czwartek, 30 maja 2013

37 tydzień ciąży

37 tydzień był w jakimś sensie przełomowy w mojej głowie - wiedziałam, że mam już "terminowe" dziecko cokolwiek by się nie działo, i chyba sama byłam zaskoczona ile spokoju mi to dało. 

W wymiarze praktycznym objawiło się to powrotem kąpieli z pianką i przesiadywaniem w wannie, na co wcześniej sobie nie pozwalałam (a w tym tygodniu ze trzy razy ;)), braniem dodatkowych tabletek w postaci oleju z wiesiołka (jako naturalnego "wywoływacza porodu", ale też jako uzupełnienie kwasów omega i "nawilżacz" dla skóry od wewnątrz). Miałam bardzo pozytywne doświadczenia z olejem z wiesiołka podczas starań od nasze dziecko, więc bardzo chętnie sprawdzę czy działa też w ten sposób.

Zmęczenie jest czasami obezwładniające, do wielu rzeczy zmuszam się siłą woli, wręcz planuje co należy zrobić w domu, gdzie muszę pójść, żeby codziennie mieć jakąś większą aktywność. Ale coraz częściej zdarza mi się po prostu leżeć z książką.

Nacisk na spojenie łonowe cały czas trwa, łagodzą go ciepłe kąpiele, naprawdę jestem w szoku w jakim stopniu dają ulgę. Lekkie bóle w podbrzuszu (jak przed miesiączką lub na samym początku) pojawiają się i znikają. Twardnienie brzucha czy Skurcze Braxtona-Hicksa jak kto woli cały czas się pojawiają, nie zauważyłam żeby było ich w tym tygodniu jakoś więcej lub mniej. Po prostu są.

Wczoraj, ze względu na pogodę, musiałam ubrać wiązane buty - nie robiłam tego od dawna, i znając wszystkie opowieści o ciężarnych, które nie mogą zawiązać swoich butów zastanawiałam się czy będę musiała prosić mojego męża... nie wiem czy to kwestia nastawienia czy tego, że każdy mówił o tym wiązaniu butów - wydawało się być to rzeczą niemożliwą... ale ku mojemu zdziwieniu, ubrałam, zawiązałam, podniosłam się i żyłam :) nie wymagało to ode mnie jakiś wielkich poświęceń choć rzeczywiście nie było to wygodne - ale nie oszukujmy się, co w 37 tygodniu ciąży jest wygodne???

Maleństwo cały tydzień było jeszcze dosyć aktywne, rusza się, kopie i myślę sobie, że wcale jeszcze nie zbiera sił na poród... z drugiej strony, dzięki temu nie muszę się martwić czy wszystko w porządku. Codziennie dostaję dawkę informacji: "jestem tutaj, mam się dobrze, całkiem dobrze i patrz umiem dosięgnąć stopą twoich żeber..."

Zaczynam się też zastanawiać jak zareaguje jak zacznie się poród - czy będę spanikowana czy raczej spokojna...powoli dociera do mnie świadomość, że to NAPRAWDĘ nastąpi wkrótce! I chociaż nie bez obaw, to nie mogę się doczekać!!!

2 komentarze:

  1. Piękny czas, ale i ciężki już fizycznie. Ja właśnie jestem w 37 tc i czuje, że już jest to uciążliwe, mimo że kocham swojego Skarba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie jest to łatwy czas, takie oczekiwanie na rozwiązanie :) Psychicznie tez obciążające! Przy drugiej ciąży to bardziej odczułam ten ciężar czekania niż te fizyczne dolegliwości, bo Groszek był dużo wyżej niż Malutka i czułam sie sprawniejsza niż w pierwszej ciąży. A psychicznie-dołek totalny! Wierzyłam, ze będę do końca życia w ciąży ;-)

      Usuń