piątek, 20 lutego 2015

Akcja ratowania wełnianego otulacza i jak zrobić lanolinowanie

Moja historia z wełnianymi otulaczami zaczęła się stosunkowo niedawno i jak wiecie zaczynałam z różnymi obawami KLIK, potem tak nam się spodobało, że dokupiliśmy kolejną sztukę i od tego momentu były w ciągłym użyciu, aż do pewnego feralnego wypadku, o którym pisałam tu KLIK.

Akcja ratownicza
Postanowiłam się tak łatwo nie poddawać i odratować zielony otulacz. Ta metoda może nie sprawdzić się we wszystkich przypadkach, u nas dała radę. Po pierwsze co się stało, to się nie odstanie. Z takim nastawieniem należ rozpocząć akcję ratującą. U nas wiadome było, że otulacz skurczył się na tyle, że one-size już z niego nie zrobimy, ale może być dobrym otulaczem noworodkowym i może trochę ponad ten czas. Wełna się lekko zgręplowała (tak to się mówi, nie?) i faktura otulacza z takiej aksamitnie gładkie zrobiła się niemile pofałdowana, stracił też swój soczysty kolor, no i oczywiście wypłukała się cała lanolina, więc przeciekał. Zaczęłam od dokładnego wymycia i wypłukania swojego zlewu kuchennego, w którym najwygodniej mi było przeprowadzić całą akcję. Nalałam letniej wody (takiej jak do kąpieli maluszka) i zamoczyłam otulacz. Temperatura wody jest o tyle ważna, że wełna nie przepada z wodą gorącą, ale też za drastyczną zmianą temperatury (zimno/ciepło). Następnie wzięłam swoją odżywkę do włosów (mniej więcej wielkość małego orzecha włoskiego) i rozprowadziłam na otulaczu. Potem delikatnie go wymiętosiłam w tej odżywce i wodzie. Wełna zrobiła się milsza w dotyku, mniej pofałdowana, zaczął się lepiej układać. Zostawiłam go na dłuższą chwilę w tej wodzie z odżywką, potem wypłukałam pod bieżącą letnią wodą. Należy unikać tarcia, tarmoszenia i mocnego wykręcania otulaczy wełnianych (tak, tak... mówię to, ja która go wyprała w pralce...). Dobrze wypłukałam zlew i przeszłam do lanolinowania.

Lanolinowanie
Dotyczyło obu moich otulaczy. Pierwszą ważną sprawą jest to, żeby otulacz był czysty (ja do prania używam delikatnego szamponu z Alterry, który zabrałam mężowi). Potem nalałam do zlewu letniej wody, nie dużo - tak aby przykryła otulacze. A w osobnej małej miseczce przygotowałam sobie jedną stołową łyżkę lanoliny. Użyłam najzwyklejszej lanoliny do brodawek Medela PureLan. Musicie zwrócić uwagę, żeby była to czysta lanolina (100% lanoliny). Zalałam ją wrzątkiem i dokładnie wymieszałam aż do całkowitego rozpuszczenia się (to ważne, bo bardzo niewygodnie jest walczyć z grudkami, które trzeba potem "wpracować" w otulacz). Taki roztwór dodałam do mojej wody w zlewie, sprawdziłam czy nie jest za gorąca (!!!) i wrzuciłam otulacze. Delikatnie je miętosiłam w wodzie, szczególną uwagę zwracając na wewnętrzną stronę (jeśli macie takie typowe "gatki" to dobrze je wywrócić na lewą stronę), na brzegach zlewu gromadziła się lanolina, którą po prostu wcierałam w otulacze. Po chwili takiej kuracji rozłożyłam otulacze równo na dnie zlewu dociążyłam sztućcami i zostawiłam na jakąś godzinę. Po godzinie ja wyjęłam, delikatnie odcisnęłam (można je delikatnie zrolować przy pomocy ręcznika). Nie wystraszcie się, że będą się wydawać wam lepkie w dotyku, jakby poklejone, może też będą miejscami zabielone. Część tego zniknie po wyszuszeniu, a reszta po kilkukrotnych ubraniu. Rozłożyłam do suszenia na płasko, żeby uniknąć odkształceń. I zabrałam się do mycia zlewu, bo lanolina go nieźle oblepiła ;)

Zamiast ze zwykłej lanoliny możecie skorzystać z gotowych kuracji do lanolinowania dostępnych w sklepach internetowych. Ja ich nie kupowałam, bo są dość drogie, a mam tylko dwa otulacze. Natomiast zwykłą lanolinę mam jeszcze z czasów kiedy karmiłam piersią.

Akcja ratownicza powidła się pod tym względem, że mam miękki zielony otulacz dla noworodka, który nie przecieka i nie musiałam go wyrzucić. Lanolinowanie pozwoliło wrócić niebieskiemu otulaczowi do obiegu. Po raz kolejny potwierdzam, że nie taka wełna straszna jak ją malują! Wcale nie wymagało to wiele czasu ani specjalnej wiedzy tajemnej. 

A zaglądaliście ostatnio na do producenta pieluszek Puppi? Kuszą mnie strasznie nowymi kolorami i wzorami, szczególnie w perspektywie narodzin Groszka! Czasem tak ciężko zachować rozsądek w kupowaniu pieluszek :D

3 komentarze:

  1. Podziwiam Twój dar pisania. Nawet o lanolinowaniu piszesz tak dobrze, że pomimo iż temat mnie nie dotyczy, przeczytałam go z ciekawością :) super!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń