sobota, 10 stycznia 2015

Wdzięczna

W książeczce zdrowia dziecka Malutka ma taki certyfikat. W szpitalu została przebadana dobę po urodzeniu i na szczęście okazało się, że słuch ma w porządku. I wiecie, dopiero po wypisie ze szpitala, jak dostałam tą książeczkę, to się dowiedziałam, że to nie jest standardowa procedura - że są miejsca, w których takich przesiewowych badań się nie robi, a w tym, w którym ja rodziłam robi się je dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Możecie powiedzieć wielkie mi rzeczy, mamy po prostu beznadziejną służbę zdrowia, która sama nie potrafi sobie poradzić zakupem sprzętu i w każdym cywilizowanym kraju takie badania należą się człowiekowi jak psu buda. Ot takie polskie podejście - należy mi się i tyle. Postawa roszczeniowa. Niech państwo da, skoro płacimy składki.

Chcę się podzielić z Wami historią Amy i jej synka Euana. Wiecie pewnie, że uwielbiam YouTube i oglądam z zamiłowaniem wiele anglojęzycznych vlogujących matek. W sumie bardziej się orientuje w tym, co się dzieje na YouTube niż w polskiej blogosferze, ale ale do rzeczy. Link do kanału Amy jest tutaj KLIK, nie nagrywa już tak regularnie jak kiedyś, ale ma sporo ciekawych filmów o pieluchach wielorazowych, staraniach o dziecko, vlogów ciążowych itp.  Amy była zaniepokojna, że Euan w wieku 13 miesięcy nie mówi - żadnego słowa, wydawał raczej pojedyńcze dźwięki, nawet nie bardzo można to nazwać gaworzeniem. Zadzwoniła więc do lokalnej klinki specjalizującej się w zaburzeniach mowy i słuchu i dowiedziała się, że na wizytę czeka się rok (brzmi znajomo, nie?). W końcu dostała telefon, że zapraszają ich na badanie słuchu - co ją dość zdziwiło, bo uważała, że to nie ma związku z jego mową. Była to jednak standardowa procedura i... Euan nie przeszedł tego testu. Ostatecznie okazało się, że ma niedosłuch i to powodowało zaburzenia mowy. Natomiast niedosłuch nie był na tyle duży, żeby rodzice zorientowali się, że chłopiec ma problemy ze słuchem.
Dla anglojęzycznych wrzucam filmik, w którym Amy dokładnie opisuje sytuację. I drugi, w którym opisuje jak zmieniła się sytuacja w momencie kiedy założono mu aparaty słuchowe i w jego rozwój w wieku dwóch lat.

Wiecie, zanim obejrzałam te filmy wydawało mi się niemożliwym żeby przeoczyć coś takiego jak wada słuchu u swojego dziecka. Jednak im dłużej o tym myślałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że ta nie jest - a już szczególnie w przypadku niedosłuchu, kiedy dziecko reaguje na pewne dźwięki i hałasy. Gdyby Euan miał zrobione testy wcześniej i założone aparaty mógłby rozwijać się pod względem mowy tak, jak jego rówieśnicy. Teraz nadrabia w tempie ekspresowym, ale wymaga to nakładu pracy zarówno od niego jak i jego rodziców.

Patrzę w książeczkę zdrowia Małej gdzie na pierwszej stronie wklejone są kolorowe Anioły Orkiestry, gdzie są podane daty badania słuchu i jestem wdzięczna, że komuś się kiedyś zachciało coś zrobić. Dzięki temu moja córka miała zrobione badania zanim się dowiedziałam jak istotne to może być dla jej rozwoju, zanim minęło kilka miesięcy i musiałabym się zmierzyć z tym problemem. I wiecie, tak bez wielkich słów, bez deklaracji, bez opowiadania się po jakiś stronach, bez ideologicznych dysput dorzucę się i w tym roku do skarbonki. Mam nadzieję, że dzięki temu inni rodzice będą mogli patrzeć w książeczki zdrowia ich dzieci, w inkubatory, w każdy inny sprzęt w szpitalu i być wdzięczni, tak jak ja.

2 komentarze:

  1. Byłam przez dobrych parę lat wolontariuszką i ganiałam z puszką, bo uważałam, że to słuszne. Ale teraz coraz mniej odpowiada mi formuła organizacji WOŚP - może nie, że jestem przeciwko, ale wydaje mi się, że wielka impreza wokół wydarzenia przerosła samą ideę. To super, że w szpitalach jest ten sprzęt i dostrzega się ludzi potrzebujących, ale rośnie mi świadomość tego ile kosztuje promocja całej akcji i wydaje mi się, że w samych początkach było to wszystko bardziej amatorskie, trochę na wariata, ale bez takiego ostrego lansu. Może to jakaś nostalgia, ale coraz więcej widzę w WOŚPie autokreacji, jakby marketingowo przesadzili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie brałam udziału w WOŚP od "środka", może to też zmienia perspektywę. Na pewno 23lata temu było inaczej, inne były też oczekiwania ludzi i sposób robienia takich imprez - też pod względem marketingowym. Co innego ludzi przyciągało do brania udziału w takich imprezach i co innego ich przyciąga dziś. Dla mnie dalej liczy się efekt-czyli to, że po raz kolejny udaje im się kupić potrzebny sprzęt, i że wiele dzieci (w tym moje) mogło z niego skorzystać.

      Usuń