sobota, 31 sierpnia 2013

Dlaczego warto walczyć o karmienie piersią?

Myślę, że większość matek karmiących piersią przeżywa prędzej czy później taki moment, że ma ochotę dać dziecku formułę w butelce i mieć święty spokój. Karmienie piersią może być wyzwaniem ze względu na obiektywne przyczyny takie jak złe przystawianie/bolesne, poranione sutki, nawał pokarmu/brak pokarmu, pleśniawki/zapalenia grzybicze lub po prostu zmęczenie samym procesem ciągłego przystawiania do piersi (szczególnie na początku, kiedy karmienie jest naprawdę często). Można czasem odnieść wrażenie, że karmienie jest bardziej walką niż przyjemnością, że bywa nudzące/męczące/powoduje, że nasze ciało nie należy już do nas samych (niepotrzebne skreślić). Przy pewnych problemach "technicznych" można szukać pomocy u doradcy laktacyjnego/poradni laktacyjnej lub bardziej doświadczonych kobiet karmiących/pielęgniarek lub pediatrów. Ale co zrobić jak po prostu mamy dość?

Pomimo tego, że w chwili obecnej karmienie idzie u nas już całkiem dobrze (co się działo wcześniej pisałam tutaj KLIK) dalej czuję, że potrzebuję zachęty i motywacji żeby wytrwać. Znalazłam więc ostatnio świetną anglojęzyczną stronę 
KLIK, na której można przeczytać, co zyskuje wasze dziecko jeśli karmicie je do danego okresu czasu. I tak na przykład możecie przeczytać, że jeśli udało wam się karmić wyłącznie piersią wasze dziecko przez pierwsze 2 miesiące życia to zmniejszyliście ryzyko alergii pokarmowej w pierwszych 3 latach życia,  a jak dotrwacie do 3 miesiąca, to zmniejszacie ryzyko cukrzycy 1 stopnia od 19 do 27%, a do 4 miesiąca zmniejszacie ryzyko występowania egzemy lub astmy... Na stronie opisany jest czas do 2 lat! Dla mnie przeczytanie tego było bardzo zachęcające i dające poczucie, że to, co robię ma sens. Nie chodzi tylko o samo nakarmienie dziecka, ale też o masę dodatkowych rzeczy, które dziecko dostaje wraz z mlekiem matki. Wiadomo, że są sytuacje (choć wcale nie tak wiele), że karmienie piersią jest niemożliwe - dlatego wymyślono formułę. Jednak jeżeli nie ma medycznych przeciwwskazań to warto walczyć!

Swego czasu Kasia z MakijażeKasiD nakręciła też dwa filmy o karmieniu piersią, myślę, że też bardzo motywujące, sama nie miała łatwych początków.





Z tego co się orientuje oba filmy były na stronie edziecko.pl i oczywiście na jej kanale na YouTube, ale wrzucam też tu, gdyby ktoś był zainteresowany.

Czasem wystarczy słowo zachęty od kogoś aby nabrać nowych sił i motywacji, matki karmiące odwalacie kawał dobrej roboty!

piątek, 30 sierpnia 2013

Co było w paczce?

Malutka rośnie nam jak na drożdżach i wyrosła już z jednego otulacza Bambino Mio do 5 kg. Dodatkowo po pewnym czasie użytkowania otulaczy Bumgenius FLIP i ECONOBUM stwierdziliśmy, że nam się nie podobają i je odsprzedaliśmy. No i zaczęło nam brakować otulaczy. Wiedziałam też, że trzy pozostałe otulacze są do 7 kg i za jakiś czas też już będą za małe i zostaniemy tylko z jednym one-size. Nadszedł więc czas na zakupy! Paczka dotarła bardzo szybko, a oto jej zawartość:



Trzy otulacze Milovia one size. Bardzo je lubimy, mamy jeszcze trzy inne (dwa w rozmiarze S od 2,5 do 7 kg i jeden one size) dobrze nam służą. Dodatkowo to polska firma!



Dwa otulacze Bambino Mio (rozmiarowe) jeden 7-9 kg drugi 9-12 kg. Druga nasza ulubiona marka otulaczy. Mamy też do 5 kg i 5-7 kg.


Wkładki jednorazowe, porządny zapas, bez tego ani rusz u nas :)

Tetra z KIKKO, niebielona, w rozmiarze regular (czerwone obszycie), 4 sztuki, dwie już mamy. Trochę na wyrost kupiona, bo na razie tetry mamy dość, ale w mniejszych rozmiarach.


I tu miłe zaskoczenie kilka próbek organicznych kosmetyków i chusteczek nawilżanych, z ciekawością potestuje.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Powrót do formy po ciąży

Zwykle hasło o powrocie do formy sprzed ciąży wiąże się ze zbędnymi kilogramami, które chce się zrzucić. W moim wypadku też tak, jest choć zostało mi 2,5 kg do stanu początkowego. Przyznam się szczerze, że nic w tym kierunku nie robiłam, poza tym, że karmię piersią (co bardzo pomaga w pozbyciu się zbędnych kilogramów). Jednak kiedy minął czas połogu i jakoś powoli ustaliła się nasza rutyna życia z Malutką, poczułam powoli, że zrodziła się przestrzeń i chęci do tego, aby zająć się swoim ciałem. Poza zbędnymi kilogramami jest też przecież sprawa rozciągniętych mięśni brzucha, co powoduje efekt "fałdki", który sugeruje, że ważymy więcej niż w rzeczywistości. Kolejną rzeczą, która w moim wypadku wiąże się z powrotem do formy, to zadbanie o swoją cerę. Mam skórę wymagającą, która bez regularnego dbania ma tendencję do zaskórników i pryszczy. Nie chcę tego chować pod makijażem, wolę wygospodarować czas na odpowiednie zabiegi kosmetyczne. Postanowiłam stworzyć więc mini plan działania. Piszę o tym, żeby siebie bardziej zmotywować, a może są tam po drugiej strony inne mamy, które też potrzebują motywacji? Będziemy się wspierać dziewczyny!

Co do zrzucenia kilogramów, postanowiłam ograniczyć słodycze - tak tak, jadłam słodycze i czekoladkę codziennie, albo ciasteczko. Teraz pilnuje, żeby nie jeść codziennie i zjadać ich mniejszą ilość. Na razie idzie mi dobrze, najgorsze były pierwsze dni, bo organizm przyzyczajony do słodkiego...

Co do brzucha to... znacie mnie oczywiście pilates. Wyszukałam sobie ćwiczenia z kanału BLOGILATES, uprzedzam babka jest niezmordowana. Na razie ćwiczyłam 4 razy. To, co mi się w nich podoba, to, że nie trzeba dużo czasu, że ćwiczenia koncentrują się na różnych partiach mięśni brzucha i sama dziewczyna zaraża optymizmem. Ćwiczyłam na razie 4 razy, nigdy nie udało mi się dotrwać do końca. Postanowiłam, że zmienię ćwiczenia, jak uda mi się to zrobić. Same zobaczcie wideo.


Z trzecim postanowieniem jest najgorzej, bo wieczorem jestem już zmęczona i nie chce mi się robić peelingów, ani maseczek... nie wiem za bardzo jak się do tego zabrać... Jakieś rady? Może macie jakieś tricki, żeby samo się robiło ;-) Tak na serio to chce zacząć od robienia regularnie pelingu kawowego i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Za tydzień dam Wam znać co i jak udało mi się zrobić. Ktoś chętny do dołączenia się? A może macie jakieś swoje sprawdzone sposoby?


sobota, 17 sierpnia 2013

SuperMama Tag/ SuperMom Tag

Ile masz dzieci i w jakim są wieku?
Mam jedną córkę i ma skończone 2 miesiące.

Czy czujesz, że codziennie udaje ci się wszystko "ogarnąć (sprzątanie/pranie/dbanie o siebie itp.)?
Nie! W życiu! Są dni kiedy rzeczywiście czuję, że udaje mi się wszystko ogarnąć, ale należą one do rzadkości. Zwykle zawsze coś muszę odpuści, przełożyć, zrobić do połowy itp.

Kiedy masz czas na prysznic? Rano/wieczór?
I rano i wieczorem, przy czym ten wieczorny jest "porządny" długi, z czasem na wykonanie zabiegów pielęgnacyjnych, a ten poranny jest na obudzenie się i trwa 3 minutki dosłownie.

Czy codziennie nosisz makijaż?
Nie, nie nosiłam też makijażu codziennie przed urodzeniem Małej, teraz maluje się raz w tygodniu, w niedzielę i na jakieś specjalne wyjścia. Zdecydowanie rzadziej niż przed porodem. Po prawdzie, to mi się nie chcę robić porządnego demakijażu... nie mam na to siły wieczorem, więc... się nie maluje :)

Czy codziennie stylizujesz swoje włosy? Czy je związujesz w kucyk?
Żyję w kucyku, opcjonalnie w koku lub innych upięciach jak tylko mam czas.

Kiedy masz czas na zrobienie makijażu? Czy dzieci śpią czy są obudzone w tym czasie?
A tu nie ma reguły, Malutka czasem śpi, a czasem jest obudzona... makijaż maksymalnie zajmuje mi 15 minut, więc to nie jest jakoś dużo czasu.

Czy ćwiczysz? Kiedy?
Nie, chyba, że liczy się sprzątanie, zakupy i spacery z Małą. Najbardziej wyćwiczone mam bicepsy od noszenia córki ;)

Jaki jest twój system sprzątania domu? Czy sprzątasz codziennie?
Mamy dość duże mieszkanie, które ciężko jest ogarnąć na raz, więc codziennie dokładnie sprzątam inne pomieszczenie, a raz w tygodniu odkurzam i myje wszędzie podłogi. Plus takie bieżące rzeczy jak zmywanie, pranie, śmieci..

Czy zdarza Ci się być przytłoczoną przez wszystkie obowiązki związane z byciem mamą?
Oooo tak, jak mam być szczera to bywają takie dni, że nie wiem jak sobie poradzić, jak ogarnąć wszystko - w co wsadzić ręce. Na szczęście te chwile mijają, następny dzień zwykle bywa już lepszy. Uczę się cieszyć z małych osiągnięć - może nie udało mi się zrobić tego i tego, ale np. Mała jest nakarmiona, spędziłyśmy razem czas i zrobiłam pranie. Nie można bagatelizować małych osiągnięć. Wydaje mi się, że najgorzej było na początku kiedy było dużo niepewność w zajmowaniu się córką i odpowiadaniu na jej potrzeby. Bezradność wobec jej płaczu i niewiedza co można zrobić rodziły moją frustrację i złość na nią i siebie samą.

Jak często i kiedy masz czas dla siebie? W jaki sposób się relaksujesz?
Codziennie wieczorem (po ostatnim karmieniu mój mąż usypia wtedy córkę) pod prysznicem, a nawet raz udało mi się wziąć kąpiel ;) Czasem też w ciągu dnia, ale nie jest to nic regularnego ani zaplanowanego.

piątek, 16 sierpnia 2013

Przydatny gadżet

Dziś o małym, przydatnym gadżecie jakim jest przedłużka do body. Każdy rodzic, który używa pieluch wielorazowych wie, że są one większe od pampersów i sprawiają, że pupa dziecka robi się nieproporcjonalnie duża w stosunku do reszty ciała. Może to powodować, że body, które nosi nasze dziecku (u nas rozmiar 56) są dobre na górze, ale ciężko je zapiąć, bo stają się za krótkie. Możemy pójść rozmiar wyżej w ubrankach (ale nasza córka by się z nich utopiła...) albo zastosować przedłużkę. Wygląda to tak:


Mam dwa, z dwoma różnymi rodzajami nap (mniejsze i większe), wybrałam w uniwersalnym biały kolorze. Zresztą pod spodenkami i tak ich nie widać. A zapięte na body wyglądają tak:


Myślę, że ten wynalazek może być też przydatny dla rodziców, którzy mają dzieci z dłuższym torsem, ale szczupłe i mają problem, bo są zwykle pomiędzy dwoma rodzajami ubranek dziecięcych.

Jeśli ktoś ma napownicę, to z powodzeniem może sam takie przedłużki wykonać, ja nie posiadam, więc kupiłam przy okazji zamawiania pieluszek wielorazowych za parę złotych i sprawdza się świetnie.

Nasza córka ma dwa miesiące!

Aż ciężko w to uwierzyć! Te pierwsze dwa miesiące to czas tak intensywnego rozwoju, że jak patrzę na pierwsze jej zdjęcia i na nią teraz to wydaje mi się, że musiał minąć co najmniej rok!

Na dzień dzisiejszy Malutka waży ponad 5 kg natomiast od urodzenia urosła centymetr. Cały czas nosi ubranka w rozmiarze 56 (nie zawsze warto słuchać rad ludzi, którzy mówią wam, żebyście nie kupowali tych najmniejszych ubranek, albo nie kupowali ich dużo...) i na dzień dzisiejszy są na nią w sam raz - już w nich nie pływa. 

Jeśli chodzi o pieluchy to na dzień używamy tetry i otulaczy, a na noc i dłuższe wyjścia pieluszek jednorazowych. Od dwóch tygodni jesteśmy w rozmiarze 2! Malutka wyrosła też praktycznie z otulacza Bambino Mio w rozmiarze <5kg. Jeszcze ją w niego zapnę jak wszystkie inne się skończą, ale istnieje poważne ryzyko "wycieku" i zwykle ten otulacz jest tylko na jedno ubranie, bo zaraz jest brudny. Spokojnie nosi już otulacze one - size na najmniejszych ustawieniach i te w rozmiarze 5-7 kg.

Karmiona jest cały czas wyłącznie piersią, nie dopajamy jej wodą/herbatką/niczym i jest karmiona na żądanie. W ciągu dnia to jest co 2 do 4 godzin - zależy od dnia. W nocy uzależnione jest od tego jak śpi...

Spanie w ciągu dnia wychodzi nam różnie, są dni gdzie śpi praktycznie cały czas z krótkimi przerwami, a są takie, gdzie zaśnie na 15-20 minut po karmieniu i to jej starcza. Nie ma w tym żadnego ładu i składu - więc ciężko jest zaplanować sobie jakoś dzień do przodu. Nocne spanie to już zupełnie inna bajka! Mała przesypia całkiem długie okresy czasu - są noce (i to wcale nie mało!) gdzie położona o 21 śpi do 4 nad ranem, a potem do 7. Są też noce gdzie obudzi się po 2, potem po 5 i o 7. I zdarzają się noce, gdzie budzi się o 1 i potem co dwie godziny (choć nie ma ich już dużo). Właściwie położona o 21 nie budzi się już nigdy przed 1 w nocy. Od niedawna (myślę, że od jakiś 3 tygodni) nie mamy w nocy problemu z położeniem jej spać po karmieniu, zwykle po odbiciu zasypia bardzo szybko, już nie marudzi, tak jak jej się to zdarzało wcześniej. Przewinięcie, nakarmienie i odbicie zajmuje nam około 45 minut w noc (oczywiście średnio, czasem jest to krócej, czasem dłużej...).

Największą radością jest to, że Malutka zaczęła się świadomie uśmiechać! Odpowiada na uśmiech uśmiechem, uśmiecha się gdy widzi mnie i męża. Najlepsze uśmiechy i minki rozdaje podczas kąpieli - bardzo lubi wodę.

Najchętniej sypia na plecach i na boczku, na brzuchu wytrzymuje kilka minut, ale potem się denerwuje podnoszeniem głowy. To ćwiczenie lubi robić u nas na "klacie", jak siedzimy i ją trzymamy opiera się rączkami i podnosi główkę odpychając się od nas. Potrafi dość długo wytrzymać w tej pozycji.

Z zabawek właściwie interesuje ją jedynie kolorowa zawieszka i książeczka z lusterkiem, ale szybko się tym nudzi. Są jednak dni kiedy potrafi leżeć na swoim leżaczku i obserwować świat dookoła przez pół godziny bez "udziału" czy "wspomagania" osób dorosłych. Najlepszą zabawką i pocieszaczem jednocześnie są jej własne piąstki, które z lubością wkłada do buzi.

Lubi być w swoim leżaczku-bujaczku i to w nim spędza większość dnia. Dalej obywa się bez smoczka i mamy nadzieję, że tak już zostanie. Wydaje też coraz więcej dźwięków typu: auu, aguu, eee, co dla nas jest przeurocze.

I chyba tyle w kontekście tych dwóch miesięcy. Czekamy co będzie dalej i cieszymy się córą!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Co jest w mojej torbie dla Małej/ What's in my diper bag?

Dziś jeden z moich ulubionych tagów dla mam - co jest w mojej torbie, którą zabieram ze sobą jak wychodzę gdzieś z Małą. Sama bardzo lubię takie posty/filmy na YouTube, uważam że są kopalnią wiedzy, o tym, co może się przydać na wyjściu i sama chętnie korzystałam z rad i doświadczeń innych mam przy tworzeniu takiej torby.

Moja nieśmiertelna torba z TESCO, którą znacie już z niejednego wpisu. Nie mamy dedykowanej torby do naszego wózka, bo te, które były - były albo brzydkie, albo mega drogie tak jak cudne torby SKIP HOP. Mam więc zwykłą, dużą torebkę damską. Nosze w niej swoje rzeczy jak i Małej. Jest bardzo pojemna, w środku ma jedną główną kieszeń, jedną malutką zamykaną na zamek i jedną na telefon. Ma też małą kieszeń zamykaną na zamek na zewnątrz.


Tak wygląda zapakowana w środku. Jak widać jest w niej jeszcze sporo miejsca, więc jak coś mogę tam coś dorzucić. Torba jest cały czas spakowana, pilnuje, żeby jak mi się coś skończy/zbrudzi od razu to uzupełnić. Dzięki temu jestem gotowa w parę minut do wyjścia kiedy jest taka potrzeba.

Tetry moje ukochane, bez których nie wyobrażam sobie życia - biała na ulewki, ślinienie się i tym podobne, zielona (grubsza) żeby rozłożyć gdzieś przed położeniem Malutkiej albo opcjonalnie jako cienki kocyk. 


Cienki kolorowy szal, którego używam do zakrycia się jak karmię w miejscach publicznych. Jest lekki, pakowny, a Małej nie jest pod nim za ciepło podczas karmienia.

Mokre chusteczki - niezbędne przy zmianie pieluchy, ale dobre też do wytarcia rąk jak jest taka potrzeba, albo przetarcia jakiejś przestrzeni.

Wkładki laktacyjne i wkładka higieniczna zapakowane w osobny woreczek, dzięki temu się nie brudzą, łatwo je też znaleźć.

Jednorazowe podkłady do przewijania. Noszę dwa na wypadek wpadek :) Super wygodna i higieniczna sprawa jak jest się poza domem, a w razie czego można wyrzucić do kosza. Też osobno spakowane w woreczek.

Pampersy i krem do pupy. Na wyjściach używamy pieluszek jednorazowych. Zawsze mamy kilka sztuk ze sobą. Oczywiście w woreczku ;)

Torba z Milovia, nieprzemakalna od wewnątrz - dedykowana do pakowania zużytych pieluszek wielorazowych, żeby można je bez problemu donieść do domu :) Ja w niej na razie trzymam ubranko na zmianę, dodatkowe skarpetki, czapeczkę. Gdybym musiała Malutką przebrać to jej ubrudzone ubranko mogę tam wrzucić i mam pewność, że nie ma styczności z innymi rzeczami w torbie i nic mi nie zbrudzi/zmoczy.

Ręczniki jednorazowe, do wytarcia rąk, w razie gdyby podkłady się skończyły albo trzeba było coś wytrzeć na sucho.


Drobnostki, które mam w zamykanej kieszonce: Carex do dezynfekcji rąk, jak nie ma nigdzie wody z mydłem, pomadka ochronna do ust, długopis, chusteczki higieniczne, gumka do włosów, haribo (żeby było coś na ząb w razie napadu głodu!) i tabletki od bólu głowy (to noszę dla mojego męża, który zawsze zapomina!).

Do zewnętrznej zamykanej kieszonki wrzucam przed każdym wyjściem telefon, klucze i portfel i jestem gotowa do drogi! A wy co macie w swoich torbach??

środa, 14 sierpnia 2013

8 tygodni karmienia piersią - nasze wzloty i upadki

Już będąc w ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią. Wynikało to z paru rzeczy: wiedziałam, że to najlepszy pokarm jaki mogę zapewnić mojemu dziecku, najlepiej zbilansowany, z odpowiednimi przeciwciałami, dostosowujący się do jego potrzeb; doświadczenie niesamowitej bliskości i w jakimś sensie przedłużenie tej relacji, którą zawiązałyśmy kiedy Mała była w brzuchu; karmienie pomaga w naturalny sposób obkurczyć się macicy oraz zrzucić kilogramy, które przybrało się w ciąży, wygoda - pokarm ma się zawsze ze sobą, w odpowiedniej temperaturze; byłam ciekawa jak to jest, kiedy karmi się piersią, myślałam o tym jako o jakimś dopełnieniu tego całego procesu stawania się matką.

Z takim nastawieniem (bardzo pozytywnym) zaczynałam. Wiedziałam też, że karmienie piersią może być wyzwaniem (kłopoty z pokarmem, z przystawieniem się dziecka, błędy w przystawianiu itp.), więc sporo czytałam i wyszukiwałam na YouTube informacji i relacji innych karmiących matek. Myślę, że nawet bardziej bałam się samego karmienia piersią (a właściwie możliwych z nim problemów) niż samego porodu.

Zaraz po porodzie kiedy położna przystawiła mi Malutką do piersi wszystko poszło dobrze - przystawiła się bardzo szybko i ładnie ssała. Kamień spadł mi z serca (myślę, że dla mnie to był taki pozytywny bodziec, który potem pomógł mi przy następnych próbach). Kilkanaście godzin później sama postanowiłam przystawić Małą do drugiej piersi i choć szło mi to koślawo, to ona była bardzo spokojna, co wiele ułatwiało i ostatecznie się udało. Po tym karmieniu pierwszy raz ulała (nie wiedziałam wtedy jak ważne jest odbijanie!) i dzięki temu wiedziałam, że coś tam w moich piersiach jest do jedzenia. 
Jednak już następne przystawianie było bardzo trudne, Mała płakała, była zdenerwowana i nie chciała/nie umiała? chwycić piersi. Ja nie wiedziałam też czy jest poirytowana tym, że nie umie chwycić piersi, czy może nie jest głodna (o naiwności!). Poszłam po pomoc do pielęgniarek na noworodki. Gdzie pani pomogła mi ją przystawić, dowiedziałam się też, że mam piersi przystosowane do karmienia (brodawki, które dobrze się układają) oraz, że Mała jest charakterna i chce po prostu po swojemu. Jednak od tego momentu już wiedziałam, że nie ma opcji, że nie jest głodna - trzeba tylko cierpliwie ją próbować przystawić pomimo jej płaczu.

Ze szpitala wyszłam z poranionymi brodawkami - wynikało to z mojego złego przystawiania Młodej i nie odczepiania jej jak już się przystawiła żeby to skorygować. No cóż nie dziwota, jak ryczyała na cały regulator i w końcu chwyciła pierś - to gdzie bym pomyślała, żeby ją odczepić, bo trochę boli... NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Po dwóch takich dniach nie bolało już trochę tylko BARDZO, bo sutki były poranione i przy każdym przyssawaniu się Małej aż podkurczałam palce z bólu. Zaczęłam smarować brodawki po każdym karmieniu maścią Medeli Purelan, pilnowałam też po każdym karmieniu żeby wycisnąć trochę mleka i rozsmarować na sutku. No i najważniejsze odczepiałam Małą jak się źle przystawiła i próbowałyśmy do skutku.

W tym samym czasie (jak to mówią nieszczęścia chodzą parami!) miałam nawał pokarmu. Czyli gigantyczne, obolałe piersi, mleko tryskające na wszystkie strony, bez wkładek laktacyjnych ani rusz. Najgorzej było w nocy, gdy przerwy w karmieniu były większe... lewa pierś była tak duża, że Malutka nie mogła sobie z nią poradzić i był: krzyk, wrzask, płacz i armagedon. Wiecie-rozumiecie o 3 nad ranem... wtedy przyszedł mi z pomocom laktator - odciągnięcie pokarmu i podanie w butli ułatwiło sprawę, dzięki Bogu nawał pokarmu trwał tylko parę dni.

Od tego czasu pod względem technicznym szło nam coraz lepiej, ale psychicznie ja czułam się coraz gorzej - miałam wrażenie, że co chwilę karmię, Mała na mnie wisiała dzień i noc (w te straszne upały) i miałam poczucie, że moje ciało już nie należy do mnie. To, co mi pomogło w tym kryzysie to... ważenie i  mierzenie Małej. Tak, świadomość tego, że dzięki mnie i temu co robię rośnie silna i zdrowa kobieta dodało mi sił i motywacji. Pomogło też wsparcie ze strony męża, który motywował i dopingował. Był też wielkim zwolennikiem laktatora i tylko dzięki niemu mamy zamrożone jakieś 250 ml mleka ''na czarną godzinę" i to on pilnuje mnie żebym odciągała pokarm.

Po tych 8 tygodniach mogę powiedzieć, że warto walczyć o karmienie piersią, nie zniechęcać się! Wiem już też, że każde dziecko przechodzi przez różne fazy i raz potrzebuje więcej pokarmu i wtedy "wisi" na piersi, a raz mniej i wtedy można złapać oddech. Nie ustawiam też sobie jakiś dalekich celów typu: będę karmić do 2 roku życia... każdy dzień jest sukcesem i tak chcę na to patrzeć.

Bardzo przydatnymi akcesoriami do tej pory okazały się być poduszka do karmienia (mam taką z firmy Mothercare - używaną), laktator (Medela Harmony) i wkładki laktacyjne (z Rossmanna).

Nie poddawajcie się matki karmiące! :) Damy radę!

niedziela, 11 sierpnia 2013

Pieluchy wielorazowe - czego i jak używamy

Pieluchy wielorazowe to temat rzeka. Jest wiele różnych opcji, których można używać. Nie będę tutaj opisywać wszystkich (bo pewnie i tak będzie meeega długi post) napiszę tylko czego my używamy i dlaczego oraz jak nam się to sprawdza. 
My zdecydowaliśmy się na używanie tetry i otulaczy oraz wkładów i otulaczy. Wybraliśmy tą opcję z kilku powodów: 
  • jest to najtańsza kombinacja.
  • przy noworodku pieluchy zmienia się bardzo bardzo BARDZO często, więc zależało nam na tym, żeby pieluchy szybko schły, a tetra i otulacze są pod tym względem nie do pobicia. 
  • Dzięki temu, że tetra jest produkowana w różnych rozmiarach łatwo ją można dostosować do wielkości dziecka, a kiedy z jakiegoś rozmiaru wyrasta można ją używać jako dodatkowego wkładu, gdzie przy pieluszkach kieszonkach, all in one, snap in one kiedy decydujemy się na opcję rozmiarową to kiedy dziecko z niego wyrasta nie ma już z nich żadnego pożytku (aż do następnego dziecka).
Jak wygląda taka tetra? No nie jest to tetra z czasów naszego dzieciństwa :)


To są tzw. prefoldy (pieluszki składane), co oznacza, że tetra jest już wcześniej dla nas poskładana (i przeszyta) i to w taki sposób, że na środku warstw jest więcej (6 albo 8) a po bokach mniej. Składa się ją dwoma ruchami, wzdłuż szwów, jeśli używamy ją ze Snapi, albo w poprzek jeśli po prostu wkładamy do otulacza. 
Mamy prefoldy dwóch firm Bambino Mio w rozmiarze do 7 kg i KIKKO w rozmiarze newborn (żółte obszycie) i infant (pomarańczowe obszycie). Bambino Mio mamy 14 sztuk, wyczaiłam je na Allegro używane i kupiłam za jakieś 60 zł ( gdzie nowe kosztują koło 60 zł za 4 sztuki) Jestem z nich zadowolona, choć na samym początku były strasznie duże na pupę Malutkiej i wolałam używać mniejszych KIKKO. Nie kupiła bym ich w normalnej cenie, KIKKO są dla mnie tak samo dobre, a tańsze. KIKKO mam 10 sztuk (6 mniejszych, 4 większe). Przy używaniu tetry dziecko czuje, że ma mokro i sygnalizuje to dość szybko :)


Snapi zastępuje dawną agrafkę do chwytania tetry. Proste w użyciu, bardzo bezpieczne dla dziecka. My używamy go rzadko, wolimy składać tetrę i wkładać do otulacza. Czasem jednak się pokuszę i go użyje i zawsze jestem zadowolona. W sumie to nawet nie wiem czemu tak rzadko z niego korzystamy...


Wkłady chłonne z mikropolaru dające uczucie suchości. Mamy 4, jeden w romiarze S, 3 w rozmiarze M. Wszystkie z tej samej firmy Milovia. Bardzo je lubię używać, nic z nimi nie trzeba robić poza wsadzeniem do otulacza, rzeczywiście są BARDZO chłonne i Malutka może w nich wytrzymać bardzo długo. Minusem jest cena, w zależności od rozmiaru od 15 zł za sztukę. Myślę, że dobrze jednak mieć coś takiego na wyjścia albo kiedy chcemy mieć pewność, że dziecka nie obudzi mokra pielucha. Jeszcze malutki minusik, że przy praniu się zmechaciły, co oczywiście nie wpływa na ich działanie, ale wyglądają gorzej.


Bibułki/ wkładki wielorazowe - kładzie się je na tetrę i to na nich zatrzymują się "grubsze sprawy". Nie trzeba ich używać, ale jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Rulon jest już podzielony na pojedyncze płatki. Można je wyrzucać do toalety, są biodegradowalne. Dzięki nim wypłukanie pieluszek zajmuje dużo mniej czasu, jest bardziej komfortowe, pieluszki mniej się brudzą. Używaliśmy do tej pory dwóch firm: Bambino Mio - Mioliners i  Close Parent - Pop in, nie widzimy żadnej różnicy poza ceną, więc będziemy kupować te tańsze.


Otulacze, czyli to, co cieszy oko i sprawia, że tetra i wykłady nie przeciekają i nie moczą ubranka. Nie zmienia się ich przy każdej zmianie tetry lub wkładu (chyba, że się zabrudziły), a co 3-4 zmiany. Mamy ich w sumie 7 sztuk. Bambino Mio w rozmiarze do 5 kg i 5-7 kg, one są zapinane na rzepy. Ten do 5 kg był najlepszy na samym początku, najlepiej dopasowany i dobrze się go zapinało, na dzień dzisiejszy jest już za mały. Ten 5-7 kg sprawdza nam się dobrze, chociaż osobiście wolę zapięcia na napy - może trudniej się zapina, ale wygodniej pierze i nie trzeba pamiętać o zabezpieczaniu rzepów (ja nigdy nie pamiętam!). Dwa otulacze firmy Bumegenius modele Flip i Econobum oba one - size czyli przez regulację nap może je zmniejszyć lub powiększyć. Na początku były za duże (w pasie dało się je dopasować, ale koło nóżek były za luźne), teraz są już prawie dobre na najmniejszym ustawieniu. Flip jest super, z Econobum nie jestem zadowolona bo nie ma w środku takich zakładek, o które można zahaczyć tetrę i jest mniej wygodny - więcej bym go nie kupiła, choć dobrze spełnia swoją rolę. I ostatnie trzy otulacze są z firmy Milovia, jeden jest one-size a dwa od 2,5 do 7 kg. Są na napy, mają piękne wzory i to moi zdecydowani faworyci. Przy tej ilości pieluch i otulaczy pranie robię co 2 dni.


I jeszcze jedna rzecz, bez której nie wyobrażam sobie pieluszkowania wielorazowego to  antybakteryjny  dodatek do prania. Dzięki temu pieluszki mogę prać w 30 stopniach, ładnie się dopierają (ale zapieram je na bieżąco szarym mydłem z Białego Jelenia). Jedyny minus, to że źle działa na kolory i niektóre ubranka (które piorę razem z pieluszkami są bardziej sprane). Używaliśmy do tej pory tylko tej firmy Bambino Mio.

Jeśli o czymś zapomniałam, albo coś jest niejasne, to piszcie. Jak chcecie więcej szczegółów odnośnie konkretnych rzeczy też dajcie znać. Napiszę osobnego posta o tym jak u nas wygląda samo dbanie, czyszczenie i pranie pieluszek, bo ten i tak już jest za długi!

Wszystkie pieluszki kupiłam sama i to jest moja prywatna opinia na ich temat.

sobota, 10 sierpnia 2013

Przeprowadzka z noworodkiem - nasze doświadczenia i rady z perspektywy czasu

Przeprowadzaliśmy się z Małą kiedy miała mniej niż dwa tygodnie. Do pokonania mieliśmy niecałe 200 km i przenosiliśmy się z miasta, w którym nie mieszka nikt z naszej rodziny do miasta, w którym... też nie mieszka nikt z naszej rodziny, więc nie mieliśmy opcji pomocy. Byliśmy tylko w trójkę. Ze względów finansowych musieliśmy przeprowadzić się "na raz", czyli jednym transportem w ciągu jednego dnia. Wszyscy przeżyliśmy, ale nie było łatwo.

Jeśli więc planujecie przeprowadzkę z noworodkiem to pierwsza moja rada jest taka: nie róbcie tego! Jeśli możecie przesunąć to w czasie to skorzystajcie z tego. Oszczędzicie sobie nerwów, stresu i zmartwień. Ja widzę dużą różnicę w tym jak się czuję teraz po 6 tygodniach, czyli po skończonym połogu, a jak się czułam w niecałe 2 tygodnie po porodzie. WARTO POCZEKAĆ.

Jeśli jednak tak jak my nie możecie tego uniknąć to starajcie się przygotować jak najwięcej przed narodzinami dziecka. My planowaliśmy na kilka miesięcy przed co gdzie ustawimy, jak zagospodarujemy pokoje, co potrzebujemy dokupić. Byliśmy w sytuacji gdzie do ostatniej chwili potrzebowaliśmy większości rzeczy plus musieliśmy zabrać wszystko na raz, więc wchodziliśmy do pustego mieszkania razem z wszystkimi rzeczami. Ważne było żeby wiedzieć gdzie co postawić żeby potem nie jeździć z meblami i rzeczami. 

W związku z tym, że przeprowadzaliśmy się jak Mała była taka malutka byliśmy specjalnie na kontroli u lekarza, żeby mieć pewność, że wszystko jest z w porządku, dopytaliśmy o wszystkie nasze wątpliwości, w nowym miejscu też jak najszybciej zapisaliśmy Małą do przychodni, żeby była pod stałą opieką lekarską.

Mój mąż nadzorował cały proces pakowania i kierowania gdzie co ma być postawione więc opieka nad Małą była całkowicie na mnie. Jeśli macie możliwość skorzystania z pomocy rodziny lub znajomych w takiej sytuacji to zróbcie to. Dodatkowa para rąk jest w tym momencie nieoceniona, macie wtedy opcję pójścia do łazienki, napicia się czegoś, zjedzenia.

My w starym mieszkaniu wygospodarowaliśmy specjalną przestrzeń, gdzie nie było już żadnych rzeczy, żeby kiedy przyszła ekipa transportowa i pakowała rzeczy, była przestrzeń dla mnie i Małej, w której będę mogła ją spokojnie przewinąć i nakarmić. Takie pakowanie trochę trwa, u nas to było trochę ponad dwie godziny, więc to jest sporo czasu, noworodek przecież je dosyć często i jest przewijany praktycznie przy każdym karmieniu.

Zapakowałam też to, co było mi najbardziej potrzebne dla nas i Małej do jednej  podręcznej torby, którą miałam cały czas przy sobie, w każdej chwili miałam dostęp do pampersów, dodatkowej tetry czy ubranka na zmianę. Nie musiałam niczego szukać.

Zamówiliśmy firmę przewozową na godzinę 13. Dzięki temu nie musieliśmy się rano denerwować i spieszyć, spokojnie mogliśmy ogarnąć Małą, dopakować rzeczy, zapakować nasz samochód i dojechać na miejsce o jakiejś sensownej godzinie. Weźcie sprawdzoną firmę! My tego nie zrobiliśmy i nasz misterny plan się posypał, bo panowie zjawili się dopiero przed 17, co spowodowało, że w nowym mieszkaniu byliśmy wymęczeni po 22...dlatego bardzo ważny jest punkt następny, czyli...

Trzeba być elastycznym... na niektóre rzeczy nie macie wpływu i lepiej to zaakceptować, bo nerwami nic nie wskóracie, a tylko jest większa szansa, że się będziecie kłócić i wkurzać. Dziecko nie rozumie, że to jest jakiś ważny dzień i może zupełnie nie chcieć współpracować, ryczeć i być marudne - trzeba to zaakceptować - nie robi tego specjalnie. To jest też czas kiedy hormony po ciąży cały czas buzują, dobrze jest o tym pamiętać i przypomnieć o tym mężowi i może też innym osobom, które wam będą pomagać - można oszczędzić sobie dużo stresu.

Dobrze się u nas sprawdziło przewinięcie i nakarmienie Malutkiej przed samą podróżą, dzięki temu nie musieliśmy zatrzymywać się po drodze, a Mała spała cały czas. Na nowym miejscu z góry było ustalone miejsce gdzie się udam, żeby ją przewinąć i nakarmić jak tylko przyjedziemy. Było to miejsce, gdzie nie musieli wchodzić panowie z transportu. W związku z nieplanowaną obsuwą czasową zrobiliśmy Malusiej "dzień dziecka" czyli położyliśmy ją bez kompania spać. Spokojnie możecie tak zrobić, noworodkowi się nic nie stanie, a wy będziecie mieć więcej siły do wstawania w nocy ;)

Pierwsza noc była dla nas dosyć spokojna, Córa dobrze spała, ale musicie się liczyć z tym, że dziecko może być niespokojne w nowym miejscu i budzić się częściej nie zważając na wasze zmęczenie. Przed pójściem spać przygotowaliśmy sobie też miejsce ze wszystkimi niezbędnymi w nocy rzeczami: mokre chusteczki, pampersy, tetra, ubranko dodatkowe, żeby tego nie szukać po nocy w torbie/kartonach itp.

Karmienie piersią było zbawienne w całej przeprowadzce, nie musiałam się martwić o gorącą wodę, miejsce do mycia butelek itp. Jeśli jednak karmicie z butli to dobrze zaplanujcie co i jak możecie sobie ułatwić (termos z wrzątkiem, więcej czystych butelek itp.)

Przyjmujcie każdą pomoc, którą Wam zaoferują, jesteście w połogu, macie maleńkie dziecko, to samo w sobie jest trudne, nie ma co unosić się dumą, honorem czy udawać, że świetnie sobie same poradzicie. 

Dajcie sobie czas na urządzanie się, nie planujcie za dużo rzeczy na raz, bo z tak małym dzieckiem niczego nie da się przewidzieć i będziecie się tylko frustrować. Kilka dni zajęło nam nauczenie się tego, ale kiedy zaczęliśmy tak układać dzień, że zobaczymy co będzie i zrobimy coś jeśli Mała nam pozwoli, to było nam dużo łatwiej. Warto robić też przerwy na odpoczynek w ciągu dnia, ja przez parę dni tak nie robiłam i pracowałam cały czas jak tylko Mała spała i potem byłam tak zmęczona i zniecierpliwiona, że nie miało to żadnego sensu.

Wszystko da się przeżyć dziewczyny :) A  przeprowadzka i urządzanie się nie trwa wiecznie!!!

czwartek, 8 sierpnia 2013

Pieluchy wielorazowe - wrażenia po 5 tygodniach użytkowania

Od kiedy nasza córka skończyła dwa tygodnie zamiast pampersów używamy pieluch wielorazowych. Planowaliśmy i zdecydowaliśmy się na to jak jeszcze byłam w ciąży, a wprowadziliśmy w życie jak tylko przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania (swoją drogą jeśli chcecie posta o pakowaniu, przeprowadzce i urządzaniu się w nowym miejscu z kilkudniowym noworodkiem to dajcie znać).

Na dzień dzisiejszy jesteśmy z nich bardzo zadowoleni, używamy ich codziennie POZA nocą (wtedy zużywamy 2-3 papmersy) i dłuższymi wyjściami.
Używamy otulaczy razem z poskładaną wcześniej tetrą (prefoldami). Mamy też parę wkładów chłonnych, które dają uczucie suchości. Dokładnie jakich firm używamy i jakich rodzajów napiszę może w osobnym poście, bo to temat rzeka.

Pierwsza rzecz jaką zauważyliśmy od razu po przejściu na pieluchy wielorazowe - skończyły się odparzenia pupy. A mieliśmy z nimi problem niezależnie od marki pieluch jednorazowych jakich używaliśmy (BabyDream, Papmers, Real) i kremów (Linomag A+E, Sudocrem, Bepanthen). Zwiększyła się częstotliwość zmiany pieluch (bo Malutka szybciej czuła, że coś jest nie tak), ALE dzięki temu my też wiedzieliśmy, że przewijamy ją kiedy tego potrzebuje, a nie leży w brudnym pampersie, bo tego nie czuje.

Zwiększyła się częstotliwość prania :) Piorę co drugi dzień, jednak nie taki diabeł straszny jak go malują, bo przy Malutkiej i tak trzeba więcej prać (ubranka co chwile brudne z ulewania, tetra, ręczniczki, prześcieradełka). Weszło mi to już w nawyk, że wstawiam pranie i tyle. Pralka robi resztę... tylko rozwieszać jeszcze nie umie ;)

Do tej pory mieliśmy jedną sytuację, w której pielucha wielorazowa nas zawiodła (mieliśmy wyciek kupy bokiem - wiem straszne!), wiemy jednak, że trochę z naszej winy, bo ubraliśmy za duży otulacz (one size, do którego Mała wtedy jeszcze nie dorosła i koło nóżek była za duża przestrzeń). Poza tym jednym razem możemy na nich polegać.

Na dzień dzisiejszy wydaliśmy na pieluchy wielorazowe około 700 zł (w tym są też środki dezynfekujące do prania i bibułki wielorazowe), piszę, że na dzień dzisiejszy, bo wiem, że będziemy powiększać nasze zapasy kiedy Mała będzie rosnąć. Nie wliczam w koszty wody, prądu i zużycia pralki jak to robią niektórzy. Czujemy się też lepiej ograniczając używanie pampersów, bo wiemy, że pupa Małej ma mniejszy kontakt z chemią, a poza tym pampersy rozkładają się kilkaset lat... biorąc pod uwagę ilość pieluch, które "produkuje" jedno dziecko to się robi straszna liczba.

No i ta małą pupa w tych kolorowych otulaczach wygląda cudnie :D





wtorek, 6 sierpnia 2013

Moje "must have" jako nowej mamy - 7 tygodni po porodzie

Nasza córa ma już 7 tygodni i pomyślałam, że zrobię taką listę rzecz, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania. Wiadomo, że będzie się to zmieniać kiedy Mała będzie rosnąć, więc na pewno będą aktualizacje.

Do tej pory nieocenione okazały się:

Przewijak - na początku to było nasze miejsce strategiczne, bo praktycznie przewijaliśmy Małą co chwilę. Komfort tego, że wszystko jest w jednym miejscu, nie trzeba się z niczym nigdzie rozkładać był dla nas ważny PLUS ochrona dla pleców, które po ciąży mnie bolały (nadal bolą), a noszenie/podnoszenie/schylanie się w tym wcale nie pomagały. Nie wspomnę nawet o wszystkich wpadkach siuskowo-kupowych, których nie da się unikąć przy przewijaniu i dobrze się u nas sprawdziło dedykowane do tego miejsce.

Tetry - może banał, ale do odbijania, wycierania, przykrywania, rozkładania jako ochrony w miejscach poza domem nie wyobrażam sobie nic innego. Mamy nazwyklejszą tetrę z Biedronki, jakość nie jest powalająca, ale jest w sam raz na ulewanie, odbijanie i wycieranie buźki, mamy też kolorową z KIKKO z bambusa - przykrywanie, okrywanie - super i flanelową z IKEI, która świetnie się sprawdza jako podkład/cieńki kocyk/prześcieradełko.

Leżaczek-bujaczek - to było nasze odkrycie! Malutka kocha w nim siedzieć i spać, dzięki temu może być zawsze w pomieszczeniu/miejscu, w którym my jesteśmy, łatwo można bujać i też usypiać, a dziecko może obserwować co się dookoła niego dzieje. Jest opcja bujania nogą ;) i ma się wolne ręce (tylko dzięki niemu mogę pisać dla was posty!). Znów mamy najzwyklejszy model - bardzo stary, z odzysku rodzinnego. Nie ma żadnych zabawek/wibracji - żadnych gadżetów, ale sprawdza się świetnie.

Otulacze SwaddleMe - Córka śpi w nich codziennie, bardzo się w nich uspokaja, choć samo ich zakładanie zwykle kończy się płaczem. Są bardzo wygodne w nocy przy karmieniu, gdzie żadne rączki nie wchodzą nam w drogę, ale ich głównym zadaniem jest uspokojenie dziecka, szczególnie maluszka, którego wybudzają jeszcze różne odruchy/drgawki/trzęsiawki. Mam też pewność, że jak w nich śpi, to nic nie ma na buzi, a nawet jak ją dodatkowo przykryje to też nic sobie nie naciągnie na twarz.

Z "maminych" must have

Staniki do karmienia i wkładki laktacyjne - dobrze wykonane, wygodne staniki, w ODPOWIEDNIM ROZMIARZE i wkładki laktacyjne to dla mnie podstawa. Daje mi to komfort psychiczny - wiem, że nie będę miała żadnej wpadki pod postacią mokrej plamy na bluzce w wiadomym miejscu, ale też daje komfort zmęczonym i często obolałym od nadmiaru pokarmu piersią.

Maść na brodawki Medela Purelan - mogę powiedzieć, że uratowała mi życie (a przynajmniej piersi!), drogie cholerstwo, bo ponad 30 zł kosztuje za maleńką tubkę, ale działa super.

Duża torebka - torebki dodawane do wózków są w mojej opini koszmarnie brzydkie albo koszmarnie drogie. I choć niezwykle podobają mi się torebki firmy SKIP HOP dedykowane jako "diaper bag", czyli torba na pieluchy itp., to niestety są w moim odczuciu za drogie. Mam więc ładną, dużą i porządnie wykonaną damską torebkę, w której cały czas są rzeczy moje (portfel, dokumenty, klucze) i Małej (pieluchy, mata do przewijania, ubranko na zmianę) gotową w każdej chwili do zabrania. Wybranie się więc na spacer i do sklepu zajmuje wtedy dużo mniej czasu. Po prostu chwytam i wychodzę.

Ipad/Kindle - nie martwcie się, nie oszalałam i nie kupowałam żadnej z tych rzeczy w związku z narodzinami Małej, miałam je wcześniej, ale okazały się nieocenione przy... karmieniu piersią. Na początku karmienie potrafiło trwać w naszym przypadku nawet do 40 minut, a teraz koło 15-20 i jest to czas, w którym mam wolną tylko jedną rękę i nie mogę za wiele robić. Więc żeby się nie nudzić czytam książki na Kindlu (zmiana strony jednym palcem i trzymanie w jednej dłoni - super wygoda ) albo siedzę w necie na Ipadzie. Wygodne, małe, bezprzewodowe urządzenia, z długą żywotnością baterii, a na dodatek zawsze pod ręką. 


niedziela, 4 sierpnia 2013

Moja torba do szpitala - co użyłam, a co okazało się zbędne

Postanowiłam zrobić uzupełnienie do posta dotyczącego mojej torby, którą zabrałam ze sobą do szpitala KLIK co mi się przydało, co okazało się zbędne i czego mi brakowało. W szpitalu byłam trzy dni.

Większa torba
Jednorazowe ręczniki papierowe, już pocięte na 30 kawałków. Super praktyczne, rzeczywiście extra miękkie i chłonne, a kawałki w odpowiedniej wielkości. Cieszę się, że nie brałam całej wielkiej rolki.

Klapki pod prysznic i miękkie kapcie - baleriny
Klapki zdecydowanie przydatne, kapcie niestety nie - przy porodzie je ubrałam, bo było mi zimno w stopy, ale mi zjeżdżały z nóg i szybko je zmieniłam na skarpetki, a na sali poporodowej było tak ciepło, że były niepraktyczne.

Trzy koszule nocne (wszystkie z opcją karmienia), szlafrok cienki materiałowy i grubaśne skarpety. Wszystko się przydało, jedna koszula była na poród pozostałe, dwie spokojnie mi wystarczyły na pobyt w szpitalu, skarpetki przydały się przy porodzie, bo było mi zimno w stopy.

Stanik do karmienia
Ostatecznie wzięłam dwa, nie przydały mi się w szpitalu, wystarczyła sama koszula z opcją karmienia. Staniki poszły w ruch dopiero po powrocie do domu przy nawale pokarmu. Jednak na pewno pakując się jeszcze raz znowu bym je zapakowała, bo nigdy nie wiadomo ile się zostanie w szpitalu.
Podkłady poporodowe dwa opakowania po 10 sztuk.
Spokojnie wystarczyły na ten czas, który spędziłam w szpitalu - zdecydowany must have!

Podkłady wodoodporne na łóżko 90x60. 
Używałam zarówno podczas porodu (np. do siadania na piłce) jak i na sali poporodowej na łóżko. Spokojnie jedno opakowanie mi starczyło.

Kilkanaście sztuk wkładek laktacyjnych
Nie użyłam z tych samych powodów co staników do karmienia, ale zapakowałabym ponownie.

5 par majtek z siateczki
Super sprawa, następnym razem wzięłabym więcej sztuk, bo starczyło mi na styk.

Ręczniki - dwa duże i jeden mały, w ciemniejszych kolorach.
 Jak najbardziej przydatne

Kosmetyczka Wzięłam: szampon i odżywkę do włosów z Alterry, płyn do higieny intymnej Biały Jeleń, żel pod prysznic z Babydrean, sztoteczkę do zębów i pastę, w małym słoiczku przełożony mój krem do twarzy, biorę też stopery do uszu.
Użyłam wszystko poza stoperami, brakowało mi żelu do mycia twarzy i toniku, na pewno następnym razem zabiorę ze sobą.

Do podręcznej małej kieszeni wkładam gumki, wsuwki, opaski do włosów i pomadkę do ust.
Gumki i opaski jak najbardziej, pomadki nie użyłam ani razu, nie miałam problemu z wyschniętymi ustami.

Trochę drobnych pieniędzy
Nie użyłam ani razu, na naszym piętrze nie było żadny automatów ani bufetu, a we wszystko i tak zaopatrzył mnie mąż. Jednak pewnie lepiej mieć jakieś pieniądze niż nie mieć...

mniejszej torbie były rzeczy dla Maluszka i Taty


Paczka chusteczek nawilżanych
Zdecydowanie przydała się, jedna wystarczyła
Maść Linomag A+E
Też była w użyciu

4 pieluszki tetrowe
Używałam, ale nie potrzebowałam aż tyle

Otulacz SwaddleMe
Użyłam raz
2 duże butelki wody niegazowanej
Dobrze, że mieliśmy zapas w bagażniku, bo dwie butelki poszły podczas porodu, potem na sali poporodwej też duuuża ilość

Ubranie do przebrania dla mojego męża: T-shirt, spodenki, klapki (dorzucę pewnie jeszcze skarpetki i rozpinaną bluzę).
Skorzystał ze wszystkiego poza klapkami i skarpetkami.
Paczka pieluch w rozmiarze newborn
Spokojnie jedna starczyła

Coś na ząb
Przydało się w trakcie porodu, a po porodzie kanapki, bo byłam bardzo głodna.


Poza tym miałam: 
dokumenty ciążowe (karta ciąży, wszystkie badania i wyniki, ubezpieczenie, dowód osobisty).
Ładowarkę do telefonu - nieoceniona
Poduszkę do karmienia - przydała się
Aparat - używał go mój mąż 

Czego mi brakowało:

sztuców - mąż mi musiał dowieść
kubka - tak samo 
kremu na popękane sutki, coś tam dostałam od pielęgniarek, ale akurat się kończył, a poza tym latać do nich po każdym karmieniu to było mało wygodne
dostępu do internetu ;) w telefonie

piątek, 2 sierpnia 2013

6 tygodni po porodzie, czyli jak wyglądał mój połóg

Minęło 6 tygodni od kiedy urodziła się nasza córka, postanowiłam więc napisać jak się po tym czasie czuje, jak dochodziłam do siebie po porodzie, jak to wszystko wyglądało. 

Garść informacji wstępnych dla tych, którzy nie czytali historii mojego porodu KLIK Urodziłam siłami natury, bez znieczulenia, miałam pęknięcie krocza drugiego stopnia, na które były założone szwy, córkę od początku karmię piersią.
Początek połogu nie był łatwy, u mnie na dodatek przypadł na koszmarne upały, które bardzo mnie męczyły i powodowały, że musiałam zdwojoną uwagę zwracać na higienę. 

Jeszcze w szpitalu czułam się bardzo obolała, poza pęknięciem krocza przy parciu z wysiłku porobiły mi się hemoroidy, które również były bolesne i powodowały dyskomfort przy siedzeniu. Noszenie gigantycznych podkładów poporodowych też nie należy do wygodnych, tak samo jak majtki z siateczki, które nie przepuszczają wcale tyle powietrza ile by się chciało. Jak tylko mogłam to nakrywałam się kołdrą i je ściągałam leżąc tylko na podkładzie. Było to jednak trudne, bo wiadomo, że przy noworodku co chwile się wstaje i przewija, karmi itp. Warto jednak o to dbać, bo jakiekolwiek zakażenie, ślimaczenie się rany będzie jeszcze gorszym przeżyciem. Opuchlizna i bolesność towarzyszył mi przez pierwszy tydzień ciągle, każdego dnia mniej, pod koniec drugiego tygodnia było całkiem dobrze, a od trzeciego właściwie zapomniałam o całej sprawie. Krwawienie było na początku bardzo intensywne, sporo skrzepów krwi odchodziło, zużywałam w tym czasie niezliczone ilości podkładów poporodowych, naprawdę paczka topniała w oczach. Delikatne plamienie od czasu do czasu mam do dnia dzisiejszego, teraz wystarczają wkładki higieniczne.

Dodatkowo z wysiłku na twarzy miałam pełno drobnych popękanych naczynek, które goiły się także przez parę dni. Niby nic takiego, ale wyglądało mało estetycznie.

Przez karmienie piersią czułam jak obkurcza się macica, na początku to były dość mocne skurcze, nieprzyjemne, ale nie bolesne. Z czasem zupełnie przestałam je odczuwać. Przy piersiach muszę też wspomnieć o nawale pokarmu (w czwartej dobie od porodu) i bolesności piersi, naprawdę nic przyjemnego. Mleko kapiące wszędzie, duża ilość wkładek laktacyjnych no i ten ból, jakby piersi mi chciało rozerwać - najgorsze były noce, bo wtedy przerwy w karmieniu były dłuższe. Na szczęście to się unormowało po jakiś dwóch/trzech dniach. Dodatkowo moje początki karmienia piersią to pogryzione sutki i ból przy przystawianiu do piersi - ale o karmieniu piersią będzie osobna notka, bo to temat rzeka. Dziś dalej karmimy i idzie nam to zdecydowanie lepiej, ale to wymagało pracy, cierpliwości i dużo samozaparcia.

Przez pierwsze dwa tygodnie czułam się jeszcze bardzo słaba, wszelkie wyjścia mi to pokazywały, w domu funkcjonowałam całkiem całkiem - wiadomo, mała przestrzeń, później przerodziło się to po prostu w zmęczenie wynikające z opieki nad córką.

Baby blues... dopadł mnie właściwie w dniu przyjścia ze szpitala do domu i trzymał myślę, że z tydzień. Generalnie chciało mi się płakać, nie cały czas, nie każdego dnia, ale czasem tak o mogłam się rozpłakać i nie wiedziałam czemu. Bardzo pomógł mi w tym czasie mój mąż, ale też świadomość tego, co się ze mną dzieje, że odpowiadają za to hormony i to minie.

W ciąży ostatecznie przytyłam 14 kg. Tydzień po porodzie miałam 7 kg więcej od mojej wagi sprzed ciąży, obecnie jest to 4,5kg do zrzucenia. Na razie nie ćwiczyłam, nie stosowałam żadnej diety, generalnie nic nie zrobiłam tym kierunku żeby te kilogramy zrzucić. Po prostu karmię córkę piersią. Sam brzuch bardzo powoli wraca do swojej formy, cały czas wydaje mi się, że mam gigantyczny pępek i taką odznaczającą się oponkę na brzuchu. Ciężko mi to zaakceptować, ale daje sobie jeszcze czas na dojście do siebie. W końcu zmiany w moim organizmie działy się przez 9 miesięcy, nie uda mi się ich pozbyć w 6 tygodni...

Połóg jest o tyle trudnym czasem, że te wszystkie rzeczy dzieją się jednocześnie plus dochodzi do tego opieka nad noworodkiem, czyli zmęczenie i nieprzespane noce. Dla mnie najtrudniejsze były pierwsze dwa tygodnie. Dobrze jest mieć przy sobie kogoś do pomocy, kto zrozumie, przytuli i choć na chwilę odciąży w opiece nad maleństwem. Dla mnie zbawienny był czas... pod prysznicem. Kiedy przez 20-30 minut wiedziałam, że mogę spokojnie zająć się sobą, a Malutka ma zapewnioną opiekę. Nie spieszyłam się, starałam się zrelaksować i choć żadnych skomplikowanych i długotrwałych zabiegach nie mogło być mowy, to i tak czułam się po takim prysznicu jak po SPA. Najważniejszy był jednak odpoczynek psychiczny, świadomość, że w tym momencie jest czas tylko dla mnie.

Moje przemyślenia z tego czasu to po pierwsze prosić o pomoc i nie starać się udowodnić całemu światu, że da się radę samemu. To nie jest  konkurs to jest macierzyństwo i początki mogą być trudne. Jak coś nie wychodzi to szukać informacji, najprawdopodobniej ktoś przed wami miał już ten problem i może wam podpowiedzieć rozwiązanie. Pytajcie wśród rodziny, znajomych, szukajcie w necie. Komunikować jak się czujecie waszej bliskiej osobie, że jesteście zmęczone, niewyspane, smutne, to bardzo pomaga i łatwiej jest wam też pomóc. Nikt nie jest Duchem Świętym żeby wiedzieć jak się czujecie w danej chwili. Korzystajcie z każdej chwili, w której możecie odpocząć. 6 tygodni mija naprawdę bardzo szybko i z każdym dniem jest lepiej. Jednym słowem: dacie radę dziewczyny! :)