wtorek, 17 grudnia 2013

Nasza córka ma sześć miesięcy!

Sześć miesięcy to pół roku! Mam takie zdjęcie z zeszłego roku gdzie stoję pod choinką z widocznym, choć malutkim, brzuszkiem. Aż mi się nie chcę wierzyć, że to ta nasza córka, tam była... teraz wydaje się być już TAAAAAKA DUŻA.
Ten miesiąc to na pewno dużo prób związanych z siedzeniem, siadaniem, podnoszeniem się. Mała siedzi sama do momentu, w którym nie zainteresuje ją coś, co się dzieje z boku, wtedy następuję chwianie się i leeeeeci! A refleks rodzicielki... no cóż... muszę się przyznać, że były wypadki: upadek na grzechotkę, uderzenie o książeczkę... i pewnie jeszcze jakieś, których nie pamiętam teraz. Leżaczek-bujaczek stoi już praktycznie nie używany, Mała albo jest na macie albo z nami przy stole w wysokim krzesełku. Próby dawania jej do leżaczka kończą się dźwiganiem się i zastyganiem w pozycji "półsiedzącej" co po chwili wywołuje irytacje. Krzesełko jest fajne, ale pilnujemy żeby była w nim raczej krócej niż dłużej, w końcu siedzenie nie jest jeszcze jej główną pozycją.

A jak już jesteśmy przy krzesełku to w przededniu skończenia 6 miesięcy Malutka zaczęła wykazywać zainteresowanie naszym jedzeniem. Wcześniej, owszem interesowały ją rzeczy na stole, ale było jej obojętne czy jest to coś zjadliwego czy nie. Jedzenie podawane do powąchania chętnie wąchała, ale buzia była zamknięta... do czasu jak pewnego dnia prawie chapnęła kawałek kanapki! No więc była pierwsza marchewka, ziemniak i dynia. Wszystko okazało się dla Małej zjadliwe, ale marchewka zdecydowanie wygrywa. Warzywa dostała ugotowane i pokrojone - z jedzeniem dała sobie pięknie radę. Dużo gorzej z koordynacją oko-ręka-buzia. Może właśnie dlatego tak polubiła marchewkę, bo najlepiej i najwygodniej się ją chwytało. Nie planujemy odstawiania od piersi na razie, choć teoretycznie od pierwszego niemlecznego posiłku mówi się o początku procesu odstawienia... jednak stałe pokarmy traktujemy jako coś ciekawego, nowe smaki - nic poza tym. Nie trzymamy się ściśle tego, że każdego dnia Mała musi dostać taki posiłek. Dla nas to dopiero początek przygody ze stałym jedzeniem. Zobaczymy dokąd nas to zaprowadzi?

Karmienie piersią ma się dobrze, choć miałam problem z zatorem, najpierw w jednej, potem w drugiej piersi. Wydaje mi się, że to głównie z tego powodu, że Mała o różnych porach budzi się w nocy i mój organizm nie umie sobie do końca poradzić z faktem, że raz karmię o 1 w nocy, a raz o 5... no i przyznam się bez bicia, że karmie w tych samych pozycjach i dopiero przy zatorze zaczęłam je zmieniać. Uwaga! Mała przestała ulewać! Znaczy zdarza się tu i ówdzie, ale już nie w takich ilościach i nie tak często. Kamień z serca, bo naprawdę mnie to niepokoiło.

Spanie przez większą część tego miesiąca było super, ale wraz z zębami przyszły złe złe noce... wiecie, najgorzej jak się człowiek przyzwyczai do czegoś dobrego! Mała zwykle w nocy budziła się raz... więc każda dodatkowa pobudka jest dla nas ciężka. Była i taka noc, gdzie przestałam liczyć i nie wiem czy spałam czy bardziej czuwałam... W ciągu dnia zwykle są dwie maksymalnie trzy drzemki - kombinujemy czasem jak koń pod górę, żeby się odbyły: a to na spacer, a to do nosidła... tak to już chyba będzie z tym spaniem w ciągu dnia... widocznie tyle jej wystarcza.

A zęby... no na dole dwie jedynki chyba rosną, czasem jestem pewna, że je widzę, ale może to tylko akie zgrubienie, a one się jeszcze nie przebiły?? Na górze dwie jedynki na pewno idą, dziąsła w tym miejscu są czerwone i takie jakby opuchnięte. Ślina wszędzie, palce cały czas w buzi. Trzeba to jakoś przetrzymać.

Zabawki! Ach, cudowny czas, kiedy do zabawy służy właściwie wszystko! Najlepsze są rzeczy, które mają jakąś inną fakturę, kolor lub kształt. Mała ćwiczy też intensywnie łapanie rzeczy kciukiem i palcem wskazującym (opcjonalnie kciukiem i resztą dłoni :) ), więc wszystkie wystające metki z zabawek są ciekawsze niż sama zabawka. Książeczki z grubymi stronami są super, bo można je żuć i łatwo da się obrócić w nich strony. Zabawa w "A kuku" wywołuje salwy śmiechu, tak samo jak podnoszenie do góry i obracanie w powietrzu. Uwielbia łapać się za swoje stopy, piszczeć i patrzeć w lustro - jak każda kobieta ;)

Pod względem wagi i wymiarów, to nie mam pojęcia, poza tym, że nosimy już prawie wyłącznie rozmiar 68. Ze spodniami jest różnie, 62 też są ok, ale bodziaki już tylko 68. Z fotelika samochodowego wyjęliśmy w końcu wkładkę dla noworodka (głównie z powodu kombinezonu zimowego), ale w gondolce ciągle jeszcze spory zapas miejsca.
Pojawia się coraz więcej włosków na głowie, ale nadal jest raczej w kategorii "łysolki", niektóre dzieci rodzą się z większą ilością włosów niż ona ma po pół roku. Nic to, jeszcze przyjdzie czas na warkoczyki!

Och, dużo tego, wybaczcie, ale PÓŁ ROKU to już nie przelewki!

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię tu zaglądać :)
    Pozdrawiam serdecznie.
    Asia

    OdpowiedzUsuń