piątek, 21 czerwca 2013

Jesteśmy już w domu!


W poniedziałek rano, równiutko o 03:00 urodziła się nasza CÓRKA! Nie było żadnych komplikacji, Maleńka jest zdrowa, czujemy się dobrze i powoli ze sobą oswajamy. Jesteśmy już w domku i próbujemy ogarnąć nową rzeczywistość :) Dziękujemy za wszystkie wiadomości prywatne i komentarze! Jak się trochę ogarniemy to napiszę relację z samego porodu.

niedziela, 16 czerwca 2013

Zaczęło się!

Rodzimy :)

Jesteśmy jeszcze w domku, ALE jakieś pół godziny temu odeszły mi wody, skurcze są, jednak jeszcze zupełnie do zniesienia, więc nie spieszy nam się do szpitala.

Przyjmujemy ostatnie zakłady czy będzie chłopiec czy dziewczynka i czy zdąży się urodzić dziś, czy może dopiero jutro :D

Jestem strasznie podekscytowania i nie mogę się doczekać, trzymajcie kciuki!

piątek, 14 czerwca 2013

Płeć dziecka - poznawać czy nie?

To jeden z takich tematów, które wkraczają w bardzo osobiste decyzje każdej pary i nikt nie powinien tego wyboru oceniać lub kwestionować. Mamy XXI wiek, mamy taką technikę, że możemy poznać płeć dziecka przed jego narodzinami i jeśli ktoś chce z tego skorzystać, to super. Odnoszę jednak wrażenie, że często decyzja o poznaniu płci dziecka jest nieprzemyślana przez rodziców, podyktowana czy to modą czy ciągłymi pytaniami: "czy już wiecie co będziecie mieć?", bez rozważenia innych opcji.
Wydaje mi się także, że dowiadywanie się o płeć stało się symbolem "postępu", a nie robienie tego oznaką "zacofania". Moim zdaniem nie można w ten sposób klasyfikować tego rodzaju wyboru, tworząc jakąś presję i konieczność opowiedzenia się za jedną czy drugą opcją. 

Dlaczego my zdecydowaliśmy się nie poznawać płci dziecka?

Po pierwsze chcieliśmy doświadczyć tego oczekiwania, tej niepewności, tego zgadywania i zastanawiania się co nam się urodzi. W jakim sensie uczestniczyć w tym doświadczeniu, które było częścią bycia w ciąży dla wielu par przed nami. Zobaczyć jak to jest kiedy do samego rozwiązania nic nie wiadomo.
Mamy też z tego powodu dużo okazji do śmiechu i żartów, znajomi i rodzina robią zakłady, a my czekamy na rozwiązanie :)

Do tego dochodzi element przekory: większość ludzi dowiadując się, że jesteśmy w ciąży od razu pytała czy wiemy, co będziemy mieć. Nie pytali nas na kiedy mamy termin, jak się czuję lub o inne sprawy związane z ciążą - najbardziej pożądaną informacją była płeć. Budziło to jakiś bunt w nas i opór.

Mieliśmy też doświadczenia z bliskiego naszego otoczenia kiedy syn okazał się być jednak córką i na odwrót u drugiej pary. Nie wyobrażałam sobie sytuacji, w której się nastawiam psychicznie i oswajam ze świadomością, że mam syna/córkę, a potem zostaje mi to odebrane. Nie mówiąc już o całej wyprawkowej części - która często na tym etapie jest mocno dziewczęca/chłopięca. No i odkręcanie tej informacji wśród znajomych i rodziny.  Wiadomo, coraz rzadziej się zdarzają takie sytuacje, ale nadal jest to możliwe.

Wyprawka dla Maluszka, którą skompletowaliśmy jest zupełnie neutralna, od ubrań, po wszystkie potrzebne sprzęty, dzięki temu wiem, że będziemy mogli ją wykorzystać, jeśli będziemy mieli następne dziecko, niezależnie od jego płci. Było by mi bardzo ciężko oprzeć się cudnym dziewczęcym ciuszkom i pięknym chłopięcym gadżetom gdybym znała płeć Maluszka.

A wy wiecie/wiedzieliście co wam się urodzi? Podjeliście świadomie decyzję czy tak po prostu wyszło?

czwartek, 13 czerwca 2013

39 tydzień ciąży

Po cichu to liczyłam, że może nie będę musiała pisać tej notki, że zamiast niej pojawi się informacja, że jest nas już więcej. Jednak Małe cały czas jeszcze w brzuchu, a ja zaliczam emocjonalne górki i dołki.
Nie ukrywam, że bardzo bym już chciała urodzić i ten tydzień (a właściwie jego większa część) był pod znakiem wypatrywania wszelakich oznak pierwszej fazy porodu... co z kolei było powodem mojej wzrastającej frustracji... 

Nie mogę powiedzieć, że nic się nie dzieje, bo są: skurcze, czasem dość silne, trwające koło godziny, albo więcej, ale nieregularne i znikające, jest silny ucisk na spojenie łonowe/krocze, sikam co 5 minut, wcześniej nie bylo aż tak źle:), więc musi być też mocniejszy ucisk na pęcherz, Małe mniej się rusza, od dwóch dni mam mniej spuchnięte dłonie i stopy po nocy (a może mi się tylko tak wydaje?), waga cały czas na stałym poziomie, ogromne zmęczenie, które owocuje codzienną drzemką.

