czwartek, 7 listopada 2013

Otulacze Milovia - moja recenzja

Kolejne otulacze z naszego arsenału, które bardzo lubimy używać. Mamy je od samego początku naszej przygody z wielo (czyli już prawie 5 miesięcy!) i używaliśmy zarówno tych dla noworodków w rozmiarze S (od 2,5-7kg) jak i tych one-size (4-16kg). Bardzo się cieszyliśmy, że zdecydowaliśmy się kupić je w dwóch opcjach rozmiarowych, bo dla naszej córki one-size były dość długo za duże (a urodziła się ważąc 3290!), a S używamy do dziś! Oczywiście wszystko zależy też od tego co dajemy do środka, S jest już za małe na noc, ale na dzień cały czas go używamy. Zdaję sobie sprawę, że to indywidualna kwestia i na pewno znajdą się dzieci, dla których one-size będzie dobry od samego początku.


Otulacze są zrobione z PUL, dobrze izolują wilgoć, chętnie używamy ich na noc. Z tyłu i z przodu mają polarowe zakładki dzięki czemu łatwiej wkłada się do nich tetrę albo wkłady chłonne. No i wkładki jednorazowe nie rozjeżdżają się po całej pieluszce. Bardzo szybko schną, wyprane rano są suche po paru godzinach, w miarę dobrze się dopierają, czasem coś gdzieś zostanie, ale tu mam poczucie, że to bardziej z mojej winy niż materiału. Kolory do tej pory nam nie wyblakły, materiał dalej jest w dobrym stanie poza polarowymi zakładkami, które się trochę zmechaciły.

Zapinane na napy, które są gęsto rozmieszczone - ale jak to z napami bywa są takie okresy kiedy akurat te pół centymetra robi różnice - za to są trwałe i wygodne w praniu. Wokół nóżek jest gumka, która całkiem dobrze się dopasowuje - jeśli napy nie są za mocno zapięte nie powinna uciskać nóg.

Używaliśmy te otulacze z tetrą (składaną jak i ze Snapi) jak i z wkładami z mikropolaru w obu przypadkach sprawują się dobrze.

Wzornictwo to oczywiście już kwestia gustu, ale mnie się podobają, mamy prawie wszystkie wzory (poza najnowszym w piratów i takim geometrycznym, który nam nie podpasował).

Ceny jak zawsze mogłyby być niższe :) Płaciliśmy 72 zł za otulacz one-size i 58 zł za rozmiar S. Do tego oczywiście dochodzą koszty przesyłki, więc wychodzi trochę drożej. Podoba mi się, że jest zróżnicowanie cenowe w rozmiarówce, wiadomo, że S nie będziemy mogli używać tak samo długo jak one-size, ale różnica mogłaby być większa. One-size plasują się gdzieś na poziomie ceny otulacza FLIP i GroVia, więc wcale nie miało jak na polską kieszeń.

Podsumowując jesteśmy zadowoleni (co widać po ilości posiadanych przez nas otulaczy tej firmy - mamy 6), choć cenowo mogło być lepiej. Jednak jakość jest świetna i jestem dumna, że to polska firma! A wy używaliście? Co sądzicie?

UWAGA: koniecznie przeczytaj aktualizację po 2 latach użytkowania KLIK!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz