piątek, 19 czerwca 2015

Mój poród z drugim dzieckiem

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Jak większość z was wie już od kilku dni byliśmy w szpitalu, możecie przeczytać o tym tutaj KLIK i tutaj KLIK.
W piątek 05.06 miałam drugą próbę wywoływania porodu, która zakończyła się fiaskiem, o 15 byłam już po kroplówce i z decyzją, że wysyłają mnie do domu następnego dnia, o czym wam zresztą pisałam.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Minął tydzień...

od naszego powrotu do domu ze szpitala! Wyobraźcie sobie, że w zeszły piątek po napisaniu poprzednego posta - urodziłam. Sama, bez wspomagaczy, w tempie ekspresowym i oto Groszek jest na świecie!

piątek, 5 czerwca 2015

Kolejny update

Niestety środowa próba wywoływania porodu nie dała rezultatu, Groszek grzecznie przeleżał w brzuchu. Czwartek był dniem na regenerację sił i zaciskaniem kciuków, że może coś "samo się" zacznie dziać. A dziś od rana kolejna kroplówka z oksytocyną, na początku wydawało się, że są jakieś postępy, że skurcze przybierają na sile, rozwarcie doszło do 3 może 3,5 cm i... Przez następne godziny nie drgnęło.

Jedynym rezultatem tych prób są 4 dziury po wenflonach, siniaki i straszne zmęczenie. No i zawiedzione nadzieje. 

Dalszy plan działania jest taki, że jeśli do jutra nic się nie wydarzy, to wypisują mnie do domu z przykazem dziennego zgłaszania się na ktg. 

Sama nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Po tygodniu leżenia w szpitalu traktuję tą opcję wyjścia jako jakąś porażkę, nie wyobrażam sobie, że Groszek z tego szpitala wychodzi nadal w moim brzuchu. Gdyby ta propozycja padła 4 dni temu myślę, że inaczej bym do tego podeszła. Z drugiej strony siedzenie tutaj nie ma żadnego sensu, szczególnie, że co do tego, że Groszek ma się dobrze lekarze nie zgłaszają jakiś wątpliwości. Z trzeciej strony fajnie by było rodzić w sposób naturalny, a nie indukowany...
Mówię wam, mam taki mętlik w głowie, że sama do końca nie wiem czego chcę. Najbardziej to bym chciała, żeby się dziś wieczorem urodził. Ot co, ale chyba nie mam już na to nadziei.

Dzięki za wasze wsparcie, wszystkie dobre słowa i trzymane kciuki! Bardzo doceniamy!

środa, 3 czerwca 2015

Co się u nas dzieje i dlaczego nas nie ma?

Długo było tu cicho i wynikało to z wielu powodów. Dziś w końcu czuję się na siłach żeby napisać co się u nas dzieje. Dziękuje wam bardzo za troskę i pytania, przepraszam, że musieliście tyle czekać.