niedziela, 19 maja 2013

Największy koszmar...

Jaki jest największy koszmar kobiety w końcowej fazie ciąży? Pewnie odpowiedź będzie się różniła, bo każda z nas jest inna, jednak dla mnie to wyjazd służbowy  mojego męża. Nie ma go przez dwie noce i (niecałe) 3 dni. Całą noc wczorajszą śniło mi się, że zaczynam rodzić, budziłam się co chwilę zlana potem uświadamiając sobie, że to tylko sen i wcale nie rodzę.

Dodatkowo mam wrażenie, że stałam się przewrażliwiona w szukaniu oznak rozpoczynającego się porodu i na każdą najdrobniejszą zmianę w swoim samopoczuciu reaguje: o! tego nie było wcześniej, czy to oznacza, że to już blisko?

Poza tym jestem zmęczona i najchętniej zalegam w pozycji horyzontalnej, co jakiś czas mam tylko pojedynczy zryw żeby coś zrobić, albo dokończyć. A to niestety sprzyja dumaniu i myśleniu, co jeszcze pogarsza sprawę. Dobrze, że delegacja kończy się juto, mam nadzieję, że wraz z nią skończy się mój niepokój...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz