piątek, 7 marca 2014

5 rzeczy, które mnie denerwują w karmieniu piersią

Kto do mnie zagląda, ten wie, że jestem rękami i nogami za karmieniem piersią. Sama karmię piersią już prawie 9 miesięcy. Co niestety wcale nie oznacza, że jest to dla nas (mnie i Córy) proces bezproblemowy. Za nic bym z niego nie zrezygnowała, ALE muszę być szczera, są rzeczy, które mnie denerwują w karmieniu piersią.
  • przecieki/wycieki/plamy w wiadomych okolicach. Powodują, że muszę nosić wkładki laktacyjne, które doprowadzają mnie do szału i marzę kiedy będę mogła ubrać stanik "na gołą pierś".
  • ubieranie się pod karmienie piersią. Ile sukienek wisi w mojej szafie, ile tunik... niestety zupełnie nie nadających się dla matki karmiącej. Mam dość odkładania w sklepie rzeczy, które mi się podobają, bo i tak ich nie będę nosić! O umieraniu łańcuszków i wisiorków też nie ma mowy, Mała ciągnie je z taka siłą, że może je wbić w moją szyję albo zerwać.
  • sytuacji, kiedy nakarmiłam Małą z jednej piersi, a druga pozostaje widocznie większa, cięższa i wygląda to co najmniej dziwnie...
  • zęby Małej... od kiedy ma zęby sporadycznie zdarza się, że mnie ugryzie/podgryzie itp. Nigdy na szczęście nie stało się nic poważnego, ale koszmarne uczucie.
  • I na sam koniec: brakuje mi możliwości wypicia alkoholu. I tak już chyba w życiu jest, że kiedy nie można, to akurat  są same okazje i chciałoby się móc. I w wakacje marzyło mi się zimne piwo, potem wino do kolacji, teraz grzaniec...
No i po tej chwili słabości, zbieram się w sobie i idę karmić dalej ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz