czwartek, 31 października 2013

Moje "must have" - 19 tygodni/4 miesiące

Kiedy Młoda miała 7 tygodni pisałam o rzeczach bez których nie wyobrażam sobie życia KLIK, teraz po kolejnych 12 tygodniach lista trochę się zmieniła, a właściwie rozszerzyła. Dalej używam rzeczy, które tam opisywałam, ale doszło też trochę nowości. Właściwie mogła bym powiedzieć, że to post o naszych ulubieńcach.


Po pierwsze nosidło Manduca. Mieliśmy je od samego początku i używaliśmy od samego początku, ale po pierwsze Malusia jako noworodek w ciągu dnia zasypiała snem sprawiedliwego i nawet wiertarka jej nie budziła, więc wiele rzeczy można było zrobić jak spała. Teraz to nie wchodzi w grę. Poza tym 3 kilo, które ważyła już dawno są przeszłością - na dzień dzisiejszy bliżej jest jej do 6kg. Dlatego to jak nosimy i ile nosimy zaczęło być dużo ważniejsze niż parę tygodni temu. Uwielbiam nasze nosidło, wiele rzeczy udaje mi się dzięki niemu zrobić, a wyskoczenie do sklepu nie jest przez to problemem - obie ręce wolne, zapięcie się nie też zajmuje chwilę.

Po drugie niania elektroniczna. Przyznam się wam, że nie myślałam, że nam się tak przyda. Mieszkamy co prawda w dużym mieszkaniu, wychodzimy do ogrodu, ale tak na co dzień... a jednak podczas drzemek zamykamy drzwi do sypialni i niania jest nieoceniona. Tak samo jak mamy gości wieczorem. Jestem spokojna, bo wiem że jakby Malusia się obudziła to będę o tym wiedzieć. Nasza niania jest firmy Beurer seria z Janoschem. To, co mi się w niej podoba, że urządzenie dla rodzica jest na akumulator, który ładuje się w podstawce (działa bez niej kilka godzin), a urządzenie dziecka jest albo do podpięcia do gniazdka, albo na baterię. Ma duży zasięg - testowaliśmy u nas w ogrodzie :) Nie ma żadnych wypasionych opcji, zwykła niania analogowa z dwoma kanałami, regulacją głośności i czułości. W sam raz na nasze potrzeby.

Po trzecie mata piankowa. Od kiedy Mała zaczęła wykazywać większe zainteresowanie otaczającą ją przestrzenią leżaczek-bujaczek przestał być wystarczający. Nadal go używamy (głównie podczas naszych posiłków), ale większość czasu spędzamy obecnie na podłodze, gdzie jest przestrzeń do obrotów, przewrotów, łapania się za stopy... od ponad miesiąca testujemy SKIP HOP Playspot i cały czas jesteśmy bardzo zadowoleni z jej zakupu.

Po czwarte wkłady chłonne z Milovii do pieluch wielo. Dzięki nim śpimy spokojnie w nocy i do tej pory nie znaleźliśmy dla nich lepszego zamiennika.

A jak już o spaniu to jeszcze śpiworek do spania, nasze dziecko jest wstanie wykopać się ze wszystkiego i najlepiej jeszcze naciągnąć to sobie na twarz ;) Dlatego śpiworek jest dla nas jedyną opcją. Mamy jakiś no name z kaczuszkami ;) ale w drodze do nas jest już kolejny, tym razem z długim rękawem.

To tyle naszych "niezbędników", bez czego wy nie wyobrażacie sobie swojego codziennego funkcjonowania z maluchem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz