czwartek, 13 czerwca 2013

39 tydzień ciąży

Po cichu to liczyłam, że może nie będę musiała pisać tej notki, że zamiast niej pojawi się informacja, że jest nas już więcej. Jednak Małe cały czas jeszcze w brzuchu, a ja zaliczam emocjonalne górki i dołki.
Nie ukrywam, że bardzo bym już chciała urodzić i ten tydzień (a właściwie jego większa część) był pod znakiem wypatrywania wszelakich oznak pierwszej fazy porodu... co z kolei było powodem mojej wzrastającej frustracji... 

Nie mogę powiedzieć, że nic się nie dzieje, bo są: skurcze, czasem dość silne, trwające koło godziny, albo więcej, ale nieregularne i znikające, jest silny ucisk na spojenie łonowe/krocze, sikam co 5 minut, wcześniej nie bylo aż tak źle:), więc musi być też mocniejszy ucisk na pęcherz, Małe mniej się rusza, od dwóch dni mam mniej spuchnięte dłonie i stopy po nocy (a może mi się tylko tak wydaje?), waga cały czas na stałym poziomie, ogromne zmęczenie, które owocuje codzienną drzemką.

Wczoraj więc powiedziałam: dość! Chcę móc cieszyć się tymi ostatnimi chwilami w ciąży, chce móc czekać z radością, a nie z frustracją na poród, chcę przyjąć termin, który jest wyznaczony z góry, na który nie mam żadnego wpływu. Poza tym nie wiem kiedy i czy w ogóle będzie mi jeszcze dane być w ciąży, chcę  do końca wykorzystać dany mi czas. Nie jest to łatwe, ale powiem wam, że czuję się o niebo lepiej psychicznie i lżej mi się oddycha ;) Dzięki temu inaczej też zaczęłam podchodzić do tych wszystkich "oznak porodu" - cieszę się z nich, ale daje sobie na luz - będzie co ma być.

Dziś skorzystamy więc z okazji i zrobimy ostatnie ciążowe zdjęcia w plenerze, cieszę się długimi kąpielami, czytam książki i wychodzę z mężem na ciastka/kawę/kolację, bo potem przez jakiś czas będzie to trudne do zrealizowania. Trzymajcie kciuki za nas :)


1 komentarz:

  1. Witaj!
    Czytam Twojego bloga od lutego. Przyczytałam również wszystkie wcześniejsze posty :)
    Zaglądam do Ciebie (a raczej do Was :) co kilka dni i sprawdzam czy "to już" :)Trzymam kciuki za Was i pozdrawiam serdecznie.
    Asia z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń