piątek, 5 czerwca 2015

Kolejny update

Niestety środowa próba wywoływania porodu nie dała rezultatu, Groszek grzecznie przeleżał w brzuchu. Czwartek był dniem na regenerację sił i zaciskaniem kciuków, że może coś "samo się" zacznie dziać. A dziś od rana kolejna kroplówka z oksytocyną, na początku wydawało się, że są jakieś postępy, że skurcze przybierają na sile, rozwarcie doszło do 3 może 3,5 cm i... Przez następne godziny nie drgnęło.

Jedynym rezultatem tych prób są 4 dziury po wenflonach, siniaki i straszne zmęczenie. No i zawiedzione nadzieje. 

Dalszy plan działania jest taki, że jeśli do jutra nic się nie wydarzy, to wypisują mnie do domu z przykazem dziennego zgłaszania się na ktg. 

Sama nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Po tygodniu leżenia w szpitalu traktuję tą opcję wyjścia jako jakąś porażkę, nie wyobrażam sobie, że Groszek z tego szpitala wychodzi nadal w moim brzuchu. Gdyby ta propozycja padła 4 dni temu myślę, że inaczej bym do tego podeszła. Z drugiej strony siedzenie tutaj nie ma żadnego sensu, szczególnie, że co do tego, że Groszek ma się dobrze lekarze nie zgłaszają jakiś wątpliwości. Z trzeciej strony fajnie by było rodzić w sposób naturalny, a nie indukowany...
Mówię wam, mam taki mętlik w głowie, że sama do końca nie wiem czego chcę. Najbardziej to bym chciała, żeby się dziś wieczorem urodził. Ot co, ale chyba nie mam już na to nadziei.

Dzięki za wasze wsparcie, wszystkie dobre słowa i trzymane kciuki! Bardzo doceniamy!

3 komentarze:

  1. no ja termin na jutro- 06.06
    skurcze .. minimalne.. brzuch twardnieje - to już norma
    jutro zaczynam 41 tydz.
    Zaczęłam chodzić intensywniej by zadziałać jakoś na moje dziecko ale zobaczymy.
    ja też bym chciała naturalnie bez kroplówki ale czuje że coś nie obejdzie się niestety bez niej..

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki :)
    PS. Może długi spacer, seks, masaż brodawek pomoże?
    Pozdrawiam
    M.S.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak się cieszę, że się odezwałaś! A też myślałam, że Groszek już się pojawił. A może teraz jak to piszę:-)
    Trzymam bardzo mocno kciuki za was i życzę ci dużo siły! Ps. Sama wiem jak to jest z wywoływaniem porodu i czekaniem... przeszłam przez to w styczniu.
    Dużo dobrych myśli wam śle:-)
    Nina z synkiem

    OdpowiedzUsuń