niedziela, 23 lutego 2014

Nasza córka ma osiem miesięcy

No i stało się na 8 miesięcy mamy mobilną córkę! Tak tak porusza się bardzo sprawnie raczkując po całym mieszkaniu. Nie straszne jej progi, nie straszne kojce z poduszek, przejdzie przez wszystko byle by tylko dostać się do obiektu pożądania (kable, kapcie, nogi rodziców, rzadziej jakaś zabawka). Najbardziej lubi spędzać czas właśnie w tej pozycji. Siedzenie jest fajne, ale na krótko - zaraz hop i znowu jest na czterech. Powoli zaczyna też wspinać się po naszych nogach, podnosić przy półkach - jednym słowem przygotowuje grunt pod pozycję spionizowaną.

Stan uzębienia dalej bez zmian - dwie dolne i dwie górne jedynki. Po pewnym czasie odpoczynku powróciło ślinienie się i rączki w buzi. Na razie nie nachalnie, na razie nie non-stop. Ale to jest zapowiedź nadchodzących kolejnych zębów. Już drżymy...

Ten miesiąc to też pierwszy sukces nocnikowy. Oczywiście Mała sama nie komunikuje nam, że chce na nocnik, ale wieczorem przed kąpielą sadzamy ją na chwilę, bo zauważyliśmy, że zwykle o tej porze sika. I rzeczywiście :) Mała jest lekko zdziwiona zaistniałą sytuacją, ale współpracuje i sika. 

Nie mogę nie napisać o katarze, który nas prześladował w tym miesiącu. Dwa tygodnie. Co to były za krzyki, co to było za niezadowolenie, co za cierpienie. Nasze i jej. Pierwszy prawdziwy (!) katar, nie jakieś tam lekkie smarki. Gluty, że hej. 

Katar wpłynął na spanie, budzenie się w nocy było na tapecie - nawet nie będę pisać co ile, bo już sama nie pamiętam - zlewa mi się to w jedną całość. Teraz jak jest dobra noc, to Mała obudzi się koło północy, a potem w okolicach szóstej. A jak jest kiepsko to pierwsza pobudka koło 22, potem jeszcze między 12 a 2, czasem koło 5... rzadko kiedy udaje nam się ją odłożyć z powrotem do spania bez karmienia. Zwykle po godzinie bezowocnych prób się poddajemy. Nie wiem czy to jest związane ze skokiem rozwojowym/z tym, że eksploruje przestrzeń i potrzebuje więcej bliskości i utulenia w nocy, czy rzeczywiście potrzebuje więcej mleka? Nie wiem i pewnie się nie dowiem, ale noce z jednym karmieniem to na razie przeszłość. Drzemki - był taki złoty okres (chyba spowodowany katarem i zmęczeniem) kiedy Mała wpadła w rytm dwóch drzemek po 50 minut. I to były takie drzemki, na które można było liczyć i coś sobie w tym czasie zaplanować. Zazdroszczę wszystkim matkom, których dzieci tak śpią w ciągu dnia. Zazdroszczę  bardzo. Bardzo bardzo. To był naprawdę piękny czas w naszym domu, tyle rzeczy, które można było zrobić! Kawy się spokojnie napić! I jakaś taka energia we mnie potem była, żeby dalej z Małą spędzać dzień. Przeminęło z wiatrem...nawet nie wiem, w którym momencie wróciło narzekanie przy drzemkach, niechęć do spania w łóżeczku i koniec... 

Jeśli chodzi o jedzenie to mamy w końcu ustaloną jedną porę w ciągu dnia, kiedy Mała dostaje posiłek. I w tym miesiącu starałam się żeby było to regularnie każdego dnia. I nie wiem cz to w wyniku tego, czy może zupełnie przypadkiem mieliśmy problemy z kupą. A właściwie z jej brakiem. Dwa pełne dni jej nie było, były za to śmierdzące pierdki. Przy czym nie widzieliśmy, żeby Mała się jakoś męczyła, spinała, próbowała robić a nie mogła - nie, nic z tych rzeczy. Na całe szczęście na trzeci dzień pielucha została zapełniona po brzegi, a my mieliśmy "kupę szczęścia". Mała dalej zjada chętnie wszystko, co dostanie - czasem więcej czasem mniej. Najmniejszym powodzeniem cieszy się ziemniak, chyba ze względu na konsystencję. Do popijania wprowadziliśmy wodę - szału nie ma, coś tam się napiję, ale bez większego przekonania. Mleko lepsze :)

Wyrasta już z ubranek 68 w szafie czeka już zastęp rozmiaru 74. I wydaje mi się też, że trochę jakby więcej ciałka nabrała, taka się bardziej "zbita" zrobiła. Ciężko mi to ocenić inaczej niż wizualnie, nie ważyliśmy jej w tym miesiącu. Ma też coraz więcej włosków! Kolor taki ciemny blond a czasem mieniący się w rudościach. Bardzo jestem ciekawa co z tego wyjdzie.

No i na koniec humory. Huśtawki nastrojów. Od radości do płaczu w mniej niż sekundę. Nie wiadomo o co chodzi i co się dzieje. Jakaś nowa twarz się pojawi to raz szeroki uśmiech, raz obojętność a czasem płacz. Bądź tu rodzicu mądry i pisz wiersze... ponoć istnieje coś takiego jak kryzys ósmego miesiąca spowodowany skokiem rozwojowym i może rzeczywiście coś jest na rzeczy. Bardzo męczące są takie dni, kiedy Mała na przemian ryczy i śmieje się, a ja z szaleństwem w oczach próbuję coś zrobić w domu.

Osiem miesięcy uczciliśmy niejako naszym pierwszym wyjazdem z domu nie do rodziny/znajomych tylko do pensjonatu. Spędziliśmy wspaniałe trzy dni, choć Mała bardzo różnie reagowała na spotkanych nowych ludzi. Jednak sam wypad uważamy za bardzo udany i cieszymy się, że mogliśmy pojechać w zupełnie dla niej nowe miejsce i obserwować jak na to reaguje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz