niedziela, 28 sierpnia 2016

Jak to się stało, że nie mamy telewizji i czy tak da się żyć?

Chcę wam dziś opowiedzieć, jak to się stało, że w naszym domu żyjemy bez telewizora. Z jednej strony jest to dla mnie tak normalne i zwykłe, że ciężko mi nawet wyobrazić sobie jak mogłoby być inaczej, a z drugiej strony staram się pamiętać, że dla większości ludzi może to być dziwne.
Dla nas poniekąd ta historia zaczyna się jeszcze na studiach, gdzie po wyprowadzce z domu rodzinnego żadne z nas nie miało telewizora. Wiadomo, jak to na studiach, komputer zastępował wszystko, jeśli chcieliśmy coś obejrzeć, to właśnie na komputerze. Telewizja nadal była obecna jak wracaliśmy do naszych domów na wakacje, święta, weekendy, ale nie było to tak często jak dawniej. 

Po naszym ślubie i przeprowadzce do wspólnego mieszkania, nie mieliśmy telewizora i... nikt nie pomyślał, żeby go kupić! Mieliśmy nawet listę prezentów, które chcieliśmy dostać na ślub i tam też się nie pojawił. Na prawdę nie wiem czemu, nie było to świadome działanie, raczej byliśmy tak odzwyczajeni, że nie przyszło nam to do głowy.

Jakoś kilka miesięcy później nasi sąsiedzi kupili sobie nowy telewizor i zapytali się czy nie chcemy ich starego... na co w sumie stwierdziliśmy: czemu nie? jasne! Nie pamiętam już nawet marki, ale było staruszek, jeszcze z wypukłym ekranem i tak zwaną "dupą" z tyłu. Odziedziczyliśmy razem z nim stolik telewizyjny, radośnie wszystko wnieśliśmy, zamontowaliśmy i obejrzeliśmy tego dnia Fakty wieczorem. I to było tyle. Stał i kurzył się, nie mieliśmy nawyk u włączania go ani sprawdzania "co tam w telewizji". 

Zbliżał się grudzień i w naszym malutkim mieszkaniu miała pojawić się choinka na święta. Stwierdziliśmy, że najlepszym miejscem, żeby ją postawić będzie nasz stolik telewizyjny. I tym sposobem telewizor od sąsiadów wylądował na strychu i pozostał tam już na zawsze. Temat kupna telewizora nigdy nie powrócił.

Na świecie pojawiła się Malutka i po jej pierwszych urodzinach przyjechał do nas kurier z telewizorem. Gdyby nie jego upartość i pokazywanie nam w papierach, że wszystko się zgadza odesłalibyśmy go razem z paczką, jako pomyłkę. Okazało się, że moja mama w ramach prezentu na urodziny dla nas wszystkich kupiła nam telewizor. Ot, taka niespodzianka... Przyznam, że byłam wtedy nieźle poirytowana, nie podobało mi się, że zrobiła to bez konsultacji z nami, w końcu nie jest to prezent za 100 zł. W tym momencie żyliśmy bez telewizora około 6 lat, nie licząc czasu studiów. Ale został. Nawet zawisł na ścianie. I zbierał kurz. W miejscu, w którym mieszkaliśmy nie mieliśmy podłączenia do anteny, telewizor był podłączony jedynie do internetu, można było na nim oglądać YouTube, można było Skajpować i... w sumie tyle. 

Po naszej ostatniej przeprowadzce postawiliśmy telewizor w salonie. I na tym się skończyło. Do momentu, kiedy stwierdziliśmy, że możemy podłączyć do niego DVD i oglądać w ten sposób filmy, co w sumie zdarza się dosyć rzadko, może raz w miesiącu. Puszczamy też Malutkiej bajki z YouTube (głownie Przygody Kota Filemona i Misia Uszatka, czasem jakieś piosenki). Jest na to wydzielony jakiś czas, nie codziennie, nie zawsze, czasem oglądamy razem, czasem Mała ogląda sama, ale nie ma u nas czegoś takiego, że telewizor jest włączony "w tle", że coś gra i szumi.

Nasze dni są tak pełne pracy, że nie mamy czasu siąść przed telewizorem. Najczęściej siadamy przed komputerem albo komórką. Poczytać wiadomości, obejrzeć filmy na YouTube, sprawdzić co na Facebooku, Instagramie. Czy kiedyś podłączymy telewizor do anteny? Wątpię, żeby się to miało stać w najbliższym czasie, ale nigdy nie mów nigdy. 

Cenie sobie to, że mam kontrolę nad tym co oglądam i nad tym co oglądają moje dzieci. Cenie sobie to, że kiedy coś oglądamy, to jest celowe oglądanie, a nie coś tam leci w tle, a my staramy się bawić/jeść/gotować. Cenie sobie to, że moje dzieci nic nie zobaczą "przypadkiem" i puszczenie czegokolwiek wymaga działania, które zmusza do chwili zastanowienia się. Mało u nas przypadkowo obejrzanych reklam (choć jest ich coraz więcej na YouTubie). 

Ostatnio poważnie rozważamy sprzedaż telewizora, ponieważ się zawiesza. Wydaje nam się, że jest to wina, tego, że używamy go wyłącznie podpiętego do internetu, co pewnie miało być jego dodatkową, a nie główną funkcją. Czy kupimy w jego miejsce inny? Chyba tak, ale kiedy to się stanie nie wiem. 

Jakie macie doświadczenia z posiadaniem telewizora i oglądaniem telewizji? Macie i oglądacie? Macie i nie oglądacie? Nie macie? 
A abonament płacicie? 
Nie no - żarcik ;-)

4 komentarze:

  1. My mamy telewizor i lubimy go ogladac. Kiedyś przed pojawieniem sie corki ogladalismy bardzo często a teraz brak na to czasu i wcale nie jest mi z tym zle. Ciesze sie ze nie jest tlem i nie przeszkadza w zabawie czy podczas jedzenia. Corka ma wydzielony czas na bajki a my wlaczamy wieczorem dopiero jak corka zasypia. Mysle ze spokojnie dalibysmy rade bez tv :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post, super blog!
    Ja ostatnio miałam rozmowę o pracę… Nie do wiary co mi się podczas niej przytrafiło.
    Cała historia na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie w domu są dla odwiedzających nas dwie sensacje: pierwsza nie mamy telewizora druga mamy filtr do wody molekularny z naturalną mineralizacją...co do filtra zmieniają opinie kiedy spróbują wody niefiltrowanej, co do telewizora to nadal jest to jakieś dziwactwo

    OdpowiedzUsuń