czwartek, 30 października 2014

NC+NK=WNM

Pamiętacie z podstawówki te napisy na boisku, na ławkach, na (o zgrozo!) ścianach łazienek? Jej inicjały, jego inicjały i przeróżne równania, które z tego mogły wyjść. Inicjały inicjałami, ale wszyscy im tak wiedzieli o kogo chodzi, nie? Osobiście nigdy mnie nikt z nikim nie "wypisał", co było osobistym dramatem 8-latki, i choć tak jak inne dziewczyny nic sobie z tego nie robiłam, to potajemnie bym się bardzo ucieszyła. Pamiętam jednak, że chłopcy mieli zgoła inne podejście do tego tematu i bardzo ich irytowało, kiedy lądowali "w serduszku" z jakąś dziewczyną. Uważali to za straszny przypał i darli łacha niemiłosiernie z każdego, kogo to spotkało.


Ostatnio wróciły te wspomnienia za sprawą Malutkiej. Nasza córka uwielbia naszego kota. Kocha go miłością pierwszą, stałą i niezmienną. Nasz kot natomiast, uważa że wraz z dniem, kiedy przynieśliśmy Małą ze szpitala skończyły się jego radosne dni na tym padole. 

Nasza córka+nasz kot=wielka niespełniona miłość.

Co tu dużo dodawać, zawody miłosne są ciężkie. Mała jednak się nie poddaje i próbuje zjednać sobie naszego kota. Jednak taktyka, którą przyjęła ma zupełnie odwrotny skutek.
Gdy tylko widzi futrzaka, zaczyna radośnie piszczeć i gestykulować, a już szczytem szczęścia jest jak uda jej się dotknąć miękkiego futra - wtedy piski mieszają się z parskaniem śmiechem. Kocur ucieka jak szybko umie.
Próbuje go "osaczyć" w miejscach, z których nie ma ucieczki:parapety, łóżko, szafki. Stoi i go ogląda lub co gorsze przynosi mu swoje ulubione zabawki i się nimi dzieli. Widzicie jak to wygląda oczami kota? Nadlatuje Mała, przyskrzynia go gdzieś w kącie i rzuca w niego zabawką. Kot ucieka lub przeraźliwie miauczy o pomoc.
Bawi się z nim w chowanego. Jeśli się gdzieś spotkają w mieszkaniu, kot próbuje ją obejść. Czasem schowa się za fotel, stół lub kanapę - jak to widzi Mała? Zabawa w chowanego! I zaczyna go gonić raz z jednej, raz z drugiej strony. Kot cudem ratuje życie i ucieka.
Nic tak nie łączy jak wspólny posiłek, Mała próbuje wyjadać suchą karmę z kocich misek oraz wrzucać różne przedmioty do miski z wodą. Kot czuje się zagrożony, że ktoś dobiera się do JEGO misek.

Nasz kot nigdy nie był typem towarzyskim. Chadzał swoimi drogami, nie lubił obcych w domu, często jak przychodzili goście to po prostu znikał. O pieszczoty to musieliśmy go prosić i łaskawca czasem nam na to pozwalał. Kiedy pojawiła się Malutka bardzo się jej bał, nie chciał jej powąchać, nie chciał do niej podejść, uciekał przed osobą, która ją miała na rękach. Po pewnym czasie nastąpił zwrot akcji, zaczął się przymilać i zabiegać o pieszczoty zawsze od osoby, która zajmowała się Małą. Przychodził do głaskania jak karmiłam piersią, ocierał się o nogi męża kiedy miał ją na rękach, do samej Małej się nie zbliżał, ale widać było, że już się jej nie boi. Zaczął też inaczej reagować na gości, pokazuje się, daje się głaskać, a nawet wskazuje im na kolana. Wieczorami chętnie przychodzi do nas na pieszczoty. Od kiedy Malutka zaczęła sprawnie się przemieszczać i doganiać go w naszym mieszkaniu, zaczęliśmy zwracać uwagę na to czy Mała nie "prześladuje" zbytnio kocura. Staramy się tłumaczyć, że kot boi się gwałtownych ruchów i wrzasków, że nie lubi jej zabawek i nie je naszego jedzenia. Na razie wielkich osiągnięć nie mamy, więc nie wróżę temu związkowi świetlanej przyszłości. Widzę natomiast jak Mała jest zafascynowana kotem, tym co robi, jak się rusza, jaki jest. Niesamowite jest widzieć jak odkrywa, że zwierzę jest częścią naszego domu, a zarazem jest tak inne od nas

Trochę mi szkoda, że taka niezgrana z nich para. Tyle się pięknych zdjęć dzieci i kotów naoglądałam, tyle się historii o wspólnym spaniu i zabawach naczytałam, a tu nici!
Dużo osób pytało się nas czy się nie boimy, że kot zrobi coś Małej. Znaliśmy swojego kocura i nie mieliśmy takich obaw, ale zasada ograniczonego zaufania do relacji zwierzę-dziecko to podstawa. Dzieci są nieobliczalne, a zwierzęta często reagują instynktownie. Obserwowaliśmy go od początku i widzieliśmy, że schodzi jej z drogi, nigdy nie podniósł na nią łapy, parę razy syknął (co jest zawsze dla mnie sygnałem, że trzeba Małą zająć czymś innym), na tym etapie staramy się bardziej jemu zapewnić komfort niż boimy się o jej bezpieczeństwo. Mam też nadzieję, że jak Malutka podrośnie to będziemy mogli jej lepiej wytłumaczyć jak należy obchodzić się z kotem.

A u was jak jest z futrzakami i dziećmi?

4 komentarze:

  1. Świetny post! Taki na poprawę humoru :) Nas to dopiero czeka, bo Synek ma 8 miesięcy, ale już teraz jak tylko widzi kota to oczy mu się świecą. I próbuje do niego dopełznąć. A kot w większości ucieka, trzyma się na odległość, a jak już dojdzie do bliższych spotkań to ma więcej cierpliwości do Michałka niż do nas. Ale jak ma dość to markuje ugryzienie - dotyka zębami ubranka synka, on tego nie rozumie jeszcze, ale ja wiem, że trzeba szybko zakończyć integrację. Przypuszczam, że nie obejdzie się w przyszłości bez kilku drapnięć - ale sądzę, że tylko w ten sposób syn szybko zrozumie, że kot to nie lalka. Oczywiście trzeba trzymać rękę na pulsie przez cały czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też myślę, że bez jakiś drapnięć się nie obejdzie. Widziałam u Was zdjęcia jak kot pozwala się Michałkowi zbliżyć - u nas nie do pomyślenia!!! Zazdraszczam!

      Usuń
    2. Po utracie kilku garści sierści w ostatnich dniach już sobie tak nie pozwala ;) Może zapomni za jakiś czas i znowu pozwoli do siebie podejść. Tłumaczę synkowi, że nie wolno wyrywać kotkowi włosów, ale na razie jeszcze nie rozumie, albo się nie stosuje, zresztą podobnie jest z targaniem mamy za włosy.

      Usuń
    3. Haha, biedaczek! Nasz kocur to jest pamiętliwa bestia!

      Usuń