wtorek, 21 stycznia 2014

"Przynajmniej wiecie, że macie dziecko"

Kiedy ponad miesiąc temu Mała zaczęła ząbkować i ktoś się nas pytał jak się mamy i jak Malutka odpowiadaliśmy szczerze: jest nam ciężko. Wydaje mi się (choć mogę to ocenić jedynie subiektywnie), że staraliśmy się nie narzekać, a raczej mówić jak jest, jak się czujemy, przez co jako rodzina przechodzimy.

I nagle, zupełnie różni ludzie zaczęli nam mówić: "przynajmniej wiecie, że macie dziecko", "teraz to wiecie, że macie dziecko", "prawidłowo, tak jest jak są dzieci". I powiem wam, że strasznie mnie to zaczęło irytować. Doskonale wiem, że mamy dziecko - wiem to kiedy się uśmiecha, kiedy śpi, kiedy się bawi, kiedy płacze, kiedy jej wychodzą zęby. Wiem, że jest z nami niezależnie od okoliczności. I cieszę się nią i jestem za nią Bogu wdzięczna i po nieprzespanych nocach z bolącymi plecami od noszenia jej i po spokojnej nocy.

Nie rozumiem dlaczego ludzie mówią takie rzeczy. Czy to dlatego, że sprawia im satysfakcję, że ktoś ma trudniejszy czas? Oni mieli ciężkie momenty gdy ich pociechy były małe, więc inni też je muszą mieć? Czy może chodzi o to, że w ich mniemaniu dzieci to "problemy"? Dopiero jak jest nam ciężko, to wiemy że z nami są? A może chodzi o to, że jako Polacy mało nawzajem się zachęcamy, motywujemy i wspieramy? Łatwiej jest powiedzieć "przynajmniej wiecie, że macie dziecko" niż "zobaczysz, z czasem będzie lepiej" albo "przykro mi, że wam ciężko, ale dacie radę".

I powiem wam, najmniej dobrych słów słyszę od innych rodziców... nie wiem, czemu tak jest. Czemu nie można się wspierać, pocieszać i mówić o swoich doświadczeniach, żeby innym choć trochę ulżyć? Dlaczego jeden rodzić drugiemu rodzicowi po miesiącu nieprzespanych nocy jest w stanie powiedzieć "przynajmniej wiesz, że masz dziecko" zamiast: "znam to, przeżyłem, wy też przeżyjecie". Może nie przeżył? Może ma dziecko, które jest niczym z reklamy pieluszek? Uśmiechnięte, suche, wyspane. Może. A może buduje fałszywy idealny obraz siebie i swojej rodziny? Tylko po co? I po co w takim razie pyta się nas jak się mamy i czujemy? 

Wychowywanie dzieci jest wyzwaniem. Wystarczająco trudnym, żeby jeszcze sobie wzajemnie dokładać. Wspierajmy się! Zachęcajmy się! Dzielmy doświadczeniem (i nie po to żeby komuś wytłuścić, że źle wychowuje swoje dziecko!!!). Czasem tak niewiele trzeba. Myślmy nad tym co mówimy i dlaczego to mówimy. Nie szerzymy zazdrości. A jeśli to ponad nasze siły, to po prostu nie pytajmy i nie komentujmy. Zostawmy to dla siebie. 

4 komentarze:

  1. brak slow na te komentarze. co odpowiadasz takim rodzicom?ja bym chyba nie wytrzymala i powiedziala cos bardzo niemilego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej nic nie odpowiadam, bo mi się same brzydkie rzeczy cisną na usta, a jak mam dobry humor to staram się to obrócić w żart w stylu: "ale zachęta z wasze strony", "nie ma jak słowa pocieszenia" itp. Co zrobić....

      Usuń
  2. Ja zetknęłam się z taką ludzką "życzliwością" w trakcie starań o dziecko. Zewsząd pytania, kiedy wreszcie zamierzamy zdecydować się na dziecko. Nawet od osób, które ledwo znam. Nie zastanowią się, że może ktoś ma trudną sytuację, albo stara się i niestety musi trochę dłużej poczekać, albo zwyczajnie nie chce mieć dziecka - i nie im osądzać taką osobę. Myślałam, że życzliwość takich ludzi kończy się na posiadaniu dzieci, a tu proszę. Złote myśli i cenne rady czekają człowieka także po porodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety "dobre rady" i "uprzejme uwagi" są na każdym etapie...a pytania o to "kiedy postaracie sie o dziecko" są dla mnie niepojete i często mam wrażenie, że ich motywacją w najmniejszym stopniu jest troska...

      Usuń