sobota, 16 sierpnia 2014

Nasza córka ma 14 miesięcy

Nasza córka skończyła 14 miesięcy. To był zdecydowanie miesiąc pod znakiem palca. Wszystko pokazuje swoim małym wskazującym palcem. Zastanawiam się czasem czy ją ten paluch nie boli, bo 90 procent dnia jest biedak postawiony na baczność wskazując na przedmioty pożądania, rzeczy nie-do-sięgięcia małymi rączkami, rzeczy i osoby pierwszy raz widziane (w ogóle i danego dnia), rzeczy, które ma ochotę zjeść, zabawki, którymi chce żebyśmy się bawili, książki, które chce obejrzeć... i tak dalej i tak dalej. Zakwasy na paluchu murowane! Na dodatek, my rodzice nie ułatwiamy życia paluchowi i czasem trzeba nam coś dłużej pokazywać, czasem wielokrotnie, bo nie umiemy się połapać o co chodzi. Komunikacja słowna niestety nadal jest na poziomie "chińskim", natomiast brak naszego zrozumienia czasem powoduje irytację Malutkiej. Autentycznie widać jak się denerwuje, że nie podajemy tej rzeczy, którą chciała, że nie zrozumieliśmy o co chodzi i patrzy na nas tymi swoimi wielkimi oczami i wykrzykuje jakieś "słowa" wyjaśniające co i jak. 

Coraz częściej widzimy, że ma swoje zdanie: co ma ochotę zjeść (albo chociaż w jakiej kolejności), czym chce się bawić, z kim chce się bawić, kiedy ma ochotę wyjść na spacer (przynosi swoje buty) i zaczyna je zaznaczać. Niestety najczęściej krzykiem. Krzyk to też był motyw przewodni tego miesiąca - było go dużo i to często w taki natężeniu, że powietrze wibrowało. Nadal nie znaleźliśmy sposobu jak sobie z tym radzić, szczególnie, że oboje jesteśmy wrażliwi na wysokie tony i ból głowy gwarantowany...

Często nas w tym miesiącu zaskakiwała rzeczami, których jej nie uczyliśmy celowo, a które podłapała: to, że klucze się wsadza do dziurki, że jak słychać zamek w drzwiach to trzeba biec do przedpokoju, bo ktoś przyszedł... takie drobnostki, które uświadamiały nam, że dziecko widzi wszystko i wszędzie, a wychowywanie to proces, który trwa nawet wtedy, kiedy go sobie nie uświadamiamy.

Zaczyna świadomie naśladować dźwięki, które wydajemy - na przykład przy zabawie ze zwierzakami i powtarzaniu przez nas jak robi kura? ko ko ko, Malutka też robi ko ko ko. Szczytem tego była nasza ostatnia podróż autem: na tylnym siedzeniu Mała, a obok w transporterze nasz kocur, który zaczął już się domagać końca podróży i miauczauuuu. A Mała razem z nim! I to tak dobrze go naśladowała, że chwila minęła zanim się skapnęliśmy co się święci!

Wdrapuje się sama na kanapę, umie też z niej schodzić tyłem, je widelcem (!!!), jak mówimy, że trzeba założyć spodnie/skarpetki/buty to wyciąga i nadstawia nogi :), goni kota po mieszkaniu tak szybko, że biedak przychodzi już do nas na skargi... A Malutka się śmieje, przytula do naszych nóg i chyba wyczuwa, że jej to ujdzie płazem.

Nadal karmię piersią: rano (zwykle domaga się tak po 2-3 godzinach od pobudki i często po karmieniu albo w jego trakcie usypia) i wieczorem po kąpieli do spania. Bywają dni kiedy gdzieś się jeszcze w ciągu dnia upomni o karmienie, ale jest to coraz rzadziej. Nadal się pieluchujemy/nocnikujemy i końca nie widać, ale jakoś w tym miesiącu mi to nie przeszkadzało szczególnie. Każdy nocnikowy sukces cieszył.

Wydaje się być taka duża i taka rozwinięta w porównaniu do poprzednich miesięcy, że szok... i tak wiem, że tak mówią tylko stare ciotki-klotki, ale trudno! Tak jest i koniec! Malutka zmienia się tak, że czasem nie nadążam... A może prawda jest taka, że w sercu zawsze był ze mnie materiał na ciotkę-klotkę i rozwój Córy nie ma z tym nic wspólnego ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz