wtorek, 13 maja 2014

Recenzja pieluszek z Mother-ease

Muszę być z wami szczera - nie lubię pieluszek formowanych. Nie mam do końca racjonalnego wytłumaczenia dlaczego... trochę mam wrażenie, że formowanki nasiąkają w całości i tworzą taki mokry kompres wokół pupy (taką mam wizję za każdym razem jak je zakładam Malutkiej). Jakoś nie przypadliśmy sobie z formowankami do gustu. Jednak szukałam czegoś super chłonnego na noc dla Córy i w moje ręce wpadły pieluchy z firmy Mother-ease. Mam dwie sztuki, jedna jest z bawełny organicznej, druga ze zwykłej. Są to one-size czyli starczają od 3,5 do 16 kg, rozmiar reguluje się za pomocą nap. Na pierwszy rzut oka pieluchy nie prezentują się jakoś rewelacyjnie, sprawiają wrażenie wielkich i lekko bezkształtnych i niestety na pupie Małej też tak wyglądały...


 

Co mi się w nich podoba:
  • są porządnie wykonane, dobrze wykończone
  • zapinanie na napy (możliwość zapięcia nap w pasie "na zakładkę")
  • opcja one-size
  • użycie bawełny organicznej - super sprawa dla wrażliwców.
Co mi się nie podoba:
  • są bardzo duże, naprawdę ogromne, na naszej 9kg córce wyglądają jakby miała ze 3 pieluchy na sobie. W ciągu dnia nie wyobrażam ich sobie używać.
  • na noc są dla nas za mało chłonne. Nie dają rady z wkładem z Milovi, nie dają rady z wkładem bambusowym. Zawsze przy nich jest jakiś mini wyciek, jakaś wilgotna piżamka. Z dodatkowym wkładem rozmiarem kwalifikują się do kategorii "pielucha pancerna". 
  • ciężko do nich dobrać otulacz. U nas pasował idealnie tylko Bambino Mio w największym rozmiarze 12-15 kg. Milovia jest za bardzo wycięta i nie przykrywa ich w całości. Otulaczy dedykowanych z Mother-ease nie miałam.
  • ich regularna cena to 53 zł za zwykłą białą bawełnianą pieluchę i 63 zł za pieluchę z bawełny organicznej. Do tego trzeba jeszcze doliczyć otulacz. I dodatkowe wkłady na noc. Wychodzi mało ekonomicznie.
Naprawdę chciałam, żeby się u nas sprawdziły. Pół roku się do nich przekonywałam, używałam, przekładałam w szufladach, ale jednak będziemy się z nimi rozstawać i odprzedawać. To będzie takie rozstanie kulturalne: "nie kocham cię, ale zostańmy przyjaciółmi" :) Może po prostu moje uprzedzenia do formowanek wzięły górę? A tak jakiemuś innemu mniej sikającemu dziecku lepiej posłużą :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz