piątek, 9 stycznia 2015

18 tydzień ciąży (plany odnośnie porodu i nadal boli...)

Mój 18 tydzień ciąży z Malutką wspominam bardzo źle, możecie o nim przeczytać tutaj KLIK, więc tym razem jest całkiem spokojnie, niemniej jednak...

dalej pod znakiem bólu i uczucia nacisku/ucisku na krocze, zauważyłam, że jedyne co pomaga to odpoczynek. Zupełny i totalny. Im więcej mogę poleżeć, posiedzieć tym lepiej się czuję i tym mniej boli kolejnego dnia. Tylko jak to zrobić mając 1,5 roczną bardzo żywą córkę? :) Podnosząc ją czuje jak to uczucie się nasila, wyjście z nią na spacer jest wyzwaniem, po którym czuję się wykończona, a codzienne obowiązki domowe stają się trudniejsze. 
Piersi nadal wrażliwe - Malutka kopnęła mnie kilka razy przy zmianie pieluszki i myślałam, że padnę. Nic przyjemnego.

Brzuszek pięknie rośnie i wiecie, czuję się ze sobą w ciąży naprawdę dobrze. Wcale mi nie przeszkadzają zmiany w moim ciele, ciesze się z nich i lubię to, jak wyglądam w ciąży. Lubię podkreślać brzuszek, lubię się "stroić", naprawdę czuję się dobrze i pięknie w tej odsłonie. Dla mnie najtrudniejszy czas pod względem akceptacji siebie i swojego wyglądu to chyba połóg. No i może ten etap ciąży, kiedy wygląda jakbym przytyła 5kg/spuchła, a nie była w ciąży (wiecie, ubrania ciążowe są za duże, a te zwykle są jakby trochę przyciasne...).

Ten tydzień upłynął też pod znakiem naszych planów porodowych i tego, co byśmy chcieli. Wiecie, że po urodzeniu Małej przeprowadziliśmy się w zupełnie inne miejsce i niestety nie mogę już rodzić w tym szpitalu, w którym rodziłam. A te, które są tutaj... nie odpowiadają nam pod względem polityki, która prowadzą, nakazów/zakazów i mają też nie najlepsze opinie i statystki. Zastanawialiśmy się też jak to wszystko zorganizujemy pod względem opieki nad Malutką (najbliższa rodzina mieszka 1,5h drogi od nas i nie ma własnego transportu, a nie mamy tu żadnych bliskich znajomych). I tak te nasze rozmowy się toczyły i toczyły co tu zrobić. Gdzieś między tym wszystkim wpadł nam pomysł porodu w domu z położną. Wyszukiwałam na ten temat sporo informacji, jak to wygląda w praktyce, czy jest w naszej okolicy położna, która się tym zajmuję itp. Udało mi się znaleźć taką osobę i w tym tygodniu się z nią skontaktowałam, dowiedziałam się, że nasze miejsce zamieszkania jest jeszcze przez nią "obsługiwane", że okolice naszego terminu ma wolne i dostałam od niej ankietę do wypełnienia, która ma wstępnie w ogóle pokazać czy mamy szansę na poród w domu (w takiej sytuacji ciąża musi być zdrowa bez komplikacji itp). Ankieta była dłuuuuga i wypełnialiśmy ją trzy dni, ale już jest odesłana i czekamy na informację od niej, czy jest sens się spotykać i rozmawiać czy już na podstawie tych informacji, które przekazaliśmy nie kwalifikujemy się. My sami nie jesteśmy jeszcze zdecydowani, jest to po prostu jedna z opcji, którą rozważamy i chcemy się dokładnie dowiedzieć jak to wygląda od strony organizacyjnej, zdrowotnej, finansowej. Nie jest powiedziane, że się zdecydujemy na poród domowy. Poważnie o tym myślimy. Zobaczymy, co będzie dalej.

5 komentarzy:

  1. Poród domowy wyobrażam sobie jako coś bardzo komfortowego. Przyjemne, domowe warunki, bliscy, położna, ale z drugiej strony strach, bo wiadomo szpitalne warunki pod względem wyposażenia medycznego biją na głowę warunki domowe, ale są ludzie, którzy pewni są swego, są przekonani, że dadzą radę, więc jak najbardziej...Mój ginekolog, kiedyś mi powiedział, że kobieta ze zdrową ciążą, bez żadnych komplikacji może nawet urodzić w ławce w parku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno nie jest opcja dla każdego (sami jeszcze nie wiemy czy jest dla nas). Nie lekceważmy możliwych komplikacji, na pewno będziemy rozmawiać o tym jak to wyglada,transfer do szpitala itp. Z drugiej strony juz raz rodziłam, bez znieczuleń i innych interwencji medycznych, wiec pod tym względem wiem, że dam radę :) na dzien dzisiejszy bardziej przeraża mnie najbliższy szpital,który ma prawie 50% cesarskich cięć i 60% nacięć krocza! I to jest szpital o I stopniu referencyjności, więc nie przyjmują tam żadnych trudnych przypadków....zobaczymy jak to będzie,oczywistym jest, że najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo Groszka i zrobimy, co bedzie trzeba :)

      Usuń
  2. Miało być na ławce w parku :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem dopiero w 16tc (według daty ostatniej miesiączki liczę) i JUŻ czuję wspomniany przez Ciebie nacisk/ucisk na krocze, gdy się nachodzę i jestem zmęczona. Sama nie wiem, czy to nie za wcześnie. Ale to nie jest jakiś tępy ból, delikatnie, ale odczuwać coś takiego pod koniec dnia (nie codziennie).
    Poród domowy powiadasz.. nie mam nic przeciw decyzjom przyszłych matek na poród w domu, ich sprawa, ich podejście. Skoro tak im wygodniej, przytulniej, bezpieczniej się czują - czemu nie:-) Osobiście wolę szpitalne łóżko. O mały włosiczek, a dwójkę synów urodziłabym mężowi w aucie podczas jazdy na ostatnią chwilę do szpitala.. ufff, zdążyliśmy, ale ledwo, ledwo.. :-) Jestem zdania, że jak ciąża zdrowa, to urodzę choćby na chodniku (Boże uchowaj;)) i mimo wielu złych opinii na temat moich tutejszych położnych, decyduję sie własnie rodzić w tym niedobrym;) szpitalu. O, takam odważna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zdania, że urodzę choćby i szpitalu o fatalnej renomie, statystykach i niemiłych lekarzach- i jak będzie trzeba, to tak właśnie zrobię (Boże uchowaj ;)), ale skoro istnieje inna opcja, to chcę choćby się dowiedzieć jak to naprawdę wygląda pod względem organizacyjnym/zdrowotnym/finansowym itp. A nie tylko z informacji typu: "jedna pani drugiej pani powiedziała tak..." Zobaczymy jak to się dalej potoczy i co z tego wyjdzie.
      A ten uciski, kurcze u mnie wydaje mi się, że to jest po prostu osłabienie moich mięśni po poprzedniej ciąży, nie trzymają już tak dobrze i dlatego...Groszek przecież jest jeszcze za Malutki żebym tak odczuwała jego ciężar... zobaczymy co powie na to mój lekarz...

      Usuń