niedziela, 15 listopada 2015

Dawno, dawno temu...

...prowadziłam bloga. Bardziej lub mniej regularnie, ale jednak. Ostatnimi miesiącami jednak poległam. Jeśli chcecie poczytać dlaczego i co u nas słychać to serdecznie zapraszam!

Wróćmy do września kiedy się przeprowadziliśmy... Problem w tym, że nasz remont nie był nadal skończony, więc ze wszystkimi gratami, dwójką małych dzieci i kotem zamieszkaliśmy w zastępczym miejscu. To było szaleństwo. Oboje poszliśmy do pracy w nowych miejscach, (ja na szczęście w niewielkim wymiarze godzin), byliśmy w nowym mieście, co pociągnęło za sobą pełno różnych formalnych załatwień, budziliśmy się rano pomiędzy kartonami wypełnionymi naszymi rzeczami i... przez pierwszy tydzień traktowaliśmy to jako niezłą przygodę, humory nawet nam dopisywały, dzieciaki znosiły wszystko dzielnie, kolejny tydzień to był czas ironicznych żartów, kawałów i obracania tego w jakiś czarny humor... nie mieliśmy tam też internetu. Suma summarum mieszkaliśmy w ten sposób MIESIĄC

W październiku udało nam się przeprowadzić i nastąpiło wielkie rozpakowywanie. Do tego miałam mnóstwo zaległości typu pranie, prasowanie i takie domowe sprawy. Ostatnie pudła udało nam się rozpakować w zeszłym tygodniu :/ Od połowy października wszyscy byliśmy chorzy. Gluty do pasa, kaszel, stan podgorączkowy. Mała zniosła to strasznie, ten cieknący nos to był dramat, który dopiero teraz się kończy. Na szczęście nie przerodziło się to w nic poważniejszego, ale wizyty lekarskie mieliśmy zaliczone... Do tego październik to był miesiąc bez snu - Groszek daje czadu ostro, potrafił się budzić co 1,5 godziny przez całą noc. Efektem tych nocy są dwie dolne jedynki, ale niestety to nie zakończyło sprawy. Dalej nie sypiamy.

Początek listopada upłynął nam pod hasłem: chrzciny Groszka, urządzaliśmy małe przyjęcie u nas w domu, co wiadomo, wiązało się z dodatkową pracą. Udało nam się też trochę osadzić w nowej rzeczywistości. Mamy nową rutynę dnia, normalne posiłki i pranie robione na bieżąco. Mam powieszone w oknach firany i nasze zdjęcia na ścianach. Momentami jeszcze jest surowo, ale mam nadzieję, że do końca tego roku będzie już bardziej swojsko.

Dzieci! Malutka wszystko to bardzo przeżyła. Może zupełnie nie ma to związku z tym, ale bardzo wydoroślała, opowiada niesamowite historie każdego dnia, umie się (prawie) sama ubrać, gotuję zupę i smaży jajka, przynosi zabawki Groszkowi i dużo mniej się buntuje/narzeka/krzyczy. Wyrosły jej dwa nowe zęby, następne dwa idą idą. O Groszka bywa bardzo zazdrosna, ale też w stosunku do niego jest niesamowicie opiekuńcza. 
Groszek natomiast jest chłopak cud, bardzo pogodny, spokojny i układny chłopak. Tylko te noce nam nie idą jakoś... Jak pisałam ma już dwie dolne jedynki, fika z brzucha na plecy i z pleców na brzuch, chwyta i przekłada z ręki do ręki przedmioty, bardzo by już chciał siedzieć i pełzać - nad obiema rzeczami ciężko pracuje każdego dnia.

Ja się czuje koszmarnie wymęczona, ale też bardzo szczęśliwa, nie mogę uwierzyć w to jak super jest mieć dwójkę dzieci! Nie zrozumcie mnie źle, roboty jest masa i właściwie w każdym momencie coś robię, załatwiam, przewijam, przebieram, gotuje... nie mam praktycznie żadnej chwili wolnej... wkurzam się i denerwuje i czuje się przytłoczona, ale jak patrze na dzieciaki, które bawią się w swoim pokoju to jestem przeszczęśliwa.

Nie wiem co się w internetach dzieje w ogóle. Nie wiem, co u Was, nie bywam, nie czytam, nic! Piszcie koniecznie, bom stęskniona i zdesperowana żeby reanimować bloga i kontakty wszelkie. Uściski i dzięki, że nadal jesteście!

26 komentarzy:

  1. Ha! Wreszcie nowe wieści. Nadal tu zaglądam i pozdrawiam
    Ela B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff! Cieszę się, że moim milczeniem nie wygoniłam wszystkich! Uściski!

      Usuń
  2. No kochana i tak dajecie radę. U nas zuzia ćwiczy.. Brzuch plecy itd. Siedzi wsparta poduchami.. Lub dłonią mamy:D a jak reszta poczytaj u nas jak znajdziesz trochę czasu. My jeszcze brak zębów.. Ale ślinimy sie.. Wkładamy wszystko do buzi. W dzień mało śpimy. Ale za to noce całe puki co. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze że wróciłaś, chwila dla siebie jest ważna :) A ile teraz ma Malutka? A Groszek? Bo my mamy w planie drugą ciążę i strasznie się boję, jak to się uda wszystko pogodzić i jak ja ogarnę ten cały harmider. W szczególności, że też czeka nas zmiana mieszkania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała ma 2 lata i 5 miesięcy, Groszek ma 5 miesięcy - mamy prawie dokładnie dwa lata różnicy (bez dwóch tygodni). Och powiem Ci tak, jest harmider, są dni kiedy nie mogę się doczekać aż dzieciaki pójdą spać, ALE są też dni kiedy jest rewelacyjnie i wszystko się świetnie układa. To, co mogę Ci powiedzieć, to że choć miałam różne obawy, jak to będzie wyglądać, to rzeczywistość okazała się mniej straszna niż to, co sobie wyobrażałam :) U nas zmiana miasta, mieszkania, pracy... i było ciężko, ale da się, gorzej wspominam przeprowadzkę kiedy Mała była noworodkiem niż tą przeprowadzkę z dwójką, kiedy Groszek miał już 3 miesiące. Jednak przy drugim dziecku ma się więcej pewności siebie, wprawy i obycia. Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  4. Cieszę się, że żyjesz. ;) Byłam ciekawa, jak Wam idzie życie w czwórkę. U nas też ciągłe przeziębienia, już mam dość wirusów. My ciągle odwlekamy remont, z powodów, o których piszesz. Także podziwiam, że wytrzymaliście w tym zastępczym miejscu, a potem to rozpakowywanie... Eh. :) Powodzenia na nowym! P.S. To taka blogowa parapetówka? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Tak, tylko błagam, nie przynoście kwiatków, bo wszystkie wykańczam! Przy tym remoncie błogosławiłam to, że Groszek jeszcze był leżący - że nie musiałam go z tych różnych brudnych powierzchni ściągać, odrywać od stawania przy kartonach itp. A wirusy won! Kysz kysz kysz!

      Usuń
  5. Witaj!
    Ale fajnie! Tak lubię tu zaglądać. Dobrze że napisałaś co u Was słychać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Miło Cię znów móc poczytać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. No witaj, no nareszcie!!! Byłam cierpliwa i zaglądałam systematycznie, acz już się niepokoiłam nieco. Super znów wiedzieć co u Was. Ojej, to mieliście pomieszanie z poplątaniem!
    Ps mój Księciunio też jest słodkim pięciomiesięczniakiem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, zajęło mi to trochę, wiem! Ale jestem juz! Cieszę się, że byłaś cierpliwa, i że nie wszystkich wygoniła cisza z nieinstytucjonalnym! Chłopaki pięciomiesięczniaki dają radę! ;-)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uff, nareszcie jakieś wieści! Bo tak długa cisza faktycznie zaczynała być niepokojąca.. Z tego co piszesz, wszystko ma się ku dobremu - tak trzymać! :) U nas tez duuuuuuzo, duuuuuzo zmian - największa jest taka, ze nie mieszkamy już na Mauritiusie :/ choć na pewno wrócimy tam jeszcze nie raz! Leo powoli z bobasa zamienia się w małego chłopca, w końcu 14 miesięcy już za nami!

    Pozdrawiam, Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, 14?! Pamietam jeszcze nasze komentarze wyprawkowe!!!Szok! Czyli u was też przeprowadzka z Małym dzieckiem zaliczona- szaleństwo, nie?
      Długo było cicho, to prawda, ale tak jak piszesz wychodzę na prostą i chyba będę mieć więcej czasu na bloga!

      Usuń
  10. Oj, ale się cieszę, że dałaś znać, co tam u Was. :)
    U mnie w końcu dwie upragnione kreseczki :)
    Pozdrawiam
    M.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GRATULACJE! Cieszę się bardzo! Który tydzień?! Spokojnej i zdrowej ciąży! Pozdrawiam ciepło!!!

      Usuń
    2. Niestety...wszystko skończyło się tydzień temu..w 5 tygodniu ..:(
      M.S.

      Usuń
    3. Przykro mi bardzo! Wiem jak sie czujesz bo przeszłam przez to samo:-( Dokładnie dwa lata temu moja ciąża zakończyła się w 8 tygodniu... a obecnie mój prawie 11 miesięczny synek zajmuje mi moją całą uwagę:-) Niewierzylam, że się uda a moja pani ginekolog pocieszala mnie mowiac: najważniejsze, że udało się pani zajść w ciążę. Wszystko będzie dobrze:-) Zobaczysz!:-) Pozdrawiam cieplo
      Nina z synkiem

      Usuń
  11. Super, że napisałaś! Czytałam Twój wpis jak się pojawił, komentarz napisałam... ale coś pokręciłam ( z telefonu) i się nie pojawił.
    Podziwiam Cię, że pomimo dwójki małych słodziaków chce ci się prowadzić bloga. Mój synek kończy 11 miesięcy i ciężko mi wyskrobać troszkę czasu dla siebie. Czekam na nowe wpisy i wiadomości co u was:-) Pozdrawiam ciebie bardzo ciepło i życzę Twojej całej rodzince dużo zdrówka!
    Nina z synkiem

    OdpowiedzUsuń
  12. Z chęcią będę śledzić :) Ciekawy blog! Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń