piątek, 23 maja 2014

Kieszonkowe krzesełko turystyczne Pupus - recenzja

Pierwszy raz zobaczyłam je u Violianki na blogu KLIK. I od razu pomyślałam, że to genialny pomysł! Całkiem sporo jeździmy i wychodzimy z Malutką i nie raz mieliśmy problem z posadzeniem jej do krzesełka. A to dlatego, że nasza córa jest drobna i jak miała 7-8 miesięcy, to w wielu krzesełkach restauracyjnych po prostu pływała/zjeżdżała. W naszym krzesełku w domu (mamy Antylopkę z IKEI) miała specjalną poduszkę, żeby jej się wygodnie siedziało. Mieliśmy też sytuację, kiedy było tak dużo dzieci, że krzesełek zabrakło... Po drugie przy wizytach u rodziny i znajomych karmienie jej zawsze wymagało dwóch osób - jednej, która trzyma na kolanach (i ma na sobie całą treść obiadku...) a drugą, która karmi.


Kieszonkowe krzesełko turystyczne zabrzmiało obiecująco! Spodobało mi się, że jest małe i lekkie (zawsze jest u mnie w torbie, nie muszę o nim pamiętać, ani się zastanawiać czy je brać czy nie). Zawsze jest pod ręką. Resztki obiadkowo-przekąskowe nie są problemem, bo wrzucam je do pralki i po sprawie. Można go używać od 6go do 30 miesiąca.

Wygląda to tak (wybaczcie prosto z torby, nie prasowane...)
Poza Pupusiem takie samo krzesełko proponuje Koo-dii, różnica jest tylko w cenie: 39,50zł vs 65zł i kolorach (Kod-dii ma gładki i stonowany wzór, a Pupus jest kolorowy, wręcz jaskrawy). U nas zdecydowanie cena przeważyła za Pupusiem.

Krzesełko kupiliśmy w obu dostępnych wzorach (jeden poszedł na prezent dla znajomych) i kolory są piękne i żywe. Co do wykończenia i trwałości to mogło być lepiej - jakieś wystające nitki tu i ówdzie, ale co gorsza na pierwszym naszym wyjeździe cały jeden bok się rozpruł... Szczęśliwie byliśmy u mojej mamy, która zaraz wyjęła maszynę i to przeszyła, ale złe wrażenie pozostało. 

Jedna myśl nie daje mi spokoju jak tak patrzę na to krzesełko - oczami wyobraźni widzę jakąś zdesperowaną matkę, która pewnego dnia nie mogąc sobie poradzić z maluchem w kuchni przywiązała go własnym fartuchem do krzesła :D No nikt mi nie powie, że wykrojem nie przypomina kuchennego fartucha! 

Mamy szyjące, dla Was takie kieszonkowe krzesełko to byłby pryszcz - założę się! Wykrój prosty i w sumie nie dużo szycia... ja niestety do szycia mam dwie lewe ręce, zatem gotowe rozwiązanie w postaci krzesełka od Pupusia to dla mnie rewelacja.

Było z nami już w paru miejscach: mega wygodne i praktyczne. Kolejny nasz gadżet wyjazdowy, który sprawia, że podróże z Małą stają się łatwiejsze.

1 komentarz:

  1. Super, cieszę się, że i Wam podoba się to krzesełko. Choć czasem Hania mocno i skutecznie protestuje i nie chce w nim siedzieć, to lubię korzystać z niego, zwłaszcza na wyjazdach.

    OdpowiedzUsuń