wtorek, 6 sierpnia 2013

Moje "must have" jako nowej mamy - 7 tygodni po porodzie

Nasza córa ma już 7 tygodni i pomyślałam, że zrobię taką listę rzecz, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania. Wiadomo, że będzie się to zmieniać kiedy Mała będzie rosnąć, więc na pewno będą aktualizacje.

Do tej pory nieocenione okazały się:

Przewijak - na początku to było nasze miejsce strategiczne, bo praktycznie przewijaliśmy Małą co chwilę. Komfort tego, że wszystko jest w jednym miejscu, nie trzeba się z niczym nigdzie rozkładać był dla nas ważny PLUS ochrona dla pleców, które po ciąży mnie bolały (nadal bolą), a noszenie/podnoszenie/schylanie się w tym wcale nie pomagały. Nie wspomnę nawet o wszystkich wpadkach siuskowo-kupowych, których nie da się unikąć przy przewijaniu i dobrze się u nas sprawdziło dedykowane do tego miejsce.

Tetry - może banał, ale do odbijania, wycierania, przykrywania, rozkładania jako ochrony w miejscach poza domem nie wyobrażam sobie nic innego. Mamy nazwyklejszą tetrę z Biedronki, jakość nie jest powalająca, ale jest w sam raz na ulewanie, odbijanie i wycieranie buźki, mamy też kolorową z KIKKO z bambusa - przykrywanie, okrywanie - super i flanelową z IKEI, która świetnie się sprawdza jako podkład/cieńki kocyk/prześcieradełko.

Leżaczek-bujaczek - to było nasze odkrycie! Malutka kocha w nim siedzieć i spać, dzięki temu może być zawsze w pomieszczeniu/miejscu, w którym my jesteśmy, łatwo można bujać i też usypiać, a dziecko może obserwować co się dookoła niego dzieje. Jest opcja bujania nogą ;) i ma się wolne ręce (tylko dzięki niemu mogę pisać dla was posty!). Znów mamy najzwyklejszy model - bardzo stary, z odzysku rodzinnego. Nie ma żadnych zabawek/wibracji - żadnych gadżetów, ale sprawdza się świetnie.

Otulacze SwaddleMe - Córka śpi w nich codziennie, bardzo się w nich uspokaja, choć samo ich zakładanie zwykle kończy się płaczem. Są bardzo wygodne w nocy przy karmieniu, gdzie żadne rączki nie wchodzą nam w drogę, ale ich głównym zadaniem jest uspokojenie dziecka, szczególnie maluszka, którego wybudzają jeszcze różne odruchy/drgawki/trzęsiawki. Mam też pewność, że jak w nich śpi, to nic nie ma na buzi, a nawet jak ją dodatkowo przykryje to też nic sobie nie naciągnie na twarz.

Z "maminych" must have

Staniki do karmienia i wkładki laktacyjne - dobrze wykonane, wygodne staniki, w ODPOWIEDNIM ROZMIARZE i wkładki laktacyjne to dla mnie podstawa. Daje mi to komfort psychiczny - wiem, że nie będę miała żadnej wpadki pod postacią mokrej plamy na bluzce w wiadomym miejscu, ale też daje komfort zmęczonym i często obolałym od nadmiaru pokarmu piersią.

Maść na brodawki Medela Purelan - mogę powiedzieć, że uratowała mi życie (a przynajmniej piersi!), drogie cholerstwo, bo ponad 30 zł kosztuje za maleńką tubkę, ale działa super.

Duża torebka - torebki dodawane do wózków są w mojej opini koszmarnie brzydkie albo koszmarnie drogie. I choć niezwykle podobają mi się torebki firmy SKIP HOP dedykowane jako "diaper bag", czyli torba na pieluchy itp., to niestety są w moim odczuciu za drogie. Mam więc ładną, dużą i porządnie wykonaną damską torebkę, w której cały czas są rzeczy moje (portfel, dokumenty, klucze) i Małej (pieluchy, mata do przewijania, ubranko na zmianę) gotową w każdej chwili do zabrania. Wybranie się więc na spacer i do sklepu zajmuje wtedy dużo mniej czasu. Po prostu chwytam i wychodzę.

Ipad/Kindle - nie martwcie się, nie oszalałam i nie kupowałam żadnej z tych rzeczy w związku z narodzinami Małej, miałam je wcześniej, ale okazały się nieocenione przy... karmieniu piersią. Na początku karmienie potrafiło trwać w naszym przypadku nawet do 40 minut, a teraz koło 15-20 i jest to czas, w którym mam wolną tylko jedną rękę i nie mogę za wiele robić. Więc żeby się nie nudzić czytam książki na Kindlu (zmiana strony jednym palcem i trzymanie w jednej dłoni - super wygoda ) albo siedzę w necie na Ipadzie. Wygodne, małe, bezprzewodowe urządzenia, z długą żywotnością baterii, a na dodatek zawsze pod ręką. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz