dla mnie najlepszym wyborem jest sposób pierwszy, ważę się często, jestem w 31 tygodniu ciąży i przytyłam już prawie 10 kg. Według wyliczeń wynikających z BMI (body mass index) powinnam przytyć między 11 a 13 kg. Czyli na następne 9 tygodni max 3 kg, tylko wiecie co? Maluch nie wie co to jest BMI i przytyje tyle ile będzie mu trzeba, a ja na pewno zgrzeszę paroma ciastkami za dużo. I co? I nic... świat się będzie toczył dalej, a ludzie którzy wypytują o moją wagę z dokładnością aptekarza będą mówić, że aż tyle przytyłam nawet gdybym nie przybrała już ani grama... więc trochę luzu kobietki. Luzu z głową.

czwartek, 11 kwietnia 2013

30 tydzień ciąży

To był tydzień pod znakiem zakupów i kompletowania wyprawki dla Maluszka. Poza ciuszkami, które pokazywałam wam ostatnio kupiliśmy też parę większych rzeczy, na pewno też je tu wrzucę.

Byliśmy też na pierwszych zajęciach w Szkole Rodzenia na razie nam się spodobało, dwie godziny minęły bardzo szybko... rozmawialiśmy głównie o zwiastunach i etapach porodu i wyprawce do szpitala. Zobaczymy co będzie dalej.

Byłam też coś zmęczona, pomimo tego, że spałam nie udawało mi się odpocząć, pojawiły się worki pod oczami, po południu kiedy miałam czas nie umiałam się zdrzemnąć. Na pewno przyczynił się też do tego katar, który mi skutecznie przeszkadzał w oddychaniu...

Ból w plecach i okolicy stawu biodrowego pojawia się i znika, najczęściej pojawia się przy wstawaniu jeśli miałam intensywny dzień i dużo się ruszałam.

Brzuch jest coraz większy :) A Maluch bardzo aktywny, niektóre poradniki radzą, żeby liczyć ruchy dziecka, aby mieć pewność, że wszystko jest w porządku, ja bym chyba nic innego nie mogła robić, tak się to moje dziecko wierci, a to na prawo, a to na lewo, a to kopniemy, a to fikniemy... 

I jeśli wierzyć porównaniom z babycenter.com to Małe było w tym tygodniu wielkości główki kapusty! No to już jest kawał warzywa ;)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Baby haul, czyli zakupy ubraniowe dla Maluszka

Mam cichą nadzieję, że tak jak ja lubicie oglądać cudze zakupy :)
Korzystając z ostatnich wyprzedarzy udało nam się kupić trochę ciuszków dla Maluszka w okazyjnych cenach. Byliśmy w KappAhl, Lindex, Croccodrillo, Smyku i Tesco :) Wszystko co widzicie na zdjęciu poniżej to ubranka w rozmiarze 56, wszystko, poza kocykiem (na który mieliśmy kupon z KappAhl 20% zniżki) jest z przecen.


A tu parę rzeczy, które były w naprawdę dobrych cenach w większym rozmiarze 62, 68 i 72. Dwa kopertowe body, jedne śpiochy i trzy pajace. Na wyrost na zapas - żal było nie wziąć :)


Z bliska wygląda to tak: rampersy razy 4, maleństwo urodzi się latem, więc myślę, że będą całkiem praktyczne na początek.


Jedne śpiochy z kaftanikiem, innymi słowy niemowlęca klasyka.


Trzy białe pajace. Ponoć tych nigdy nie za wiele.


3 body zapinane kopertowo, wcale nie tak łatwo takie znaleźć, czego zupełnie nie rozumiem, bo wydają się być dużo bardziej praktyczne niż te zakładane przez głowę.


A na koniec drobiazgi w postaci skarpetek i czapeczek.


Ponieważ nie znamy płci dziecka, wszystko wybieraliśmy w neutralnych kolorach, trochę nam jeszcze rzeczy brakuje, ale może uda nam się doczekać do powiosennych wyprzedaży z uzupełnieniem garderoby. Poza tym liczymy na jakieś ubranka od znajomych i rodziny :)

Szkoła Rodzenia: na co, po co, dlaczego?

W czasie ciąży (a potem pewnie i po porodzie) jest wiele rzeczy, bez których spokojnie można się obejść. W zależności od osobistych preferencji ta lista może być dłuższa lub krótsza, w wersji "ostrej" brzmi: kobiety rodziły dzieci przez ostatnie 1000 lat bez tego, więc nie jest to niezbędne.

Wydaje mi się, że zajęcia w Szkole Rodzenia należą do takich rzeczy. Racje będą miały osoby, które powiedzą, że można bez tych zajęć się obyć, że informacje można znaleźć w książkach lub internecie, że to dodatkowy wydatek. 
My jednak, pomimo tych argumentów, zdecydowaliśmy się iść do Szkoły Rodzenia i chcę się z Wami podzielić naszymi motywami.

Po pierwsze nie planowaliśmy uczestniczyć w tego typu zajęciach. Właściwie nawet nie było takiego tematu, żadne z nas nie brało tego pod uwagę i zupełnie naturalnie zgodziliśmy się w tym. Nie zdecydowaliśmy jeszcze czy chcemy rodzić razem, więc też nie przemawiała do nas wizja wspólnych ćwiczeń niczym z amerykańskich filmów (tu pojawiają się pewne stereotypy związane ze Szkołami Rodzenia, ale to temat na osobną notkę).

Jednak na przełomie 28 i 29 tygodnia dotarło do nas, że do narodzin naszego Maluszka coraz bliżej, a my cały czas nie znaleźliśmy czasu żeby się do tego zacząć przygotowywać. I nie chodzi mi o przygotowania w sensie kompletowania wyprawki, decyzji co mamy kupić, kiedy i gdzie (tu choć opornie to jakoś nam szło), ale przygotowania w sensie zdobywania wiedzy o samy porodzie, połogu, opiece nad Maluszkiem, karmieniu itp. W związku z tym jak ostatnio wygląda nasze życie: praca, planowana przeprowadzka, remont i różne  sprawy, czasu było naprawdę mało, szczególnie niewiele miał go mój mąż. I gdzieś przy jakieś rozmowie o karmieniu piersią wypłynęła propozycja Szkoły Rodzenia jako miejsca, które narzuciło by nam pewną strukturę przyswajania informacji, wyznaczyło konkretne terminy i czas, który na to poświęcimy, a jednocześnie, gdzie jesteśmy głównie biorcami, nie muszącym nic sami przygotowywać. Zaczeliśmy szukać informacji w internecie na temat tego gdzie, kiedy i za ile coś takiego można znaleźć oraz jaki jest plan zajęć. 

Zaczęliśmy od sprawdzenia naszego wybranego szpitala i rzeczywiście mają w nim szkołę rodzenia prowadzoną przez tamtejszy personel, co nam bardzo odpowiadało, niestety terminy już zupełnie nie. Okazało się jednak, że jedna z położnych z tego szpitala także prowadzi prywatną szkołę rodzenia, dokładnie w tej samej cenie plus w ramach zajęć zapewnia możliwość zwiedzenia oddziału w naszym szpitalu. Pomyśleliśmy, że pozwoli nam się to choć trochę oswoić ze szpitalem i poznać choć odrobinę osoby tam pracujące - zawsze to jakiś mniejszy stres niż pojawić się pierwszy raz w szpitalu w dniu porodu. Daje też szansę na zmianę decyzji, gdyby nam coś się zupełnie nie spodobało.

Podsumowując, co nas przekonało:

  • struktura, która będzie od nas wymagała wygospodarowania wspólnego czasu na uczestnictwo w zajęciach
  • program zaprezentowany na stronie Szkoły Rodzenia, który skupia się na tych sprawach, w których czujemy się niepewni i niedoinformowani.
  • brak konieczności szukania informacji, zostają nam one niejako podane na tacy, co jest dobrym punktem wyjścia do zrobienia później własnego reaserchu, jeśli czujemy taką potrzebę
  • współpraca z wybranym przez nas szpitalem, co daje możliwość oswojenia się z miejscem, upewnienia się co do jego wyboru lub jego zmiany
  • możliwość spotkania innych rodziców na podobnym etapie ciąży, możliwość wymiany informacji, poglądów.
Czy zajęcia spełniły nasze oczekiwania i czy nie żałujemy podjętej decyzji, wydanych pieniędzy i czasu tam spędzonego na pewno dowiecie się z kolejnych notek, całościowe podsumowanie będzie gdzieś w połowie maja, bo wtedy będziemy już po wszystkich zajęciach.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Jaki był II trymestr?

Wszędzie spotykałam się z opinią, że drugi trymestr to najlepszy czas w ciąży. Mijają nieprzyjemności związanie z pierwszym trymestrem, brzuch nie jest na tyle duży by przeszkadał, wraca energia, żyć nie umierać...

U mnie częściowo było to prawdą, jednak był to też czas, w którym przeżyłam sporo zmartwień związanych z Maluszkiem. Pojawiło się plamienie, dodatkowe USG, potem USG kontrolne... na szczęście okazało się, że nic złego się nie dzieję, ale nikomu nie życzę taki przeżyć. Szczególnie, gdy prawie wszędzie możecie przeczytać, że okres "największego niebezpieczeństwa" jest za wami. Wydaje mi się, że przez całe 9 miesięcy nie ma takiego czasu pewności, że nic się złego nie może wydarzyć. Myślę, że warto o tym pamiętać.

Choć prawdą było, że spałam mniej niż w I trymestrze, to ten "zastrzyk" energii był raczej u mnie powolną kroplówką... było coraz lepiej, ale nie było tak, że pewnego dnia obudziłam się z nowymi siłami witalnymi jak często opisują to inne dziewczyny. 

Początkowe tygodnie bardzo mi się dłużyły, miałam wrażenie, że każdy dzień, każdy tydzień ciągnął się niemożliwie długo, dopiero gdzieś koło 23 tygodnia ciąży zaczęłam mieć wrażenie, że czas płynie i szybciej i tak już zostało.

Wcale nie wykorzystałam tego czasu na zrobienie większości zakupów, jak radzą w różnych poradnikach, nie przygotowałam pokoju dla Maluszka, na wiele rzeczy wydawało mi się jeszcze za wcześnie (czas pokaże czy to nie był błąd ;)),  po drugie nie chciałam nam za bardzo zagracać mieszkania. Na pewno sporo czytałam i zastanawiałam się co nam będzie potrzebne, czytałam recenzję, opinie, porównywałam. Wiele decyzji zostało podjętych w tym czasie, ale ich realizacja odłożona na potem.

Na pewno odczuwałam dumę i radość z rosnącego i coraz bardziej widocznego brzucha. Chętnie go pokazywałam, ubierając dopasowane i podkreślające go rzeczy. Podobało mi się bardzo, że w tym okresie przestałam wyglądać jakbym zjadła za dużo pączków, a zaczęła wyglądać jak kobieta w ciąży :) 

Każdy dzień w tym drugim trymestrze był dniem, w którym przypominałam sobie jakim cudem jest to, że czekamy na nasze Maleństwo i ile czekaliśmy właśnie na ten czas. Pomagało mi to w ciągu tych dni, kiedy na nic nie miałam ochoty i czułam się zmęczona albo bolały mnie plecy albo płakałam z byle powodu. To był taki czas wdzięczności i niedowierzania każdego kolejnego dnia, że to nie sen, Mały człowiek jest i rośnie pod moim sercem. 

Taki były właśnie mój drugi trymestr...

28 i 29 tydzień ciąży

Dziś pojawiła się na w naszym tygodniowym odliczaniu do porodu 3... Dokładnie dziś jest  30 tydzień ciąży... nie mogę w to zupełnie uwierzyć, to oznacza, że za 8-10-12 tygodni będzie z nami już Maleństwo!!! Nieprawdowpodobne!

Jednak dziś jeszcze nie o tym, dziś nadrabiam zaległośc z poprzednich dwóch tygodni. Przyznaję się bez bicia, że zrobiłam sobie długą świąteczną przerwę, częściowo spowodowaną przygotowaniami do świąt (wszytsko mi teraz jakoś powolniej idzie), a częściowo średnim samopoczuciem - jakby powrotem znowu do pierwszego trymestru, braku energii i zniechęcenia.

Jestem w trzecim trymestrze i zaczynam odczuwać, że to już ostatnia prosta przede mną. Zaczynam czuć się duża, może jeszcze nie wielka, ale odczuwam zmęczenie kiedy trzeba "dźwignąć brzuch i wprawić się w ruch". Nie piszę tego, broń Boże, w kategorii narzekania, ale stwierdzenia faktu, że teraz tak jest, a nie było tego wcześniej.

I myślę, że nie tyle wynika to z wagi (8,5 kg przybyło mi od początku ciąży), co bardziej z umiejscowienia tego w jednym punkcie, przez to środek ciężkości się zmienia, plecy inaczej reagują. Plecy pobolewają, tak samo jak czasem "coś" na wysokości żeber z prawej strony, najczęściej jak źle siedzę lub za długo w jednej pozycji. Moja lekarka stwierdziła, że to niestety typowe i normalne i wszystkie moje wnętrzności muszą się zmieścić w dużo mniejszej przestrzeni, więc to jest powodem tych bóli pod żebrami.
W związku z początkami trzeciego trymestru miewam ataki paniki: nic nie mamy przygotowane, a to już tak blisko! Pojawia się coraz więcej myśli związanych z porodem i opieką nad Maluszkiem i jak to będzie.
Niejako "na fali" tych emocji postanowiliśmy zapisać się do Szkoły Rodzenia, napiszę osobną notkę na temat po co, dlaczego i co o tym myślimy, bo to na pewno ciekawy, a czasem kontrowersyjny temat.

Jak Małe czasami kopnęło w ciągu tych dwóch tygodni to naprawdę zabolało, a jak mu się udało trafić w pęcherz to już zupełnie inna historia, na pewno ruchy są coraz wyraźniejsze, kopniaki coraz mocniejsze, ale też odnoszę wrażanie, że jest ich mniej. Czyżby miejsca zaczynało powoli brakować??

Co do wyników badań, bo jest poprawa jeśli chodzi o moją lekką anemię! Yeah! Cały czas będę brać tabletki z żelazem i dalej mam wzbogacać dietę, ale widać, że organizm reaguje i coś tam przyswaja. Dodatkowo mam tak dobre wyniki cukru i nie mam w rodzinie żadnych obciążeń cukrzycowych, że uniknęłam robienia testu obciążenia glukozą! Nie będę udawać, że jest mi przykro z tego powodu, bardzo się cieszę, że mój organizm przynajmniej z tym sobie radzi i oszczędza mi tej wątpliwej przyjemności :)

Święta Wielkanocne w ciąży były bardzo miłe, mogłam się poczuć jak jajkowa Kinder Niespodzianka ;) Dobre jedzenie i sporo odpoczynku. 30 tydzień nie zapowiada się już tak leniwie...