poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Dziecko #2: moje myśli, obawy, emocje...

Kiedy oczekuje się pierwszego dziecka wiele osób pyta: czego się obawiacie najbardziej, na co się nastawiacie. Przy drugim dziecku, mam wrażenie, ten temat zanika lub jest sprowadzany jedynie do pytania o to jak pierwsze dziecko zareaguje na kolejne i co zrobić, aby ta transformacja przebiegła jak najspokojniej. A co z rodzicami? No przecież już doskonale wiedzą co i jak, więc nie ma powodu do obaw i niepokojów. Czy na pewno?

Powiem Wam, że moje myśli zmieniały się bardzo w trakcie trwania tej ciąży. Druga ciąża była przez nas przemyślana i planowana, pisałam o tym więcej tutaj KLIK, więc można powiedzieć, że mieliśmy jakieś pojęcie na temat tego, w co się "pakujemy" i dlaczego. Początkowo więc, w mojej głowie nie było zbyt wielu wątpliwości. A co było? Radość, że udało się tak szybko, nerwy, bo na początek ciąży przypadło też nieszczęsne chorowanie, a potem było radzenie sobie z codziennością, która okazała się być trudna - nie czułam się najlepiej, a tu opieka nad Malutką, ogarnianie domu i taka wewnętrzna niezgoda na zwalnianie tempa i "odpuszczenie sobie". Z perspektywy czasu widzę, że miałam wiele żalu sama do siebie o to, że czuję się tak kiepsko, a tu przecież tyyyyyle do zrobienia. Trudno mi było zaakceptować, że fizycznie znoszę tą ciąże gorzej niż pierwszą i trudniej mi było sobie odpuścić różne obowiązki. Mój dzień nie jest już zupełnie zależny ode mnie i tego, co sobie zaplanuje - muszę uwzględnić zmienną jaką jest Malutka, jej humory i chęć do współpracy. Odłożenie czegoś na później może oznaczać nawet kilka dni, zanim znów natrafi się okazja do zrobienia tego.
Będąc obecnie w 33 tygodniu ciąży czuję fizyczne zmęczenie i niedomagania swojego ciała, których nie umiem przetłumaczyć mojej dwuletniej córce. Brakuje mi często do niej cierpliwości i wiem, że wynika to w dużej mierze z tego, że czuje się źle i egoistycznie mam po prostu ochotę odpocząć.

Jeśli chodzi o Malutką to na początku miałam bardzo silne przekonanie, że rodzeństwo to będzie coś, z czego będzie bardzo zadowolona. Uważałam, że bardzo potrzebuje kogoś do towarzystwa, że pięknie będzie się rozwijać mając brata/siostrę. I nie zrozumcie mnie źle, dalej tak uważam. Natomiast ostatnie miesiące pozwalają mi poznać ją coraz lepiej i poważnie się zastanawiam jak przeżyje pojawienie się nowej osoby w domu. Do tej pory rewelacyjnie reagowała na wszelkie zmiany, wręcz mogę powiedzieć, że w przeciwieństwie do większości dzieci lubiła kiedy coś nie działo się według ustalonego rytmu, kiedy każdy dzień wyglądał inaczej. Natomiast od kiedy pojawił się u nas osławiony "bunt dwulatka", widzę jakie ukojenie przynosi jej przewidywalność i powtarzalność w każdym dniu. Tak wiele emocji i frustracji przeżywa każdego dnia, że nie potrzeba jej już żadnych dodatkowych bodźców... A tu przed nami wywrotka życia do góry nogami - noworodek. Widzę też jak bardzo lgnie do nas i szuka relacji, kontaktu i bycia z nami i słabo widzę nasz podział uwagi między nią, a Groszka...

Poza tym zastanawiam się czy będę w stanie być matką dla dwójki dzieci. I chodzi mi tutaj o bycie rodzicem, takim jakim chciałabym być. Który nie tylko MA dzieci, ale poświęca im uwagę, czas, angażuje się. Nie chciałabym zatracić w tym siebie i naszej relacji z mężem - wiem, że jest taki czas, kiedy przechodzi się na "tryb przetrwania" i inne rzeczy są odsunięte na dalszy plan, ale zależy mi na tym, żeby to był tylko etap, a nie nasza codzienność.

Z drugiej strony tak cieszę się na Groszka i nie mogę doczekać się poznania go i odkrywania kim będzie, jego charakteru. Poznania nowego człowieka. Czuję, że tak wiele nauczyłam się przy Malutkiej, że mam doświadczenia i przemyślenia, które pomogą mi lepiej się nim zająć niż było to za pierwszym razem. Mam też poczucie, że organizacyjnie dużo lepiej mi teraz idzie niż kiedy Mała się urodziła i rzeczy, których nauczyłam się o planowaniu, prowadzeniu naszego domu, organizacji naszego czasu na pewno nie pójdą na marne.

Pytań, obaw i emocji jest wiele, choć nasza decyzja była przemyślana i zaplanowana. Nie czuliśmy żeby nasza rodzina była "pełna" jedynie z Małą i nami (no i kotem...), wiedzieliśmy, że jest u nas miejsce na kolejną osobę. I choć się zastanawiamy jak damy radę i czy damy radę, to jednocześnie bardzo się na to czekamy. 
To, co mi ostatnio pomagało, w poukładaniu sobie tego wszystkiego, to myśl, że to wszystko trwa tylko chwilę, zaraz jest kolejny etap, zaraz będą kolejne wyzwania i ani się obejrzymy, a będziemy pewne rzeczy wspominać z uśmiechem/łzami/radością. Widzę to po Malutkiej, która niedługo będzie kończyć dwa lata. DWA LATA, szok. Piszę o tym, bo chce zapisać  co czułam przed narodzinami Groszka, ale też "odczarować" rodziców, którzy oczekują kolejnego dziecka i już na pewno wszystko wiedzą, niczego się nie boją, niczym nie przejmują. Nic bardziej złudnego!

10 komentarzy:

  1. Podziwiam kobiety takie jak Ty czy swojego czasu moja Mama, które mając malutkie jeszcze dziecko decydują się na drugie czy kolejne. Oczywiście nie mam zamiaru demonizować ciąży bo i nie mam doświadczenia, ale z czysto fizycznego punktu widzenia jest to olbrzymie obciążanie dla organizmu, podobnie zresztą jak opieka nad 2 letnim maluchem... Kiedy dodamy do tego gulasz z hormonów i babską naturę, nienaturalnym stanem byłby brak obaw.
    W kolejnej ciąży są tylko może bardziej sprecyzowane (?), ale to nie jest okoliczność łagodząca :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie, życzę siły i spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedno jest pewne: Groszek Malutką będzie zachwycony, gdy tylko jego małe oczka ją zobaczą. :) U nas Mała wypatruje się w Rybkę jak w obrazek. :) Nie jest łatwo. Wieloryb i ja często nie mamy czasu na chwilę rozmowy. Kiedy jednak widzę, jak nasze dziewczynki
    bardzo się kochają, wierzę, że za rok będą się potrafiły razem pobawić, a my ten czas zyskamy. ;) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jesteście zachętą i potwierdzeniem, że się da, choćby było ciężko! Uściski!

      Usuń
  3. Mnie bardzo też zszokowało to że, (moja pierwsza ciąża) a musiałam zrezygnować z wszystkiego.
    Od grudnia leżenie, nie mogłam nic robić, nawet wyjść z psem, siedzieć itd.
    Ale wszytko dla dziecka.
    Obecnie jestem w 34 tyg. i już się nie mogę doczekać jak malutka będzie z nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mało kobiet (ze mną włącznie) zdaje sobie sprawę, że ciąża może być naprawdę trudnym i stresującym stanem, który często jest walką o życie i zdrowie Maluszka. Już jesteśmy na finiszu! Będzie dobrze!

      Usuń
  4. Moja siosta też ma 2 dzieci. Starsza miała 3 lata jak pojawił się brat i przez kilka tygodni tak do 3 m-cy "średnio" to znosiła. Ogólnie to go trochę olewała, jakby go nie było a z drugiej strony była (i jeszcze jest) o niego zazdrosna i do dzisiaj (ma 4 lata) próbuje zwracać na siebie uwagę np. wkładając mu palce do oka, podszczypując go trochę, "przytulając" go tak mocniej trochę. Siostra musi mieć oczy dookoła głowy bo chce go podnosić z podłogi lub o zgrozo przeskakuje nad nim obiema nogami!.... Mały jest w nią wpatrzony jak w obrazek, ona też go kocha, naprawdę ale czasami robi mu małą krzywdę.... tak jak rodzeństwo. Pocieszeniem jest to że dorasta, więcej rozumie i mały też już jest coraz większy :) Tak jak pisałaś, wszytsko mija i później juz tylko będziemy to wspominać ze śmiechem na ustach :)
    Pozdrawiam
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, zobaczymy jak to będzie, tu różnica wieku mniejsza, co myślę, że może być pomocne, bo Malutka będzie mniej świadoma (?). A tak z 10 strony, to chyba zależy już od charakteru dziecka i dynamiki danej rodziny. Zobaczymy! Dzięki!

      Usuń
  5. czytam Twojego bloga od początku Twojej drugiej ciąży. Zaczęłyśmy starania mniej więcej z tym samym czasie. Moje, niestety nadal bezowocne. A nasz niespełna czterolatek tak czeka na rodzeństwo. Pomimo tego,że nie wiem, kiedy i czy w ogóle będzie mi dane zostać mamą po raz drugi, to mam dokładnie takie same obawy jak Ty. pozdrawiam.
    M.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Wasze starania, ja cały czas nie do końca wierzę, że tak się udało... Dzięki za potwierdzenie, że nie jestem sama w moich obawach i już zupełnie nie zwariowałam :D

      Usuń