Wczoraj więc powiedziałam: dość! Chcę móc cieszyć się tymi ostatnimi chwilami w ciąży, chce móc czekać z radością, a nie z frustracją na poród, chcę przyjąć termin, który jest wyznaczony z góry, na który nie mam żadnego wpływu. Poza tym nie wiem kiedy i czy w ogóle będzie mi jeszcze dane być w ciąży, chcę  do końca wykorzystać dany mi czas. Nie jest to łatwe, ale powiem wam, że czuję się o niebo lepiej psychicznie i lżej mi się oddycha ;) Dzięki temu inaczej też zaczęłam podchodzić do tych wszystkich "oznak porodu" - cieszę się z nich, ale daje sobie na luz - będzie co ma być.

Dziś skorzystamy więc z okazji i zrobimy ostatnie ciążowe zdjęcia w plenerze, cieszę się długimi kąpielami, czytam książki i wychodzę z mężem na ciastka/kawę/kolację, bo potem przez jakiś czas będzie to trudne do zrealizowania. Trzymajcie kciuki za nas :)


czwartek, 6 czerwca 2013

38 tydzień ciąży

Zaczyna się robić gorąco! I wcale nie odnoszę się do temperatury za oknem (która notabene wygląda bardziej listopadowo niż czerwcowo), ale czuję, że zbliżamy się do rozwiązania!

W tym tygodniu byłam u pani doktor, która stwierdziła, że szyjka jest już właściwie płaska, główka Maluszka bardzo nisko, tętno prawidłowe, wszystko więc wskazuje na to, że organizm się przygotowuje! Jednak jak to w takich sytuacjach bywa, lekarka nie chciała wyrokować kiedy według niej urodzę, mówiła, że może donoszę do samego terminu albo i nie ;) Cóż za konkret!

Ostatnie dwa dni pojawia się coraz więcej skurczy, jedne silniejsze inne słabsze, raczej w kratkę, ale każdy z nich jest na tyle słaby, że spokojnie mogę rozmawiać czy kontynuować rzecz, którą w danym momencie robiłam. I mam wrażenie, że bardzo różne są te skurcze - są takie, które przypominają mi o bólach menstruacyjnych i te są bardziej w dole brzucha, są też takie jakbym miała grypę jelitową, czyli silny ścisk w jelitach, który po chwili przechodzi, są też takie w plecach - te najczęściej pojawiają się jak leżę. Dziś na razie jest ich mniej, ale dzień wczorajszy był właściwie w całości nimi wypełniony. 

Puchną mi dłonie i stopy, co ciekawe wcale nie po wysiłku fizycznym, tylko po nocy - właściwie nie widać tej opuchlizny, ale mam takie uczucie jakby zdrętwiałych stóp i dłoni. W ciągu dnia to mija i pojawia się znowu w nocy.

Nacisk na spojenie łonowe bez zmian, czasem mocniejsze, czasem słabsze, czasem kąpiel pomaga, czasem nie... teraz to już pewnie będzie tylko gorzej aż do samego porodu.

Zdecydowanie częściej chodzę też sikać, pewnie to też wynika z obniżenia się Maluszka. I tak nie narzekam znając inne ciężarne wydaje mi się, że wcale nie chodzę tak często, ale to zupełnie indywidualna sprawa.

Myśli krążą głównie w okóło porodu i Maluszka, czekamy z niecierpliwością kiedy będziemy mogli go przytulić!

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Olej z wiesołka - przed porodem

O oleju z wiesiołka pisałam już tu KLIK i tu KLIK przy okazji starań o dziecko. Tym razem wracam do tematu w kontekście naturalnych metod indukcji porodu, czyli lekkiej pomocy Maluchowi w podjęciu decyzji o przyjściu na świat.

I tu już na samym początku muszę zaznaczyć, że stosowanie oleju z wiesiołka NIE wywoła wam porodu. Jeśli na to liczycie, to zapomnijcie! Wiesiołek może  jednak pomóc w przygotowaniu się waszego organizmu do porodu.

Co takiego robi? Ma działanie zmiękczające na szyjkę macicy, czyli pomaga jej się rozluźnić i przygotować do rozwarcia. Powoduje też mikroskurcze macicy, które mogą prowadzić do skurczy porodowych. Regularne stosowanie wiesiołka ma także ułatwić sam poród, ze względu na jego właściwości rozluźniające.

Olej z wiesiołka najlepiej zacząć przyjmować po ukończonym 37 tygodniu ciąży, 2 tabletki 3 razy dziennie - czyli 3000mg dziennie. Można też przyjmować te tabletki dopochwowo - tu dawkowanie podawane jest różne, jedni podają jedną tabletkę, inni tak samo jak doustnie czyli 3x2 tabletki. Przy tej opcji na pewno trzeba się liczyć z oleistą wydzieliną z pochwy, co może być niekomfortowe. Ja wybrałam opcję doustną, przyjmuje tabletki przy posiłku. Dam znać po porodzie czy uważam, że pomogły ;) Oczywiście, to będą tylko moje odczucia, a nie wyniki badań naukowych.

Pamiętajcie, że zawsze warto skonsultować się z waszym lekarzem prowadzącym bądź położną zanim zaczniecie przyjmować jakiekolwiek leki bądź suplementy diety.