wtorek, 13 stycznia 2015

Czemu bycie w ciąży bywa trudne?

Bywa trudne z powodów obiektywnych: kiedy leży się na patologii ciąży, bywa trudne kiedy, kiedy trzeba zrezygnować z jakiś propozycji zawodowych albo towarzyskich, ale bywa też trudne ze względu na oczekiwania ludzi wokół nas.

Jak mówi slogan: ciąża to nie choroba. Co racja to, racja.

Hormony szaleją, ciało się zmienia, czasem wydaje mi się, jakbym ciągle była przed okresem i trwał niekończący się PMS. Czasem w nocy nie śpię: bo coś boli, bo niewygodnie, bo Groszek urządził sobie imprezę i kopie na całego, bo bezsenność ciążowa. W ciągu dnia szybko się męczę, często jestem głodna (do stanu, że jestem już z głodu zła), a obowiązki czekają. 
Czasem odpuszczam, bo już nie mogę. Czasem zaciskam zęby i robię, co mam zrobić. Czasem mam świetny dzień i dobry humor, więc staram się to wykorzystać do granic możliwości. 

I to Maleństwo jest warte tego, żeby przez to wszystko przejść. Każdej rzeczy, każdej chwili. Na nic tego bym nie zamieniła. Ale ludzie wokoło mnie myślą, że nic się przecież nie zmieniło, dlaczego znowu ma humory, czemu znowu jest zmęczona, dlaczego nie ma ochoty, wymawia się ciążą. Ja się zmieniam, też pod względem emocjonalnym, ale większość osób nie ma takiej świadomości. Ciąża to nie tylko fizjonomia, to też wielkie emocjonalne tornado. 
W ciąży zmienia się tak wiele, tak wiele emocji, tak wiele radość, tak wiele trudu. I nie tylko rosnący brzuszek jest tego wyznacznikiem. 

Wiecie, ja osobiście w ciąży nie oczekuje, żeby ktoś mnie wyręczał czy odciążał z moich obowiązków. To jest miłe, ale dam sobie radę bez tego. Ja chcę uwagi, wyrozumiałości i czułości w tym czasie. Chcę czuć, że otaczają mnie ludzie życzliwi, że moje otoczenie jest kochające i bezpieczne. A to nie ma nic wspólnego z tym czy ktoś zrobi za mnie zakupy albo wyprasuje. 

Zmian emocjonalnych nie widać, a te fizyczne wręcz przeciwnie, więc łatwiej skupić się na tym i tu wiele można znaleźć wsparcia i zrozumienia ("odpocznij sobie", "nie przemęczaj się", "ja to zrobię"). A czasem wystarczy tylko utulić, powiedzieć, że będzie dobrze i żadna pomoc "fizyczna" nie jest potrzebna.

Dobrze, że to już połowa za, jeszcze "tylko" baby blues i koniec...
;)

4 komentarze:

  1. Mnie w ciąży najbardziej denerwowało, kiedy wszyscy naokoło mówili mi, co mam jeść, czego nie jeść. Grrr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to spotkało, może nie w takim natężeniu, ale musiałam się tłumaczyć z kawy, z sera pleśniowego (z mleka pasteryzowanego), odmawiać kilkakrotnie alkoholu ("choć łyczka winka nie chcesz?")...

      Usuń
  2. Witaj! :)
    ja jestem teraz dopiero w 13 tyg. ale od początku miałam małe przejścia (krwawienia). Mnie z kolei wkurza to, że chwilowo jestem na zwolnieniu L4 a moja szefowa to jakoś to odbiera jakby lekarz grubo przesadzał z tą ostrożnością! Grrrr.... Ja tu myślałam, że dziecko straciłam i mam się oszczędzać a tu ktoś cały czas Ci coś takiego sugeruje to szlag Cię trafia! Teraz już jest wzytsko dobrze i jak nie będzie przeciwwskazań to od lutego chcę wrócić i "posprzątać" po sobie zanim pójdę na macierzyński... Także bardzo dobrze Cię rozumiem. Niektórzy to nie wiedzą co przeżywa kobieta w ciąży ;)
    Pozdrawiam
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, przykro mi bardzo, że już od początku takie stresy! Pamiętam bardzo dobrze jak przeżyłam te krwawienia w ciąży z Malutką...wariowałam ze zmartwienia. Przykra sprawa z tą pracą, w sumie często się spotykam z takim podejściem, że jak kobieta jest w ciąży na L4 to symulantka i naciągaczka. Przykre bardzo... najważniejsze to myśleć o swoim i Maluszka zdrowiu, a resztą się starać nie przejmować...

      Usuń