czwartek, 26 marca 2015

Dziecko na smyczy, czyli mogła sobie pani kupić psa.

źródło
Mamy Ci takie oto cudo u nas. Plecak LittleLife w wersji Minnie z dopinanym paskiem bezpieczeństwa lub jak kto woli smyczą. Malutka chodzi w nim za każdym razem kiedy wychodzimy na spacer poza nasz ogród. Uwielbia swój plecak i z przyjemnością go zakłada. Właściwie nie pamiętam kiedy ostatni raz byliśmy gdzieś z wózkiem, wszędzie chodzimy na nogach i zawsze w tym plecaku. Jest dla nas wygodny, bo Mała jest malutka i ciężko jej się chodzi na dłuższe trasy cały czas za rękę (a nasze spacery zwykle mają koło godziny) i się wyrywa, poza tym lubi mieć poczucie wolności, podbiec kiedy chce, zatrzymać się kiedy chce. Dla mnie jest to bardzo wygodne, bo będąc w ciąży z niemałym już brzuchem nie muszę się tyle schylać i wiem, że jestem w stanie szybko zareagować gdyby Mała chciała mi się wyrwać na ulicę (co jej się zdarza, pewnie jak większości dwulatków).

Malutka dostała plecak w prezencie na pierwsze urodziny na naszą wyraźną prośbę. I powiem wam szczerze, że ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że może to być czymś kontrowersyjnym.

Mieszkamy w małej miejscowości. Tu ludzie zupełnie nam obcy bez problemu zagadują na ulicy i często też zwracają się bezpośrednio do Malutkiej. I nasz plecak budził tu raczej pozytywne emocje, był zauważany na równi z tym, że Mała sama dzielnie maszeruje. Nigdy nie spotkałam się ze złym słowem. No może raz, kiedy pani w żartobliwy sposób powiedziała do Małej, że ją "wyprowadzam" na spacer, ale to nie było w negatywnym sensie. Ot, taki głupi żart.

No i ostatnio na wyjeździe do dużego miasta nam się dostało. Przechodząca obok nas para i facet komentujący: "jak chce się chodzić ze smyczą, to trzeba sobie było kupić zwierzątko a nie dziecko". Oczywiście nie powiedział tego do mnie, tylko do kobiety obok (gdzie tam mieć odwagę powiedzieć mi to w twarz i być gotowym do dyskusji), ale na tyle głośno żebym to usłyszała. 
Może to kwestia ciążowych hormonów, ale miałam ochotę go pobić na miejscu :) Po pierwsze za sposób komunikacji ze mną, a właściwie jego brak, a po drugie za obrażanie mnie przez sugerowanie, że mam dziecko po to, żeby go prowadzić na smyczy. Zapewne lepiej jakbym go pchała w wózku, w jego małej rączce słodki rogalik z czekoladą, a ja gadająca przez telefon. Wtedy byłoby wszystko w normie.

Ale może to ja już mam nie równo pod sufitem? Może ja nie zauważam problemu? Może to praktyczne i bezpieczne (i ładne!) z mojego punktu widzenia rozwiązanie faktycznie jest głęboko krzywdzące i upokarzające dla mojej córki?
Co wy myślicie o plecakach ze smyczą? Używacie? Drażnią was? Komentujecie?

6 komentarzy:

  1. Mają sens. My na razie nie mamy, ale myślę, że kiedy Mała zacznie dreptać, to nie uda mi się prowadzić obu na raz za rękę, więc taki plecak będzie wybawieniem.
    Niech się przechodnie oburzają, ważniejsze jest bezpieczeństwo dziecka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, szczególnie perspektywa mamy dwójki jest dla mnie ważna, bo za chwilę będę przecież pchała wózek z Groszkiem i musiała zapanować nad Malutką!

      Usuń
  2. Myślę, że nie ma w tym nic krzywdzącego ani upokarzającego dla dwulatki. Dzieci nie patrzą na świat tak jak my, więc dla Niej jest to pewnie zupełnie naturalne, a za rok dwa nie będzie w ogóle pamiętać, że chodziła "na smyczy" tylko będzie mieć fajny plecaczek. Oburzają się najczęściej ci, którzy nie mają dzieci i nie mają pojęcia jak szybko dzieci potrafią znaleźć się w "zakazanym" (czyt. niebezpiecznym) miejscu. Nie wykluczam takiego rozwiązania u nas, na razie nie ma takiej potrzeby, ale myślimy o drugim dziecku i jeśli będę z początku taka słaba jak w pierwszej ciąży to nie widzę innej opcji. Duży brzuszek pod koniec też nie pomoże biegać za małym urwisem :) A bezpieczeństwo dziecka przecież jest najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno nie jest rozwiazanie dla każdego, nasza Mała jest żywiołowa i dlatego ciągle ja trzeba mieć na oku plus mój brzuch jest OGROMNY w tej ciąży, choć przytyłam duuużo mniej niż w ciąży z Małą i momentami na spacerach z nią czuje się tak jak pod koniec pierwszej ciąży! A to jeszcze dwa miesiące :-)

      Usuń
  3. Mnie też mama "wyprowadzała na smyczy" ( tak! 26 lat temu też były takie wynalazki ! ) i jako dziecko przez myśl mi nie przeszło, że coś jest nie halo. Jako, że byłam dzieckiem mocno ruchliwym a moja mama w wózku pchała mojego nowo narodzonego brata, ciężko jej było okiełznać rzeczony wózek, często siaty z zakupami i nadpobudliwą, półtoraroczną mnie.
    Uważam, że to bardziej odpowiedzialne niż pościć dziecko samopas i liczyć na swój refleks oraz wygodniejsze niż ciągnięcie dziecka za rękę.
    Zazwyczaj komentują ci, którzy o dzieciach gówno wiedzą a ich komentarze często weryfikuje chwila przyjścia na świat ich własnego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, twoja mama wyprzedziła epokę (trendsetterką była!) ;-), super, że napisałaś z perspektywy siebie jako dziecka "smyczowego", bardzo to doceniam!!!

      Usuń