piątek, 21 listopada 2014

Nasza córka ma 17 miesięcy!

ten miesiąc kończymy niestety z infekcją wirusową w domu. Zaczęło się od mojego męża, a teraz przeszło na Malutką. Mam tylko nadzieję, że mnie się uda ochronić, bo wszelkie choróbska w ciąży są k o s z m a r e m. 

Ale Mała! Poszerza swoje możliwości komunikacyjne: śmialiśmy się, że miała w tym miesiącu swoje pierwsze zdanie: "mama tam" ;) Widzę, że gdzieś tam kiełkuje w jej głowie opcja, że można by te słowa, które zna ze sobą łączyć.
Słów zna już coraz więcej, zaskakuje mnie ich dobór, bo mówi: czytać a nie powie kot... no cóż - widocznie każde dziecko ma swój system. Mam też wrażenie, że gadamy do niej cały czas. Cokolwiek robię, mówię jej co takiego robię i po co, i w jaki sposób. Widzę, że pomaga jej to potem kojarzyć lepiej rzeczy. Ot przykład chorobowy: chusteczki. Biorę chusteczki i mówię: to jest chusteczka, mama używa jej do wycierania nosa kiedy ma katar, teraz mama wytrze twój nosek, bo masz katar i tak blalbalablabla. Pod koniec dnia z przyjemnością sobie milczę ;)

W tempie ekspresowym koduje informacje, czasem wystarczy jej coś pokazać raz: dmuchanie na ciepłe jedzenie (teraz dmucha na każdą kanapkę i na rurę od kaloryfera...), podlewanie kwiatka, wyrzucanie papierka do kosza itp. Wszystko zapamiętuję i powtarza. Największy szok jest wtedy, kiedy nie pokazywaliśmy czegoś celowo :)

Ten miesiąc był też wyjątkowy, ponieważ zakończyła się nasza wspólna droga mleczna. Odstawiłam Malutką od piersi. Nie planowałam tego w ten sposób, myślałam, że w związku z tym, że karmiłam ją tylko przed spaniem i to stosunkowo krótko, że "dociągniemy" prawie do dwóch lat. Jednak (chyba za sprawą hormonów ciążowych) coś się zmieniło w tym jak odczuwałam to karmienie, uczucie było straszne, ciężkie do opisania, psychicznie czułam się z tym źle i tylko liczyłam minuty do końca karmienia. Początkowo myślałam, że to tylko taka faza, że samo minie, ale niestety nie. Wtedy stwierdziłam: koniec. Chociaż spróbuję odstawić - plan był taki, że mąż przejmie usypianie, a ja w tym czasie będę odciągać pokarm - po pierwsze, żeby nadal go dodawać do porannego jedzenia, a po drugie gdyby Malutka mocno protestowała, żeby móc jednak spróbować ponownie ją przystawić. Mała o dziwo nie protestowała ani przy usypianiu, ani w ciągu dnia nie domagała się piersi. Poranną owsiankę zajadała za to z wielkim smakiem. I tak to trwało przez jakieś dwa tygodnie, jednak moje zasoby (które były już naprawdę malutkie) zaczęły się kurczyć, piersi średnio odpowiadały na laktator i każdego dnia udawało się odciągnąć mniej i mniej. Z samego procesu odstawiania jestem bardzo zadowolona, choć przyznam, że marzyło mi się "samoodstawienie". Cieszę się jednak, że Mała tak dobrze to przyjęła, odbieram to jako sygnał, że nie było to za wcześnie. Teraz spokojnie mogę ją też usypiać i nie domaga się piersi. Gdyby, któraś z was się bała, że długie karmienie oznacza ciężkie rozstanie z piersią to naprawdę nie musi tak być.

Drzemki nadal odbywają się tylko na nas. Nie jestem z tego powodu zbytnio zadowolona, ale jest jak jest. Pod względem zębów bez zmian, tak samo bez zmian sprawa nocnikowo-pieluchowa, raz się uda, raz się nie uda.

Dużo frajdy w tym miesiącu sprawiły nam wyjazdy, byliśmy w ZOO i w górach, i u babci. Świetnie się Małą obserwuje w takich sytuacjach i choć nie zawsze jest takie podróżowanie łatwe, to jednak czuję, że warto. I dla niej i dla nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz