czwartek, 5 lutego 2015

Nasza córka ma 19 miesięcy

No takiego poślizgu jeszcze nie było, właściwie bliżej nam już do 20 miesięcy niż do tych 19stu, ale ale... nie ma co szukać wymówek, tylko udokumentować jak było, bo pamięć jest niesamowicie ulotna.

Jest postęp w jedzeniu przy pomocy sztućców! Mała potrafi już zjeść sama poranną owsiankę i a) kuchnia nie wygląda jakby wybuchł garnek z owsianką, b) 95% owsianki trafia do buzi c) dzieją się te cuda za pomocą łyżki! Z zupami bywa różnie, im bardziej jest głodna tym gorzej jej idzie, bo się spieszy i nie uważa. Trzeba przy każdej łyżce przypominać, żeby robiła to powoli i nie obracała łyżki :) Z widelcem bywa różnie, często idą w ruch ręce, ale jestem przeszczęśliwa, bo zyskałam kilka chwil w ciągu dnia, kiedy mogę sama coś zjeść, a nie najpierw karmić łyżeczką Małą, bo to akurat zupa/jogurt/owsianka... 

Kolejnym kamieniem milowym jest dla nas powrót drzemek w łóżeczku! Mała przestała zasypiać spać w ciągu dnia na nas! Mam wrażenie, że powinny śpiewać chóry anielskie i niebo się otwierać za każdym razem jak o tym wspominam. Wydaje mi się, że po prostu minął jej ten okres niepewności plus urosła ostatnio i chyba zaczęło jej być wygodniej w łóżku. Samo układanie na drzemkę trwa różnie od 15 do 40 minut nawet, a Mała śpi równo godzinę. Mamy swój mały rytuał, sprzątamy zabawki, zmieniamy pieluszkę, wkładam Małą do łóżka i zaczyna się śpiewanie kołysanek, aż zaśnie. To jest jedyna różnica, bo na nas zwykle spała koło 1,5h. Dla mnie to jednak zbawienna godzina, najczęściej sama się kładę i staram odpocząć w tym czasie, rzadziej coś zrobić - bardzo ostatnio jestem zmęczona.

Nadal jesteśmy w pieluchach, nadal walczymy o nocnik - bywają lepsze i gorsze dni, ale główną zmianą w tym miesiącu na pewno była komunikacja - potrzeb Małej i też naszego tłumaczenia. Jeśli wiem, że będę musiała zmieniać pieluchę to staram się to zrobić z "zakładką czasową" na tłumaczenie co i jak, i pertraktacje z Małą, żeby sama się położyła na przewijaku albo wybrała jaką chce książę na nocnik. Zajmuje to więcej czasu, ale summa summarum jest przyjemniejszym przeżyciem dla nas wszystkich.

Wydaje mi się, że trochę przycichł nasz "bunt dwulatka", bywają napady złości, bywa i jęczenie, i niezadowolenie ze wszystkiego, ale wydaje mi się, że trochę w mniejszym natężeniu niż w zeszłym miesiącu.

Jeśli czegoś jest więcej niż jeden to musi być tego trzi. I nie ma rady, na nic zdaje się tłumaczenie, że rączki są dwie, że kanapki dwie... nie nie nie trzi! Trzi i koniec. A jeśli czegoś jest naprawdę dużo to wtedy jest trzi trzi. No i wyższa matematyka rozłożona na łopatki! 

W tym miesiącu uczyliśmy się też nie wyręczać Małej - niektóre rzeczy umie i chce już robić sama (wkładać buty, ściągać bluzę, jeść owsiankę...) i czasem trudno mi się było wybić z rutyny, która do tej pory poległa na robieniu tego za nią. Staram się być uważna na kolejne rzeczy, które będzie umieć i chcieć sama robić, żeby nie przegapiać tego i nie tracić okazji po powiększania jej samodzielności.

I taka ta nasza Mała była w wieku 19stu miesięcy! A tu już 20 za pasem!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz