piątek, 19 czerwca 2015

Mój poród z drugim dzieckiem

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Jak większość z was wie już od kilku dni byliśmy w szpitalu, możecie przeczytać o tym tutaj KLIK i tutaj KLIK.
W piątek 05.06 miałam drugą próbę wywoływania porodu, która zakończyła się fiaskiem, o 15 byłam już po kroplówce i z decyzją, że wysyłają mnie do domu następnego dnia, o czym wam zresztą pisałam.
O 20:00 miałam standardowe KTG, na zapisie pojawiły się 3 skurcze, nic się nie działo. 20:30 byłam już u siebie na sali, zaczęłam się powoli pakować przed jutrzejszym wypisem.

O 21 poczułam pierwszy skurcz. I był on ja tyle silny, że pomyślałam sobie: chyba coś jest na rzeczy. Postanowiłam poczekać co się dalej będzie działo i czy się znowu nie "rozejdzie po kościach". Po 5 minutach następny, potem kolejny. Najpierw chciałam zaczekać pełną godzinę zanim pójdę do położnych, ale skurcze były na tyle silne, że stwierdziłam: idę, sprawdzimy co się dzieje. 21:30 skurcze są co 3 minuty, ledwo mogę przez nie mówić, drogę do dyżurki położnych musiałam podzielić sobie na dwa razy. 

Przychodzę i mówię, że ten plan z jutrzejszym wypisem jest chyba nieaktualny, że skurcze regularne, że od pół godziny. Na co pani Agata zgarnęła mnie do pokoju porodowego, posadziła na piłce i mówi, że za pół godziny mnie zbada i zobaczymy jak wygląda sytuacja. Skurcze były coraz silniejsze, włączyłam sobie muzykę i zastanawiałam się czy już dzwonić do męża czy poczekać na badanie. W tym momencie dostałam smsa od niego czy już śpię, na co odpisałam mu, że nie będziemy dziś spać, a po chwili zadzwoniłam, żeby się szykował (miał jakieś 20 minut jazdy przed sobą), bo będziemy rodzić! 

O 22 pani Agata przyszła, stwierdziła, że rozwarcie na 4 cm. Poszłam pod prysznic, po drodze zgarnęłam z pokoju wodę, olejek do masażu i ręcznik. Pod prysznicem byłam jakieś 20 minut, przyniosło mi to dużą ulgę, ale skurcze były coraz częstsze, w końcu stwierdziłam, że wychodzę, bo za chwilę mogę nie dać rady się wydostać i wrócić do pokoju. Mąż akurat dojechał, właściwie nie mogłam już z nim rozmawiać byłam taka wymęczona i skupiona na skurczach.

Położna proponowała mi gaz rozweselający, ale nie chciałam żadnych "wspomagaczy". Uklęknęłam przy piłce, a mąż podczas skurczy masował mi plecy na wysokości krzyża. Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego porodu, tym razem mieliśmy ze sobą olejek do masażu, bo ostatnio skórę na plecach miałam podrażnioną, nie wspominając o biednych dłoniach mojego męża. Nie wiem ile to mogło trwać, bo w tym momencie nie kontrolowałam już czasu, ale zakładając, że mąż przyjechał koło 22:20, to nie więcej niż 20 minut, kiedy pomyślałam sobie: nie dam rady dłużej. Jak tylko ta myśl się pojawiła w mojej głowie, to wróciła mi jasność myślenia, stałam się bardziej obecna i już wiedziałam, że jestem blisko końca. Przy pierwszym porodzie zaczęłam mówić, że nie dam rady jak miałam rozwarcie na 10 cm ;-) A z drugiej strony pomyślałam: czy to możliwe, przecież dopiero co się zaczęło! Dwa skurcze później, poczułam skurcze parte i zaczęłam wołać położną. Mówię, że czuję skurcze parte, a ona, że na fotel i badamy: 9,5 cm! Jak się później okazało to było niecałą godzinę po pierwszym badaniu! Położna zakazała przeć, co było nie lada wyzwaniem i poleciała dzwonić po lekarza i zespół z noworodków. Wróciła i mówię, że już nie mogę się powstrzymać, że muszę przeć, właściwie czułam, że moje ciało robi to samo z siebie i nie mam nad tym kontroli. Okazało się, że rozwarcie jest pełne! Nagle zapalili górne mocne światła, i choć prosiłam nie dało się ich zgasić, wpadło pełno ludzi do pomieszczenia, a ja trzymałam kurczowo męża za rękę, (tym razem rodziłam w standardowej pozycji z nogami do góry) i starałam się słuchać położnej jak oddychać, a nie krzyczeć w czasie skurczy;-), jeden skurcz i odeszły mi wody, dwa następne i nasz syn był na świecie, i na moim brzuchu! 

Przez chwilę nie miałam siły żeby otworzy oczy, tylko go przytuliłam i broniłam żeby mi go nie zabierali z brzucha (co próbowali zrobić dosyć szybko, myślę że po 5-10 minutach, gdzie mojej córki nikt nie próbował mi zabrać nawet podczas szycia...). W tym czasie szybko urodziło się łożysko, zupełnie bezproblemowo. Potem musiałam oddać synka na oględziny, a ja miałam szyte krocze-lekkie pęknięcie na starej bliźnie z pierwszego porodu, koszmarnie wspominam tą część, dłużyło mi się strasznie, bolało okropnie, a to przecież było niewielkie pęknięcie, przy pierwszym porodzie miałam pęknięcie IIgo stopnia! I nie czułam się tak źle jak teraz. Mąż dostał Groszka i czekali na mnie w sali poporodowej. W tym czasie okazało się, że cały poród trwał 2 godziny i 5 minut, druga faza tylko 5 minut, i że Groszek spokojnie zdążył urodzić się 5tego!

Gdzieś do godziny 1szej byliśmy wszyscy razem, pierwszy raz nakarmiłam Małego, ale nie było łatwo przystawić go do piersi! Nie od razu chłopak wiedział co i jak. Czułam się rewelacyjnie, taka naładowana energią, cały czas nie dowierzałam, że to wszystko potoczyło się tak szybko. Miałam piękny poród z Malutką, ale ten był niesamowity pod innymi względami. I tak sobie o tym rozmawialiśmy z mężem, a Groszek spokojnie leżał przy piersi...

Potem pojechałam na swoja salę, położna i pielęgniarka z noworodków pytały się czy zabrać Groszka ode mnie (???) na co ja: że mowy nie ma! I tak sobie razem drzemaliśmy i leżeliśmy, spróbowałam przystawić Małego do drugiej piersi, znowu nie bez problemu, ale ostatecznie się udało. O 5 tej przyszła położna, że czas pod prysznic! Och co to była za radość! Poczułam się po nim o niebo lepiej! Do dziś pamiętam to uczucie po prysznicu po pierwszym porodzie!!! A o 10 przyjechał mój mąż z Malutką i moją mamą w odwiedziny, co było cudownym ukoronowaniem tego dnia!

Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądał mój pierwszy poród z Malutką to zapraszam tutaj KLIK.

6 komentarzy:

  1. Jeszcze raz gratulacje i duuuuuuzo szczescia juz we czworke! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję ! Taki poród to marzenie każdej ciężarnej ;) Super, że wszystko się tak fajnie ułożyło :) Zdrówka Wam życzę i radości ! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. :)) poród-marzenie :)

    M.S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, cieszę się ogromnie! Gratuluję Synusia :)
    Rozumiem, że chronisz Waszą prywatność ale czy zdradzisz na jaką literkę literką zaczyna się imię Groszka? :)
    Całuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje! Literki nie zdradzę, ale imię Groszka (i Malutkiej!) jest wśród imion, które podawałam we wpisie o dziecięcych imionach: http://rodzinawbudowie.blogspot.com/2015/01/abc-dzieciecych-imion-tagabc-baby-names.html?m=1
    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń