wtorek, 16 września 2014

Nasza córka ma 15 miesięcy

No więc Malutka 15 miesięcy temu zaczynała wychodzić na ten świat, a teraz... szok! W tym miesiącu post jest dla wytrwałych! Długi i soczysty, zróbcie sobie dobrej kawy albo herbaty zanim zaczniecie czytać!


Świetnie sobie radzi z wchodzeniem po schodach - do góry umie już się wspinać samodzielnie przy poręczy, a jak się zmęczy to na czworaka. Gorzej ze schodzeniem, gdyby jej nie złapać za rękę była by katastrofa. Mała niestety jest przekonana, że wchodzi i schodzi niczym himalaista na K2 i ma za nic wszelkie kwestie bezpieczeństwa, trzeba mieć refleks i 4 ręce żeby zapobiec katastrofie.
Coraz więcej mamy pieszych wycieczek, Mała jest zachwycona spacerowaniem zupełnie samodzielnym, niestety często w kierunku zupełnie odmiennym do zamierzonego. Małe nogi też dość szybko się nużą, ale nosidło albo nasze ręce zawsze w pogotowiu. W tym miesiącu nauczyła się też kręcić wokół własnej osi i robi piruety aż nie straci równowagi. Z innych popisów rodem z baletu zdarza jej się chodzić na samych czubkach palców oraz stawać w miejscu i bujać: przenosić ciężar ciała raz na pięty raz na place.

Nocnik - zrobię cały osobny wpis na ten temat, bo myślę, że warto. U nas poza nocnikiem pojawiła się nakładka na sedes, Małą ją zaakceptowała - podoba jej się chyba, że może korzystać z "dużego nocnika" jak mama, no i jest dodatkowy bajer w postaci spuszczania wody. Zdecydowanie lepiej jej idzie z sikaniem niż z robieniem kupy. Często kiedy orientujemy się, że będzie kupa jest już po sprawie albo jest w trakcie i nie zamierza dokończyć na nocniku. Pod względem pieluszkowym mieliśmy zagwózdkę ze względu na drzemkę Małej. Potrafiła przesikać wszystko - łącznie z tym, co normalnie ubieramy jej na noc. Wydaje mi się, że jest to kwestia tego, że idzie spać niedługo po śniadaniu (na którym pije), przed spaniem pije z piersi, a potem potrafi spać nawet 2,5 godziny... musiałam się przeprosić z formowankami, parę razy poszły też w ruch pampersy (resztki, które zostały nam z wyjazdów wakacyjnych) i nawet one nie potrafiły do końca zachować suchości ubrań jeśli dodatkowo pojawiła się kupa.

Spanie w nocy bez zmian - cała noc przespana, kładziemy ją między 19-20, budzi się między 6:30-7:30. Drzemka w ciągu dnia czasem jest, czasem nie ma. Problemem nie jest samo zasypianie ile odkładanie jej do łóżeczka. Czasem po prostu śpi na mnie, czasem odkładam ją i śpi dalej u siebie, czasem odkładam i się budzi -  jest po spaniu. Wtedy istnieje szansa, że zaśnie po południu - ale zwykle nie dłużej niż na godzinkę (a rano potrafi spać nawet 2,5h) w wózku w ogrodzie. Bywają dni, że w ogóle nie zaśnie.

Padły pierwsze słowa! Nie tylko powtarzanie sylab, ale pierwsze słowa, wypowiadane zgodnie ze swoim znaczeniem. Nie będzie jednak zaskoczenia: tata, mama, baba, lala (to najgorzej jej wychodzi, żeby powiedzieć "l" wystawia cały swój język), są też próby powiedzenia halo. Niesamowite jest to słyszeć i rozczula mnie każde powiedziane słowo. Mam wrażenie, że jej głos brzmi zupełnie inaczej kiedy wypowiada słowa, a kiedy sobie po prostu gaworzy.

Jak było o buzi to jeszcze koniecznie uzębienie - stan na dziś 11! Brakuje jej dolnej prawej czwórki, ale dziąsło jest dość pokaźnych rozmiarów, więc pewnie i ona pojawi się niedługo. Bardzo dużo rzeczy cały czas ląduje w buzi - dziś próbowała zjeść mrówki... na szczęście żadna jej nie ugryzła, widocznie połknęła tylko trochę ziemi :/

Jedzenie bez widelca albo łyżki w ręku nie ma opcji zjedzenia posiłku. I wcale nie dlatego, że ich używa. Po prostu trzyma w drugiej łapie! Nie no, czasem używa, ale z różnym skutkiem. Cały czas próbujemy przekonać ją do spożywania mięsa - czasem zje, czasem nie. Rybą ostatnio pluła na kilometr, ale widzę jak jej się zmieniają różne jej przyzwyczajenia, więc się tym jakoś szczególnie nie martwię. Karmię też piersią przed drzemką i spaniem. Do śniadania i kolacji dostaje herbatę ziołową, w ciągu dnia wodę. Sok jest traktowany jako deser.

Byliśmy też na szczepieniu, o którym dokładnie pisałam tutaj KLIK, Mała zniosła wszystko dzielnie, my trochę gorzej.  

Wróciła faza na huśtanie w huśtawce. Mała potrafi wziąć huśtawkę i przenieść ją przez całe nasze mieszkanie, złożyć u naszych stóp i głośno domagać się jej zawieszenia. I właściwie nie ma limitu czasu, który może w niej spędzić. Zapytana czy kończymy huśtanie za każdym razem gwałtownie kręci głową. Dobrze, że mamy haki wkręcone w też w futrynie kuchennych drzwi, bo dzięki temu nawet obiad mogę ugotować i pozmywać doskakując tylko co chwila, żeby bujnąć huśtawką. Tylko podłoga w kuchni na tym cierpi. Bardzo. 

Krzyk jest cały czas obecny, przeleci ptak za oknem, przebiegnie kot na podwórku, mama nie poda na czas kubka z piciem, coś się nie spodoba i jest krzyk. Pisk. Wrzask. Za każdym razem nas to zaskakuje z jaką łatwością ona to robi, właściwie bez problemu wchodzi na najwyższe rejestry. To są momenty kiedy nasza cierpliwość jest wystawiona na próbę. Nie zawsze zwycięską.

Złość też przewija się w tym miesiącu. Mała denerwuje się jak jej czegoś zabraniamy - otwierania szafki, w której są leki, jedzenia kociej karmy, kamieni - wiecie takie standardy. Kręci głową, krzyczy, macha rękami i tupie w miejscu. Żeby móc jej wytłumaczyć dlaczego jej zabraniamy trzeba ten atak złości przyjąć na klatę. Nic przyjemnego wam powiem... i znowu próba cierpliwości. I znowu nie zawsze zwycięska.

Jestem bardzo ciekawa co przyniosą najbliższe tygodnie, obserwowanie tych wszystkich zmian jest dla mnie fascynujące i cieszę się, że mogę w tym wszystkim towarzyszyć Malutkiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz