środa, 1 czerwca 2016

To był maj...

Świętujemy dziś Dzień Dziecka, a to oznacza, że maj już za nami! Zaczyna się NAJPIĘKNIEJSZY miesiąc w roku! Czerwiec! Ah czerwiec! Wiosna w pełnym rozkwicie, lato już tuż tuż, truskawki, czereśnie, obietnica pięknych dni i długich wieczorów. W czerwcu świat jest piękniejszy, spokojniejszy, lepszy. W czerwcu świętujemy na całego, urodziny ma Gorszek, potem ja, potem Malutka, a na koniec moja mama! 30 dni radości przed nami.

A maj? A maj też nie jest zły... 
W maju byliśmy na zaległym szczepieniu Groszka (tego z 5/6 miesiąca - ups!), chłopak nawet nie pisnął. Malutka po szczepieniach przestawała płakać dopiero w domu! Choć teraz dzielna jest niezwykle - byłam z nią na pobieraniu krwi (i to całkiem sporej strzykawki!), poradziła sobie świetnie. A badania zleciła nasza pediatra, strasząc nas przy tym porządnie... Mąż z Małą pojechali na kontrole przy przeziębieniu chyba w kwietniu, o ile się nie mylę i wtedy pani doktor wysłyszała u niej szmery na sercu. Była opcja, że wynika to z przeziębienia, więc do kontroli po chorobie. Niestety, szmery nie ustały i w pierwszej kolejności dostaliśmy skierowanie na badanie krwi i moczu, żeby zobaczyć czy przypadkiem nie ma anemii. Wyniki wróciły dobre, o anemii nie ma mowy (ani się nie przyznałam, że nie jemy mięsa! bałam się, że pani doktor z miejsca nas skreśli, a tu okazało się, że poziom żelaza super!). Anemia została wykluczona, szmery nadal były słyszalne, więc dostaliśmy skierowanie do kardiologa dziecięcego. Pediatra uważała, że to są szmery "niewinne", ale wolała to potwierdzić. Do kardiologa poszliśmy prywatnie, bo NFZ kolejki... ale to już inny temat. I to była bardzo trudna wizyta. Malutka była totalnie przerażona, a musieliśmy zrobić EKG i USG serca, przeżyła to bardzo, trzęsła się ze strachu... psychicznie byliśmy po tym padnięci. Wyniki dobre, szmery nie oznaczają nic szczególnego, ot taka fizjologia. Do kontroli za rok, ze względu na dość dużą lewą komorę serca, która choć w normie to jednak w jej górnej granicy. Lekarka chciałaby zobaczyć jak to będzie się rozwijać. Trudne to było przeżycie, choć właściwie nic takiego się nie stało i wszystko się wyjaśniło. Ale jednak...
Mała zaczęła liczyć do 10, i nie chodzi mi o wymienianie po kolei liczb, tylko umie w obrębie 10 policzyć ile czego jest. Cały czas nie umiem się do tego przyzwyczaić :) 
Ulubione zabawy to bieganie, skakanie, wspinanie się, bieganie i jeszcze bieganie. I klocki lego. I bieganie. A krzyczenie też się liczy?


Groszek dostał swoje pierwsze prawdziwe buty i oficjalnie zaczął śmigać na tych swoich tłuściutkich nogach, na które w domu pieszczotliwie mówmy "giczołki". Pomyka więc już nie tylko po domu, ale i po ogrodzie oraz na spacerach, idzie mu to świetnie. Nie mogę wyjść ze zdziwienia, że tak to szybko poszło. Gada po swojemu na całego, buzia mu się nie zamyka. Nadal karmię go piersią: rano jak idzie spać na drzemkę i wieczorem do spania. No i w nocy. Bo wiecie... chłopak nadal nie śpi... Nie zrozumcie mnie źle - jest poprawa - budzi się nie co 2 godziny, ale raz albo dwa w nocy, czasem częściej. Jedną jedyną cudowną noc przespał całą, więc chwytam się tej nadziei, że przyjdzie taki czas, i że jest on już blisko! Drzemka poranna jest cudowna - trwa zwykle ok 1,5 do 2,5 godziny - chwała Panu! Zębów chłopak ma 8 (4 na górze, 4 na dole), ale czuję, że sprawa jest rozwojowa ;) Ulubione zajęcia to wszelkiego rodzaju przekładanie  układanie, wyciąganie, wsadzanie i... od początku to samo!

A my... mamy zarezerwowane wakacje na LIPIEC! I powiem wam, że przez niektóre dni udaje mi się przejść, tylko dzięki wizji co będę robić na tych wakacjach :) Tak dobrze mieć coś, na co można czekać. Dni są długie i pełne pracy, jak z czymś uda mi się skończyć, to już kolejna rzecz woła - znacie to? Pisanie dziś do was oznacza hałdę niewyprasowanych ciuchów czekających na lepsze dni.
Jesteśmy obecnie w takim stanie, że nie mam czasu, żeby iść do fryzjera... naprawdę nie mam kiedy... chyba, że wzięłabym dzieci ze sobą, ale obawiam się, że nikt by tego nie przeżył...
Ale idzie czerwiec - kto by się czymś takim przejmował? :D
A jak u was kochani?

6 komentarzy:

  1. Perspektywa wakacji to coś wspaniałego. My jeszcze nie mamy skonkretyzowanych planów, ale już nie mogę się doczekać jakiegoś wyjazdu :)

    Dobrze, że z tym serduszkiem to nic groźnego. Najgorsze te badania, moja córka pewnie też byłaby tym bardzo zestresowana i przerażona, ona zawsze tak panikuje na widok lekarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, my to wakacje od października zwykle "marzymy", a koło grudnia tu już jest plan działania ;) Nie ma to tamto!!!

      Usuń
  2. u nas kończy się 28 tydzień. :) Lekarz się wygadał, że nasz A. będzie miał braciszka. Co do szmerów nad serduszkiem-tez jesteśmy pod kontrolą kardiologa :)
    M.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie szmery, a tyle strachów, nie? 28 tydzień - leci to szybko! Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Super bloga Pani prowadzi, świetnie się to czyta. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń