czwartek, 15 stycznia 2015

Jak w beznadziejnie głupi sposób zniszczyć wełniany otulacz?

To już druga odsłona poradnika - w pierwszej pokazałam jak łatwo i szybko można się pozbyć pieluszki typu kieszonka KLIK. Dziś o wełnianym otulaczu. pamiętacie moją paczkę od Puppi KLIK? A moją recenzję KLIK? Z powodzeniem używaliśmy naszych dwóch otulaczy (w sumie ten wpis może być dowodem na to, że rzeczywiście były w użyciu), aż pewnego pięknego dnia zielony otulacz, wybaczcie to dosłownie określenie, trafił szlag.
No więc szybki tutorial jak to zrobić: Założyć dziecku suchą pieluszkę razem z wełnianym otulaczem. Dziecko powinno zrobić kupę, kupa jest najbardziej pożądana, ponieważ jest spora szansa, że gdzieś zabrudzi otulacz. Jeśli nie było kupy, to zakładamy usilnie ten sam otulacz do momentu jego ubrudzenia lub kompletnego przemoczenia.
Następnie bieżemy ubrudzony (opcjonalnie przesikany) otulacz zabieramy do łazienki z zamiarem wyczyszczenia i po usunięciu grubszych zanieczyszczeń wrzucamy, jakby nigdy nic, razem z wkładem do wiaderka z brudnymi pieluchami.
Najlepiej jeśli w tym momencie zupełnie zapomnimy o całej sprawie i kiedy nadejdzie dzień prania pieluch - wrzucamy całą zawartość wiaderka prosto do pralki. Ustawiamy płukanie, a potem program prania (najlepiej jeszcze w 60 stopniach, aby cała akcja na pewno została zwieńczona powodzeniem). 

Dzięki temu uzyskujemy mniej więcej taki efekt. Dodatkowo moje wkłady z pieluszek Charlie Banana uzyskały lekko zielony kolor w odcieniu wełnianego otulacza (sprał się po paru poradniach sam). Ja natomiast uzyskałam lekko wypłowiały, zgręplowany wełniany otulacz, nadal w swoim kształcie (zupełnie tego nie gwarantuje przy otulaczach robionych na drutach albo takich wełnianych gatkach), jednak odrobinę skurczony. Tadam! Widzicie jakie to łatwe? 

Tak już na poważnie to nie wiem do końca jak ten otulacz trafił do prania. Żadne z nas sobie tej sytuacji nie przypomina, ale mniejsza o to. Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądała akcja ratowania tego otulacza i co można w takich sytuacjach zrobić wyczekujcie najbliższych postów :)
plama też się załapała na zdjęcie...


I nie, nie będzie to już otulacz one-size, a raczej newborn, ale nadal jest szansa, że będzie spełniał swoje funkcje.

Tu możecie zobaczyć jak wygląda w porównaniu do nieskurcznego otulacza.

4 komentarze:

  1. Hahahaha, o matko! No wspołczuję Ci ale wypadki przy pracy każdemu się zdarzają :)
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nic tylko się śmiać z siebie samej i pisać o tym, żeby inni wiedzieli, że tak się czasem zdarza! "Prozak życia" jak to mówią ;D

      Usuń
  2. Oj..., No zdarza się najlepszym, u nas też kiedyś jeden wełniak trafił do prania na 60 stopni, ale noworodkowy, więc po praniu powstała pieluszka dla lalek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      Uff , dobrze wiedziec, że nie jestem sama. Niedługo będziemy testować czy po "akcji ratowniczej" sprawdzi się u noworodka.

      Usuń