niedziela, 7 kwietnia 2013

Szkoła Rodzenia: na co, po co, dlaczego?

W czasie ciąży (a potem pewnie i po porodzie) jest wiele rzeczy, bez których spokojnie można się obejść. W zależności od osobistych preferencji ta lista może być dłuższa lub krótsza, w wersji "ostrej" brzmi: kobiety rodziły dzieci przez ostatnie 1000 lat bez tego, więc nie jest to niezbędne.

Wydaje mi się, że zajęcia w Szkole Rodzenia należą do takich rzeczy. Racje będą miały osoby, które powiedzą, że można bez tych zajęć się obyć, że informacje można znaleźć w książkach lub internecie, że to dodatkowy wydatek. 
My jednak, pomimo tych argumentów, zdecydowaliśmy się iść do Szkoły Rodzenia i chcę się z Wami podzielić naszymi motywami.

Po pierwsze nie planowaliśmy uczestniczyć w tego typu zajęciach. Właściwie nawet nie było takiego tematu, żadne z nas nie brało tego pod uwagę i zupełnie naturalnie zgodziliśmy się w tym. Nie zdecydowaliśmy jeszcze czy chcemy rodzić razem, więc też nie przemawiała do nas wizja wspólnych ćwiczeń niczym z amerykańskich filmów (tu pojawiają się pewne stereotypy związane ze Szkołami Rodzenia, ale to temat na osobną notkę).

Jednak na przełomie 28 i 29 tygodnia dotarło do nas, że do narodzin naszego Maluszka coraz bliżej, a my cały czas nie znaleźliśmy czasu żeby się do tego zacząć przygotowywać. I nie chodzi mi o przygotowania w sensie kompletowania wyprawki, decyzji co mamy kupić, kiedy i gdzie (tu choć opornie to jakoś nam szło), ale przygotowania w sensie zdobywania wiedzy o samy porodzie, połogu, opiece nad Maluszkiem, karmieniu itp. W związku z tym jak ostatnio wygląda nasze życie: praca, planowana przeprowadzka, remont i różne  sprawy, czasu było naprawdę mało, szczególnie niewiele miał go mój mąż. I gdzieś przy jakieś rozmowie o karmieniu piersią wypłynęła propozycja Szkoły Rodzenia jako miejsca, które narzuciło by nam pewną strukturę przyswajania informacji, wyznaczyło konkretne terminy i czas, który na to poświęcimy, a jednocześnie, gdzie jesteśmy głównie biorcami, nie muszącym nic sami przygotowywać. Zaczeliśmy szukać informacji w internecie na temat tego gdzie, kiedy i za ile coś takiego można znaleźć oraz jaki jest plan zajęć. 

Zaczęliśmy od sprawdzenia naszego wybranego szpitala i rzeczywiście mają w nim szkołę rodzenia prowadzoną przez tamtejszy personel, co nam bardzo odpowiadało, niestety terminy już zupełnie nie. Okazało się jednak, że jedna z położnych z tego szpitala także prowadzi prywatną szkołę rodzenia, dokładnie w tej samej cenie plus w ramach zajęć zapewnia możliwość zwiedzenia oddziału w naszym szpitalu. Pomyśleliśmy, że pozwoli nam się to choć trochę oswoić ze szpitalem i poznać choć odrobinę osoby tam pracujące - zawsze to jakiś mniejszy stres niż pojawić się pierwszy raz w szpitalu w dniu porodu. Daje też szansę na zmianę decyzji, gdyby nam coś się zupełnie nie spodobało.

Podsumowując, co nas przekonało:

  • struktura, która będzie od nas wymagała wygospodarowania wspólnego czasu na uczestnictwo w zajęciach
  • program zaprezentowany na stronie Szkoły Rodzenia, który skupia się na tych sprawach, w których czujemy się niepewni i niedoinformowani.
  • brak konieczności szukania informacji, zostają nam one niejako podane na tacy, co jest dobrym punktem wyjścia do zrobienia później własnego reaserchu, jeśli czujemy taką potrzebę
  • współpraca z wybranym przez nas szpitalem, co daje możliwość oswojenia się z miejscem, upewnienia się co do jego wyboru lub jego zmiany
  • możliwość spotkania innych rodziców na podobnym etapie ciąży, możliwość wymiany informacji, poglądów.
Czy zajęcia spełniły nasze oczekiwania i czy nie żałujemy podjętej decyzji, wydanych pieniędzy i czasu tam spędzonego na pewno dowiecie się z kolejnych notek, całościowe podsumowanie będzie gdzieś w połowie maja, bo wtedy będziemy już po wszystkich zajęciach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz