środa, 4 maja 2016

Odpieluchowywanie/Trening czystości - nasza historia z Malutką

Na samym początku, chcę zaznaczyć, że to jest NASZA droga, którą przeszliśmy z NASZĄ córką - od pieluchy do zupełnej samodzielności w kwestii toaletowej. Każde dziecko jest inne, każda rodzina i jej dynamika jest inna, więc nie będzie ani jednej ani pięciu dobrych rady, które sprawdzą się w tej materii u wszystkich. Postanowiłam się podzielić tym, jak to u nas wyglądało, bo może kogoś podniosę na duchu, może ktoś przechodzi przez podobny proces, może ktoś z was jest po prostu ciekawy. Będzie o sikach, kupach, nocnikach, frustracjach, więc jeśli nie chcesz o tym czytać, to jest najlepszy moment, żeby przestać.

Malutka była w pieluchach wielorazowych prawie od pierwszych tygodni życia, a zupełnie w wielo po 4 miesiącu życia. Na nocniku zaczęliśmy ją sadzać jak tylko zaczęła stabilnie siedzieć, czyli miała jakieś 6 miesięcy. Włączyliśmy go najpierw do naszego wieczornego rytuału - zawsze przed kąpielą robiła sobie na niego siku (zdarzała się też i kupa ku naszej radości), po ciuchu liczyliśmy, że szybko uda nam się pozbyć pieluch. Niestety, mało wtedy jeszcze wiedzieliśmy co  nas  jeszcze czeka. Zanim skończyła rok proponowaliśmy jej siadanie na nocniku przy każdej zmianie pieluchy, w większości wypadków ze skutkiem pozytywnym. Ale mijały miesiące i choć nocnik był cały czas obecny, to niestety nie sprawiał, że pieluch było mniej. Ten czas pamiętam jako wesoły i zabawny, gdzie cieszyło nas, że Mała korzysta z nocnika, gdzie nie miałam jeszcze dość pieluch i całościowo było to pozytywne doświadczenie.

Przyszedł taki moment kiedy miałam wrażenie, że stanęliśmy w miejscu. Nic się nie zmieniało, były pieluchy, był nocnik i tak mijały kolejne tygodnie. Mało z tym, dochodziło do sytuacji, że Malutka zrobiła siku do nocnika i potem zaraz do pieluchy. Potem była faza robienia siku "na raty", zrobiła, czekała na czysty nocnik i robiła znowu. Jak stały dwa nocniki koło siebie to robiła do jednego, a potem do drugiego. Postanowiliśmy, że schowamy nocniki i pojawiła się nakładka na sedes. To rzeczywiście rozwiązało problem z zabawą z siadaniem na nocniku, natomiast dalej Malutka potrafiła zrobić siku i zaraz potem zrobić jeszcze raz do pieluchy, miała już wtedy koło 1,5 roku. Pamiętam, że czułam się wtedy zagubiona, bo z jednej strony widziałam, że Malutka wie o co chodzi z nocnikiem/toaletą, że rozumie sam koncept korzystania z toalety, i robiła to od tylu miesięcy już, natomiast z jakiegoś powodu nie chciała lub nie umiała w pełni się na taką formę przestawić. Dodatkowo, wiedzieliśmy już wtedy, że spodziewamy się Groszka i byliśmy bardzo zdeterminowani, żeby przed jego narodzinami Mała była odpieluchowana. Z perspektywy czasu, wiem że determinacja jest ważna, wytrwałość i konsekwencja też, ale może też być pułapką, w którą sami się złapiemy… zostało nam już tylko 3 miesiące do pożegnania z pieluszką, dwa miesiące, 3 tygodnie… Widzę, że sami na siebie nałożyliśmy niepotrzebne obciążenie, tykający zegar z tyłu głowy. 

I pewnie trwalibyśmy nadal w tych kleszczach, gdyby nie to, że Malutka zaczęła nienawidzić zmiany pieluchy. Ponoć to częste u dzieci w tym wieku: wrzaski, uciekanie, walka o każdą pieluchę sprawiały, że mieliśmy DOŚĆ. 
Dodatkowo, nie ma co się oszukiwać kupa 1,5 latka to już nie jest nic przyjemnego i bardzo chcieliśmy, żeby lądowała w toalecie, a nie w pieluszce. 
Determinacja zamieniła się więc bardzo szybko w rodzicielską frustrację - jest maj, mała za chwilę ma kończyć dwa latka, pieluchy tak jak były, tak są, a do tego walka, wrzaski i smród. Malutka nie chcą robić kupy do toalety (a tam zawsze ją sadzaliśmy, kiedy tylko widzieliśmy zbliżające się znaki), wycwaniła się i zaczęła robić kupę na drzemce. Nie pomagały naklejki, nagrody, słodycze - żadne formy przekupstwa się nie nie sprawdziły. Natomiast próby ubierania jej w majtki, były przyjmowane przez nią entuzjastycznie, ale kończyły się po kilku chwilach katastrofą. Wiem, że naszym błędem wtedy było założenie, że skoro tak się dzieje, to widocznie nie jest gotowa i musimy czekać, aż pieluszki zaczną być suche albo jak zacznie sama wołać, że chce iść na nocnik. Przy używaniu pieluch wielo trzeba zrozumieć, że dziecko sika w materiał i czuje, że zrobiło siku. Potem dostaje majtki, sika w materiał i czuje, że zrobiło siku, które z jakiegoś powodu jest wszędzie dookoła! Może to być dla dziecka mylące. 
Przyszedł czerwiec (albo to był już lipiec?) i przyszedł dzień, kiedy powiedziałam dość. Koniec. Ściągamy pieluchę i niech się dzieje co chce. I zdarzały się wypadki. Na początku dość często, a po kilku dniach okazjonalnie. Pieluchy zostały na noc i na drzemkę, co niestety potęgowało problem z kupą. I znowu nasze oczekiwanie, że nasze dziecko samo zrozumie i zasygnalizuje, że nie chce spać w pieluszce albo obudzi się w suchej pieluszce było błędem. Po jakiś 2 tygodniach stwierdziliśmy, że zabieramy pieluchę także na drzemce i zobaczymy co się stanie. Malutka nie była tym faktem zachwycona, tak jak wcześniej przyjmowała wszystko z entuzjazmem, tak tym razem wyraźnie nam mówiła, że chce pieluchę na drzemkę. Początkowo siedzieliśmy pod jej pokojem i po położeniu jej do łóżeczka, wołała nas wielokrotnie, żeby ją wyjąć i dać na nocnik. Z każdym dniem częstotliwość się zmniejszała. Potem kiedy już wysikała wszystko co się dało zasypiała i bardzo często budziła się przesikana i płakała z tego powodu. Nie robiliśmy z tego wielkiej afery, chwaliliśmy, że próbuje bez pieluszek, że może nas zawołać za każdym razem, myliśmy, przewijaliśmy łóżko i po sprawie. Po jakimś tygodniu wypadki zaczęły się zdarzać rzadziej, Malutka zaczęła też zasypiać szybciej - robiła siku przed samą drzemką, a potem po przebudzeniu się.

Najdłużej czekaliśmy z pieluchą na noc. Znów popełniając ten sam błąd - czekaliśmy na suchą pieluchę rano. Nie doczekaliśmy się, więc stwierdziliśmy, spróbujemy budzić ją w nocy i sadzać na nocniku, żeby mogła się wysikać. I tak wstawiliśmy w nocy tryliard razy do Groszka, więc nie było to dla nas dodatkowym obciążaniem. Kupiliśmy też paczkę pieluchomajtek, żeby w nocy wygodnie je można było wciągnąć na pupę. Pomysł okazał się totalną katastrofą, Malutka była bardzo zła, że ją budzimy, nie chciała robić siku, krzyczała, kopała, walczyła. Po paru nocach stwierdziliśmy, że to bezsensu i przestaliśmy ją budzić.

I w końcu przyszedł czas na zmianę łóżeczka z takiego ze szczebelkami na normalne łóżko i pomyśleliśmy, że jest to dobry moment, żeby pożegnać też pieluszkę. Malutka była przeszczęśliwa, że będzie spała w dużym łóżku, jak duża dziewczynka i bardzo chciała spróbować spać bez pieluszki. Pierwsze noce były ciężkie. Zwykle koło 22 drugiej Mała budziła się mokra, a potem nad ranem powtórka z rozrywki. Przebieranie, pranie i dalej do przodu. Wchodziliśmy do niej w nocy kilka razy, żeby mieć pewność, że nie leży w mokrej pościeli, ale raczej jej się to nie zdarzało, zwykle zaraz się budziła i nas wołała. Po kilku nocach Mała zaczęła korzystać z nocnika, który zostawialiśmy jej w pokoju i… tak zostało do dzisiaj. Malutka ostatni wypadek miała kiedy była chora, ale poza tym nie zdarzyło jej się posikać w łóżku.

W ciągu dnia Malutka sama idzie do łazienki, wchodzi na stopień, daje nakładkę na sedes i jeśli robi tylko siku, sama wyciera pupę, spuszcza wodę i myje ręce. Jeśli zrobiła kupę, woła nas, żeby jej wytrzeć pupę. Do tego etapu też dochodziliśmy stopniowo, kiedyś zawsze trzeba było z nią być w łazience i robić wszystko z nią, potem tylko nadzorować czy robi, a teraz ogarnia cały temat sama. 

Jest to dla mnie niezwykłe ułatwienie i pomoc, kiedy nie muszę zmieniać pieluch, gonić jej z nocnikiem i mieć pewność, że sama sobie poradzi, kiedy ja np. karmię Groszka.

Była to droga długa i wyboista, ale udało się! Teraz wiem, że wiele rzeczy zrobiłabym szybciej, idąc za ciosem, nie czekając. Jednak człowiek uczy się na błędach. Nasza córka potrzebowała doświadczyć sama tego jak działa jej fizjonomia i po kilku próbach nauczyła się sobie z nią radzić. Nauczyłam się, że cierpliwość popłaca, że trzeba mocno skupić się na swoim dziecku i sygnałach, które nam wysyła i nie bać się wpadek, bo one pomagają dziecku nauczyć się radzić sobie z sytuacją.

Do teraz w torbie na wyjścia mam zapasowe majtki jakieś gatki na przebranie, bo w ferworze różnych doświadczeń może się zdarzyć, że Mała zapomni zawołać albo czeka do ostatniej chwili i chociaż nie zdarzyło się, żeby się zupełnie przesikała - po prostu lekko popuściła. 

Wszystkim, który nadal walczą z pieluchami - wytrwałości, dacie radę! Nie załamujcie się, trwajcie i będzie dobrze! Nie oglądajcie się na innych, na inne dzieci, na innych rodziców, róbcie swoje i w końcu przyjdzie ten piękny dzień, że nawet nie będziecie wiedzieć, kiedy wasze dziecko było zrobić siku :D

3 komentarze:

  1. U nas historia z odpieluchowaniem też była dość długa. Córka odpieluchowana w dzień póki co, ale w nocy jeszcze chyba nie jej czas. Jak masz ochotę to zapraszam do przeczytania naszego odpieluchowania :) http://bedemamusia.blogspot.com/2016/05/odpieluchowanie-jak-sie-do-tego-zabrac.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko jest inne jak widać! :) nie bój się odpieluchowania na drzemce i w nocy! Szczególnie teraz, jak zrobiło się trochę cieplej... Zabezpiecz materac, zaopatrz się w kilka zmian prześcieradeł i pościeli i po prostu zacznij! Ja tak obchodziłam te drzemki i spanie, czaiłam się na to, a po prostu trzeba było zacząć! Trzymam kciuki!

      Usuń
    2. Dzięki za słowa otuchy! Chyba faktycznie zacznę :)

      Usuń