czwartek, 30 maja 2013

37 tydzień ciąży

37 tydzień był w jakimś sensie przełomowy w mojej głowie - wiedziałam, że mam już "terminowe" dziecko cokolwiek by się nie działo, i chyba sama byłam zaskoczona ile spokoju mi to dało. 

W wymiarze praktycznym objawiło się to powrotem kąpieli z pianką i przesiadywaniem w wannie, na co wcześniej sobie nie pozwalałam (a w tym tygodniu ze trzy razy ;)), braniem dodatkowych tabletek w postaci oleju z wiesiołka (jako naturalnego "wywoływacza porodu", ale też jako uzupełnienie kwasów omega i "nawilżacz" dla skóry od wewnątrz). Miałam bardzo pozytywne doświadczenia z olejem z wiesiołka podczas starań od nasze dziecko, więc bardzo chętnie sprawdzę czy działa też w ten sposób.

Zmęczenie jest czasami obezwładniające, do wielu rzeczy zmuszam się siłą woli, wręcz planuje co należy zrobić w domu, gdzie muszę pójść, żeby codziennie mieć jakąś większą aktywność. Ale coraz częściej zdarza mi się po prostu leżeć z książką.

Nacisk na spojenie łonowe cały czas trwa, łagodzą go ciepłe kąpiele, naprawdę jestem w szoku w jakim stopniu dają ulgę. Lekkie bóle w podbrzuszu (jak przed miesiączką lub na samym początku) pojawiają się i znikają. Twardnienie brzucha czy Skurcze Braxtona-Hicksa jak kto woli cały czas się pojawiają, nie zauważyłam żeby było ich w tym tygodniu jakoś więcej lub mniej. Po prostu są.

Wczoraj, ze względu na pogodę, musiałam ubrać wiązane buty - nie robiłam tego od dawna, i znając wszystkie opowieści o ciężarnych, które nie mogą zawiązać swoich butów zastanawiałam się czy będę musiała prosić mojego męża... nie wiem czy to kwestia nastawienia czy tego, że każdy mówił o tym wiązaniu butów - wydawało się być to rzeczą niemożliwą... ale ku mojemu zdziwieniu, ubrałam, zawiązałam, podniosłam się i żyłam :) nie wymagało to ode mnie jakiś wielkich poświęceń choć rzeczywiście nie było to wygodne - ale nie oszukujmy się, co w 37 tygodniu ciąży jest wygodne???

Maleństwo cały tydzień było jeszcze dosyć aktywne, rusza się, kopie i myślę sobie, że wcale jeszcze nie zbiera sił na poród... z drugiej strony, dzięki temu nie muszę się martwić czy wszystko w porządku. Codziennie dostaję dawkę informacji: "jestem tutaj, mam się dobrze, całkiem dobrze i patrz umiem dosięgnąć stopą twoich żeber..."

Zaczynam się też zastanawiać jak zareaguje jak zacznie się poród - czy będę spanikowana czy raczej spokojna...powoli dociera do mnie świadomość, że to NAPRAWDĘ nastąpi wkrótce! I chociaż nie bez obaw, to nie mogę się doczekać!!!

piątek, 24 maja 2013

36 tydzień ciąży

Minął 36 tydzień ciąży - co oznacza, że gdyby Maluch przyszedł na świat dziś zostałby uznany za dziecko urodzone w terminie. Nie oznacza to jednak, że jego rozwój jest zupełnie zakończony - gromadzi cały czas zapasy tłuszczyku ;) i zbiera siły na sam poród.

Właściwie w tym tygodniu nie pojawiły się żadne nowe symptomy, jedynie, te które już miałam przybrały na sile. Skurcze Braxtona-Hicksa nadal w natarciu, nadal nie sprawiają mi żadnego kłopotu, jedynie dają uczucie pewnego dyskomfortu, kiedy brzuch robi się twardy jak skała.

Bóle w okolicy spojenia łonowego i biodrach cały czas bardzo nieprzyjemne, jeden nieuważny ruch i grymas bólu pojawia się na mojej twarzy...

Zmęczenie zdaje się rosnąć wraz z każdym dniem, choć bywają też tak zwane zrywy, kiedy nagle pojawia się u mnie tyle energii, że mogę całe mieszkanie wyprzątać, ugotować obiad i zrobić zakupy. W inne dni mogę zrobić najwyżej jedną z tych rzeczy... Drzemki popołudniowe zdecydowanie wracają do łask.

Zgaga... bez komentarza...

Odebrałam też ostatnie potrzebne mi wyniki badań w kierunku GBS (po ludzku mówiąc paciorkowca) i na całe szczęście okazało się, że go nie posiadam (co wcale nie jest takie oczywiste - ponad 20% kobiet go ma i większości wypadków o tym nie wie...). Jestem bardzo zadowolona z tego faktu, ponieważ oznacza to, że:
A jeśli by była taka możliwość (w sensie sprzyjających okoliczności - wanna do porodu może już być po prostu zajęta) to mogę urodzić do wody
nie będę dostawać na wejściu antybiotyków, ani Małe nie będzie ich musiało dostać po urodzeniu.

Jak mogliście przeczytać tutaj KLIK moja torba do szpitala jest już zapakowana, właściwie jest już w niej wszystko co wydaje mi się potrzebne... więc jesteśmy zwarci i gotowi.

Ostatnie zajęcia w Szkole Rodzenia były związane z tematem połogu i cięcia cesarskiego - tego planowanego jak i tego na cito... bardzo się cieszę, że zostało to poruszone, ale poczułam taki ciężar tego tematu i tej nieprzewidywalności porodu. Podsumowanie naszego czasu w Szkole Rodzenia już wkrótce w osobnej notce!

czwartek, 23 maja 2013

Co jest w mojej torbie szpitalnej?


Moja torba do szpitala (a właściwie jak się za chwilę przekonacie torby) jest już spakowana. Sama długo zastanwiałam się co zabrać, co może okazać się przydatne, szperałam w internecie i w końcu zapakowałam. Sama korzystałam z doświadczeń innych dziewczyn, więc chętnie się podzielę tym, co zabrałam.

Po pierwsze zdobyłam listę rzeczy, które wymaga mój szpital. Oczywiście, że bez tego też was będą musieli przyjąć, ale wasz pobyt może okazać się mniej komfortowy i o wszystko będziecie musiały prosić. Skąd wziąć taką listę? Część szpitali umieszcza je na swoich stronach internetowych, można też porozmawiać z położnymi pracującymi w szpitalu jeśli wybieracie się tam wcześniej na wizytę lub poprostu zadzwonić. Nie radziłabym się sugerować w tym względzie informacjami wszyperanymi gdzieś na forach, bo każdy szpital jest inny, zapewnia inne rzeczy, poza tym takie informacje szybko się dezaktualizują. Informacje dotyczące tego, co wymagają różne szpitale mogą wam pomóc zorientować się w temacie, poza tym może znajdziecie coś, czego wasz szpital nie wymaga, a wy chciałbyście zabrać.


W co się zapakować? Lista rzeczy do zabrania jest zwykle długa, ale pamiętajcie też, że w wielu szpitalach na salach nie ma szafek, do których można schować torby/walizki, więc czeka je pewnie wepchnięcie pod łożko. Jeśli natomiast szafki są, to są malutkie. Polecam pakować się w miękkie torby, które same w sobie niewiele ważą, można je też bez problemu gdzieś wepchnąć/upchnąć i nadają się do wyprania po powrocie ze szpitala. Jednak jeśli ktoś woli walizkę, no cóż - to już pewnie indywidualna sprawa.

Ja zdecydowałam zapakować rzeczy do dwóch osobnych toreb, jedna jest moja (większa) a jedna z rzeczami dla męża i Maleństwa. Wydaje mi się, że dzięki temu łatwiej można różne rzeczy znaleźć. Poza tym choć moja torba jest większa, jest też lekka, natomiast w torba męża jest cieżka jak fix - sami zobaczycie co w niej tyle waży...

No to lecim:
Większa torba




Jednorazowe ręczniki papierowe, już pocięte na 30 kawałków, ponoć extra soft;) Wygodne rozwiązanie, bo nie muszę zabierać całej wielkiej rolki. W ogóle rozważam jeszcze czy nie wziąć tylko jednego opakowania. Ręczniki jednorazowe są rekomendowane jako najbardziej higieniczne do używania przy pielęgnacji rany poporodowej.

Klapki pod prysznic i miękkie kapcie - baleriny (można je potem prać w pralce)

Trzy koszule nocne (wszystkie z opcją karmienia), szlafrok cienki materiałowy i grubaśne skarpety, bo marznę w nogi

Stanik do karmienia, zastanawiam się czy nie zabrać dwóch, ale z drugiej strony  nie wiem czy to nie za dużo...

Podkłady poporodowe dwa opakowania po 10 sztuk, w domu mam jeszcze dodatkowe jeśli będą mi potrzebne, to mąż dowiezie.

Podkłady wodoodporne na łóżko 90x60, w jednej paczce jest 5 sztuk, mam jeszcze jedną, ale zostawiam w domu, jak będzie potrzebna to się dowiezie.

Kilkanaście sztuk wkładek laktacyjnych, zapakowanych w osobny worek - zabiera mniej miejsca w torbie.

5 par majtek z siateczki - znowu mam ich więcej, ale nie biorę wszystkiego, zobaczymy jakie będzie zużycie ;)

Ręczniki - dwa duże i jeden mały, w ciemniejszych kolorach.

Kosmetyczka - wszystkie produkty są w miniaturowej wersji - można je bez problemu dostać w Rossmanie. Biorę: szampon i odżywkę do włosów z Alterry, płyn do higieny intymnej Biały Jeleń, żel pod prysznic z Babydrean, sztoteczkę do zębów i pastę, w małym słoiczku przełożony mój krem do twarzy, biorę też stopery do uszu.

Do podręcznej małej kieszeni wkładam gumki, wsuwki, opaski do włosów i pomadkę do ust - ponoć bardzo wysychają usta w czasie porodu i jest bardzo przydatna.

Trochę drobnych, wrzucę je jeszcze do jakieś mini portmonetki, mogą się przydać jeśli będziemy coś chcieli z automatu albo bufetu w szpitalu. Zabieram około 20 zł.

W mniejszej torbie są rzeczy dla Maluszka i Taty


Paczka chusteczek nawilżanych

Maść Linomag A+E

4 pieluszki tetrowe

Otulacz SwaddleMe

2 duże butelki wody niegazowanej, w bagażniku mamy jeszcze dwie takie

Ubranie do przebrania dla mojego męża: T-shirt, spodenki, klapki (dorzucę pewnie jeszcze skarpetki i rozpinaną bluzę)
Paczka pieluch z Rossmana w rozmiarze newborn

Coś na ząb: mieszanka studencka, cukierki, żelki i princepolo - generalnie rzeczy, które dają dużo energii, które można ssać, albo ich pogryzienie nie stanowi większego problemu. I takie, które mogą leżeć 3 tygodnie w torbie i nic im nie będzie.

Uprzedzam od razu pytania o ciuszki, w moim szpitalu zapewniają ciuszki dla Malucha, potrzebne będą tylko na wyjście, tych nie pakuje, mąż je przywiezie jak po nas przyjedzie. Tak samo z ubraniami dla mnie na wyjście. Nie biorę też laktatora, jest dostępny w moim szpitalu gdyby zaszła taka potrzeba. 

Niestety nie wszystko da się zapakować wcześniej do toreb, więc zrobiłam też listę rzeczy do zabrania/zrobienia w ostatniej chwili. Jest wydrukowana i będzie wisieć na lodówce. 

Do zabrania są moje dokumenty ciążowe (karta ciąży, wszystkie badania i wyniki, ubezpieczenie, dowód osobisty). Te rzeczy są w jednym miejscu, w zamkniętej saszetce, gotowe do zabrania. Do dopakowania są też nasze ładowarki do telefonów, aparat fotograficzny, mój antyprespirant,  okulary/soczewki dla mojego męża w zależności od tego, co będzie akurat miał na oczach, poduszka do karmienia (jest zapakowana w osobnej torbie i zostanie w bagażniku, ponieważ wiem, że w szpitalu takie mają, ale wiem też, że nie ma ich wystarczającej ilości dla wszystkich - więc w razie gdyby nie można było użyć szpitalnej będę miała swoją pod ręką), w tej samej torbie są też dodatkowe wody mineralne do picia.
Przy każdej z tych rzeczy napisałam też gdzie jej szukać. Drugą część listy stanowią rzeczy do zrobienia przed wyjściem - mogą się wydawać oczywiste, ale pod wpływem emocji/stresu/pośpiechu można łatwo o nich zapomnieć. Na liście jest zatem nakarmienie naszego zwierzaka (plus sprawdzenie czy ma czysto, czy ma świeżą wodę), zamknięcie okien.

Dobrze, żeby osoba, która będzie was wiozła do szpitala wiedziała wcześniej GDZIE są zapakowane torby, miała LISTĘ rzeczy, które należy zabrać w ostatnim momencie, a jeśli będzie z wami na sali porodowej, wiedziała co i gdzie macie zapakowane - dzięki temu uniknie nerwowego wysypywania wszystkich rzeczy z torby w poszukiwaniu na przykład gum do żucia.

Uff... dobrnęłam do końca. Jeśli macie jakieś pytania/ sugestie dotyczące rzeczy, które powinny się znaleźć w takiej torbie szpitalnej to koniecznie piszcie w komentarzach.

poniedziałek, 20 maja 2013

Koniecznie tam zajrzyjcie!

Znalazłam ostatnio świetnego bloga, jeśli o nim jeszcze nie słyszeliście, to koniecznie tam zajrzyjcie. Sroka o....czyli zapiski podwojonej szczególnie polecam dział analiz, gdzie pod lupę trafiają kosmetyki dziecięce, proszki, chusteczki nawilżane, ale też kremy na rozstępy, piersi i brodawki - istna kopalnia wiedzy dla ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia jak czytać składy kosmetyków, co może uczulać ich i dziecko, i dlaczego nie warto przepłacać za markę...
Jednym słowem Sroka pomaga nam nie zostać nabitym w butelkę za własne pieniądze :)
Poza działem analiz też różne ciekawe wpisy, o blogosferze, o książkach, DIY (czyli nasze polskie zrób to sam), no naprawdę dawno nie byłam na polskim blogu, który by zrobił na mnie tak pozytywne wrażenie! Gorąco polecam!

niedziela, 19 maja 2013

Największy koszmar...

Jaki jest największy koszmar kobiety w końcowej fazie ciąży? Pewnie odpowiedź będzie się różniła, bo każda z nas jest inna, jednak dla mnie to wyjazd służbowy  mojego męża. Nie ma go przez dwie noce i (niecałe) 3 dni. Całą noc wczorajszą śniło mi się, że zaczynam rodzić, budziłam się co chwilę zlana potem uświadamiając sobie, że to tylko sen i wcale nie rodzę.

Dodatkowo mam wrażenie, że stałam się przewrażliwiona w szukaniu oznak rozpoczynającego się porodu i na każdą najdrobniejszą zmianę w swoim samopoczuciu reaguje: o! tego nie było wcześniej, czy to oznacza, że to już blisko?

Poza tym jestem zmęczona i najchętniej zalegam w pozycji horyzontalnej, co jakiś czas mam tylko pojedynczy zryw żeby coś zrobić, albo dokończyć. A to niestety sprzyja dumaniu i myśleniu, co jeszcze pogarsza sprawę. Dobrze, że delegacja kończy się juto, mam nadzieję, że wraz z nią skończy się mój niepokój...

czwartek, 16 maja 2013

35 tydzień ciąży

Zostały mi 4 tygodnie do planowanej daty porodu... z jednej strony mam takie poczucie, że akcja porodowa może się zacząć w każdej chwili, a z drugiej strony jest we mnie takie niedowierzanie, że to już naprawdę KOŃCÓWKA ciąży.

Mój organizm jest zdecydowanie coraz bardziej zmęczony. Ucisk na spojenie łonowe zwiększał się przez cały tydzień i tak jak do tej pory był odczuwalny tylko jak leżałam (dokładnie przy obracaniu się z boku na bok), tak teraz przy siedzeniu, chodzeniu, rano, w ciągu dnia, wieczorem... z różnym natężeniem, ale jest obecny. Powoduje to też kaczy chód w moim wykonaniu, po prostu jest mi tak wygodniej :)

Skurcze Braxtona-Hicksa pojawiają się kilka razy dziennie, nie są bolesne, ani nieprzyjemne. Brzuch twardnieje na chwilę a potem to przechodzi. Organizm ćwiczy przed porodem ;) Odczuwam też lekkie bóle w podbrzuszu, takie jakie zdarzały mi się często przed lub na samym początku okresu.

Pani doktor na wizycie stwierdziła, że szyjka macicy się skraca, ale nadal jest zamknięta, oceniła ją tak na 0,5 cm, więc na razie akcji porodowej nie przewiduje :)

Ból w plecach i w biodrach przy wstawaniu przez ostatnie dwa dni był bardzo intensywny, ale może to też wynikać z tego, że przesadziłam z ilością rzeczy, które chciałam zrobić na raz. Coś, co było dla mnie wykonalne wcześniej nie jest na tym etapie w moim zasięgu i muszę to zaakceptować i inaczej planować różne rzeczy... a te dwa dni, to było dla mnie za dużo.

Z wyprawkowych rzeczy dokupiliśmy dwa ciuszki - rozpinane bluzy z długim rękawem i kapturem na chłodniejsze letnie dni i nosidełko z firmy MANDUCA, udało nam się upolować nowe w dobrej cenie, pewnie wynika to z jego koloru - taki piaskowy - tylko on był przeceniony. Dziś dotarła do nas przesyłka, jestem zachwycona wykonaniem i użytymi materiałami, mam nadzieję, że nam się sprawdzi w użytkowaniu. Pojawiła się też wanienka z IKEI i parę drobiazgów z apteki.

W Szkole Rodzenia ćwiczyliśmy przystawianie Malucha do piersi, rozmawialiśmy o laktacji, kryzysach laktacyjnych i różnych sposobach ich rozwiązywania. Bardzo ciekawe zajęcia. Zostały nam jeszcze tylko jedne i możecie się po nich spodziewać osobnego podsumowania całego naszego uczestnictwa w zajęciach. 

czwartek, 9 maja 2013

Pomocy, jestem Tatą, czyli jak być dobrym ojcem i nie osiwieć zbyt szybko - Leszek K. Talko

Dziś o ulubionej (do tej pory książce) mojego męża. Tak jak więszkość facetów (tak, wiem, że są wyjątki) nie bardzo przepada za poradnikami o ciąży i macieżyństwie, chęci ma nawet dobre, ale brak czasu plus specyficzny poradnikowy język nie tworzą zgranej pary. Natomiast od tej książki ciężko go oderwać. I powiem wam, że w zupełności go rozumiem! Choć przeznaczona dla przyszłych ojców zdecydowanie może przypaść do gustu także przyszłym matkom, szczególnie takim, co umieją pośmiać się z ciebie i popatrzeć na pewne sprawy z przymrużeniem oka.


Ja czytając się nieźle się ubwaiłam, torchę pośmiałam... natomiast mój mąż piał, wył i płakał ze śmiechu. Jednak nie myślcie sobie, że jest to po prostu zbiór jakiś śmiesznych historyjek czy anegdodtek i nic poza tym. To jest ksiażka z tych co bawiąc uczy, ucząc bawi. Dużo treści da się przekazać w sposób śmieszyny czy ironiczny, bo wtedy ławtwiej jest nam przyjąć do wiadomości rzeczy trudne.

Książka głównie skupia się roli ojca i partnera dla kobiety w ciąży i rozprawia się z problematyką nieobecności i wycofania się ojców/mężów z procesu przeżywania ciąży i wychowywania dziecka. Jasne, wytyka wszystkie nieporadności nowych tatusiuów, wszytskie uszczypliwości żony na ten temat, ale pokazuje też, że choć trudne i czasem nieporadne to jednak niezwykle ciekawe i radosne może być ojcostwo. I choć nie jest to poradnik sensu stricto to jest to poradnik jak psychicznie się przygotować na czekające cię zmiany, jak czerpać z nich radość i dlaczego i tak warto żyć.

Z technicznych informacji: swoją dorwaliśmy w Empiku, kosztowała jakieś 30 zł, ma 170 stron i można ją czytać na dwa sposoby - albo w porządku chronologicznym, czyli od deski do deski, albo idąc za podpowiedziami pod koniec każdego rozdziału odsyłającymi cię do innych rozdziałów. Obie wersje są super.
Myślę, że świetny pomysł na prezent dla waszych mężczyny, śmieszny sposób na poinformowanie go, że jesteś w ciąży, albo dobry pomysł na prezent dla innej pary spodziewającej się dziecka.

34 tydzień ciąży

Zmiany, zmiany moje panie... pierwszą z nich jest na pewno ból w lewym biodrze - gdzieś już chyba o nim pisałam we wczesnych tygodniach ciąży, ostatnio wrócił i jest dość dotkliwy, choć na całe szczęście nie stały. Wstawanie, podnoszenie się z łóżka i po długim dniu chodzenie sprawia mi pewnie trudności - potrzebuje takiego momentu rozruchowego, a potem jakoś idzie - choć może powinnam powiedzieć kula się...

Zaczynam zauważać też, że częściej czuje ucisk na spojenie łonowe, głównie przy obracaniu się z boku na bok w łóżku, ale nie tylko... nie jest on jeszcze stały, nie jest bardzo intensywny, ale powoli się pojawia. Z drugiej strony wiem,  że Maleńswto jest jeszcze dość wysoko, bo oddychanie po posiłkach jest naprawdę utrudnione, szczególnie zaś upodobało sobie prawą stronę moich żeber żeby się tam wciskać - właśnie nawet nie tyle kopać, co raczek wciskać różne części swojego ciała. W związku z tym mój brzuch często ostatnio bardziej przypomina garb Quasimodo niż brzuch ciężarnej kobiety. Do tego jeszcze pępek trochę wystaje, choć nie wyskoczył na zewnątrz, wydaje mi się, że to się nie stanie, ale nigdy nie wiadomo. Trochę dokucza mi zgaga, ale raczej w formie łagodnej i nie za często. 

Zajęcia w Szkole Rodzenia w tym tygodniu były o pielęgnacji noworodka, przewijaniu, ubieraniu, kąpaniu - była też część praktyczna z ćwiczeniami na lalkach :) Kupa śmiechu, ale też dużo fajnych informacji. Mam nadzieję, że przypomni nam się to w odpowiednim momencie. Zrobiło mi się też trochę słabo, ponieważ jedna para z naszej grupy przyszła na zajęcia już bez brzuszka! Urodził im się Maluszek w... 34 tygodniu ciąży, na szczęście wszystko jest z nim dobrze, są już w domu, ale do mnie dotarło, że w tym momencie naprawdę wszystko już może się zdarzyć.

Pod względem wyprawki udało mi się upolować laktator razem z odpowiednią butelką i smoczkiem do niej, zamierzam karmić piersią, ale bierzemy też pod uwagę karmienie butlą z moim pokarmem przez Tatę. Poza tym laktator może pomóc w stymulacji laktacji, a z tym bywa różnie przecież... no i wiecie jak to ja upolowałam deal na Allegro - używany, w świetnym stanie, w połowie ceny i na dodatek ten model, który chciałam. Wybrałam Medela Harmony razem ze smoczkiem Calma, napiszę o nim osobny post co i jak.

Mam też już skompletowany (chyba) zestaw naszych pieluch wielorazowych, dziś przyszła duuuuża paka :) Może jeszcze coś ciekawego dokupię jak pojawi się jakaś fajna oferta na Allegro.

No i zaczęłam pakować torbę do szpitala, na razie bardziej, żeby zobaczyć czego nie mam z listy, którą dostałam, czy się zmieszczę do torby, o której myślałam i trochę żeby oswoić się z samą myślą o szpitalu itp... Jak wszystko skompletuje, to na pewno pokaże na blogu.

Uff... dużo tego... chyba nadrabiam poprzedni tydzień spędzony na Baby moon ;) albo mój syndrom wicia gniazda po prostu przybiera na sile pod koniec.

wtorek, 7 maja 2013

Baby moon - co, jak i dlaczego?

Baby moon analogicznie do honey moon (miesiąca miodowego) pierwotnie oznaczał czas, który świeżo upieczeni rodzice spędzali ze swoim Maleństwem w domu. Obecnie Baby moon oznacza czas, który rodzice spędzają razem przed narodzeniem dziecka aby celebrować ostatnie chwile bycia tylko w dwójkę i przygotować się na przyjście na świat dziecka. Czyli takie wakacje :)

W teorii ma być to czas poświęcony na relaks, wypoczynek i przebywanie razem przyszłych rodziców (niejako akonto nieprzespanych nocy i trudów, które niesie ze sobą opieka nad nowonarodzonym dzieckiem). Moda na Baby moon przyszła do nas oczywiście z hAmeryki i jest oczywiście świetnym sposobem na poprawę stanu naszej gospodarki, tak jakby przyszli rodzice nie wpierali jej już i tak sporymi kwotami.

No, ale gdyby to było samo zło, to pewnie nie poruszałabym tego tematu w ogóle. Jednak z własnego doświadczenia widzę sporo plusów takie wyjazdu w dwójkę z domu. Zmiana otoczenia, odpoczynek od codziennych obowiązków, odpoczynek od kompletowania dziecięcej wyprawki, skupienie się na relacji między wami, może rozmowy o zmianach jakie czekają was w nadchodzącym czasie, rozmowy o swoich nadzejach, lękach i wzajemnych oczekiwaniach. Ktoś może powiedzieć, że to wszystko można robić nie ruszając się z domu, ale muszę powiedzieć, że każde wakacje spędzane w domu wymagają dużego samozaparcia, żeby tego czasu nie poświęcić na rzeczy, na które zawsze brakuje czasu - nie oszukujmy się, w domu zawsze jest coś do zrobienia! Szczególnie przed narodzinami dziecka.

Nasz Baby moon wypadł w ten weekend majowy, czyli w 33 tygodniu/8 miesiącu ciąży. Dla wielu może być za późno na taki wyjazd w tak zaawansowanej ciąży, natomiast ja czułam się bardzo dobrze i moja lekarka nie miała przeciwwskazań, poza zaleceniem odpowiedniej ilości odpoczynku i postojach przy dłuższej jeździe samochodem na rozprostowanie nóg. Jechaliśmy do rodziny (sami musicie ocenić, czy możecie odpocząć i pobyć sami podczas pobytu u swoich krewnych - czasem wypad do ośrodka może okazać się lepszym wyborem), która okazała się cudowna pod względem opieki nad nami - wszystko mieliśmy podane pod nos, nic nie musieliśmy robić ;)
Pogoda nam niestety nie dopisała, więc wielu z naszych planów nie zrealizowaliśmy, ale mieliśmy czas na to, żeby pobyć razem.

Na co warto zwrócić uwagę wybierając się na Baby moon?
  • Ocenić swoje fizyczne możliwości - może nie warto planować wyjazdu w miejsce, które zawsze chciało się zwiedzić, jeśli godzina chodzenia już cię męczy, plecy bolą, a nogi puchną - to będzie rodzić tylko frustrację. To samo z wyborem miejsca bardzo odległego - jazda samochodem 500 km w góry/nad morze w 8 miesiącu ciąży może być dla ciebie zbyt męcząca, może warto wybrać miejsce bliżej domu. Każdy jest inny, dlatego to ty musisz ocenić swoje możliwości. Koniecznie skonsultuj wyjazd ze swoim lekarzem prowadzącym!!!
  • Wybrać miejsce, które dla waszej dwójki jest atrakcyjne. Nie każdy facet marzy o weekendzie w SPA ;) 
  • Zabrać ze sobą rzeczy, które zapewniają ci wysokie poczucie komfortu. Dopiero na wyjeździe uświadomiłam sobie, jak wiele drobnych rzeczy, które mam w swoim domu pomaga mi w funkcjonowaniu podczas ciąży. Rzeczy, na które wcześniej na wyjazdach nie zwracałam uwagi, które nie były mi potrzebne. Moja poduszka do spania, wygodne rzeczy do przebrania się - dresik :), stały dostęp do przegryzek i picia. Zastanów się, z czego korzystasz obecnie najczęściej, co sprawia, że czujesz się lepiej i zabierz to ze sobą :) 
  • Nie planuj za dużo i zbyt intensywnie. Słuchaj swojego organizmu - jak jest zmęczony pozwól mu odpocząć, masz ochotę na drzemkę - to śpij, to ma być przyjemny czas, a nie maraton!
  • Zabierz swoją kartę ciąży i wszystkie badania, które zrobiłaś do tej pory ze sobą.Zawsze warto mieć je ze sobą na wypadek gdyby coś się działo.

sobota, 4 maja 2013

33 tydzień ciąży

Właściwie tak się złożyło, że cały ten tydzień spędziłam poza swoim domem. I dzięki temu zrozumiałam jak ważne w ciąży są dla mnie moje "małe wygody". Moja łazienka z moim prysznicem, moje łóżko, mój rytm dnia... rzeczy, do których normalnie nie przywiązywałam wagi obecnie stają się bardzo ważne dla mojego samopoczucia, wysypiania się i ogólnej kondycji. Było mi ciężko się przestawić, a z drugiej strony tyle się działo, że odciągało to moje myśli od tematu ciąży.

W związku z wyjazdem w tym tygodniu nie poczyniłam żadnych przygotowań ani zakupów związanych z wyprawką, mam nadzieję zabrać się za brakujące rzeczy jak najszybciej, bo zaczynam odczuwać, że za niedługo Małe może być już po drugiej stronie brzucha!

Aktywność fizyczna staje się coraz trudniejsza. Idę wolniej, szybciej się męczę, a schody to już zupełnie są poza kategorią...Cały czas mnie to zaskakuje, szczególnie jak gdzieś idę i narzucę sobie szybsze tempo, a mój organizm mówi: zwolnij! Nie dasz rady tak szybko i zadyszka....To, co dla mnie ważne, to że się nie zniechęcam. Codzienne spacery, zakupy itp. itd. Nie chcę z tego rezygnować i zalegać na kanapie.

Pani zgagi nie było przez cały ostatni tydzień!!! Hip hip hurraaaa! Wcale za nią nie tęsknię, ale jej brak wydaje mi się trochę dziwny, bo kiedy brzuch był niżej pojawiała się częściej, a teraz jak Maluszek jest wyżej usadowiony to zgagi brak...

No właśnie brzuch.... zdecydowanie jest coraz wyżej, to osławione kopanie w żebra i wciskanie się w nie stało się codziennością... Nie jest to bardzo bolesne, ale nie jest też przyjemne i powoduje u mnie odruch prostowania pleców, żeby wygospodarować choć trochę więcej przestrzeni.
Czuję też coraz częściej taki ucisk w okolicy spojenia łonowego, najczęściej jak się zapomnę i gwałtownie obrócę w łóżku z jednego boku na drugi, albo jak wysiadam z auta i nie wystawiam złaczonych razem nóg...znaczy się Maleństwo zaczyna obniżać się główką w tamtą stronę.

Z zachcianek jedzeniowych ostatnio dużo słodkości, nic konkretnego, ale ciastko zawsze bardzo chętnie czekoladkę, a jakże, nawet herbatę zdarza mi się słodzić, czego normalnie nie robię.

Nie chce mi się wierzyć, że tyle już za nami... już się nie mogę doczekać spotkania z naszym Maleństwem!!!