środa, 22 lutego 2017

10 ulubieńców 2016 roku

To są moi ulubieńcy zeszłego roku. Trochę rzeczy babskich, trochę dziecięcych, coś dla domu - zupełny misz-masz. Ulubieńców zeszłych lat możecie zobaczyć tutaj: 201320142015. Kiedy sama przeglądałam te wpisy, stwierdziłam, że nadal to wszystko aktualne i mało z tym, 90% dalej w użyciu! Wszystko sprawdzone i przetestowane od 3 lat to samo nosidło, pieluchy, kosmetyki, nawet zabawki! I dalej robię zakupy w tych samych sklepach :D

  1. Kubeczek menstruacyjny - dziewczyny, NIE. MOGĘ. O. TYM. NIE. NAPISAĆ. Ktoś będzie zbrzydzony, ktoś napisze, to nie dla mnie - spoko luz, ale MOŻE trafię do kogoś, dla kogo to będzie taka sama ZMIANA życia jak dla mnie. Pamiętacie jak się wahałam czy kupić ten kubeczek, jak to będzie, jakie za i przeciw? Moje miesiączki z tym kubeczkiem to jest bajka. Naprawdę. Jestem zachwycona łatwością użytkowania, pewnością, że się nic nie stanie, tym jak się czuję używając tego kubeczka, ekologicznością. Nie mogę się nachwalić i mając 3,5 letnią córkę, dziękowałam ostatnio w myślach Bogu, że będę jej mogła powiedzieć za kilka lat o istnieniu tego kubeczka i nie będzie musiała się męczyć z tamponami, podpaskami i całym tym cudownym okołomiesiączkowym zamieszaniem. Myślę, że od czasów Lady Compa nie było u mnie tak odkrywczego produktu, który by zmienił moje życie na lepsze i prostsze. 
  2. Niania Withings Smart Baby Monitor  - nasza najzwyklejsza niania, kupiona przed narodzinami Malutkiej, używana zresztą, odmówiła nam posłuszeństwa. Nie dało się z niej już normalnie korzystać, więc "na tapetę" wrócił temat niani. Najpierw nie braliśmy pod uwagę niani z monitorem, ale kiedy zobaczyliśmy ceny zwykłych niań analogowych (koło 200zł) to stwierdziliśmy - naprawdę? I jak to ja, zaczęłam robić przeszukiwanie internetu, żeby znaleźć to cudo. To jest niania z funkcją video. Z termometrem, pomiarem wilgotności, z białym szumem wbudowanym, możliwością robienia zdjęć - ale to bajery wcale nas nie interesowały. Zainteresowało nas to, że niania ma tylko jeden odbiornik. A dziecko obserwuje się przez aplikację w telefonie. Działa podłączona do internetu lub bluetootha, możesz być na drugim końcu świata w delegacji i widzieć czy twoja połówka położyła dziecko już spać ;) Znaleźliśmy ją używaną na Allegro za dobrą cenę, jako nówką kosztuje nawet do 1000 zł. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni, używaliśmy jej też kiedy Malutka była chora, żeby sprawdzić w nocy czy wszystko u niej dobrze i czy spokojnie śpi.
  3. Głośnik bluetooth - nasze dzieci słuchają muzyki codziennie. wiele razy dziennie. płyty z Domisiami, przebojami przedszkolnymi, kołysankami, Majką Jeżowską, składankami różnej maść. ALE pod żadnym pozorem nie można w pokoju, w którym przebywają zostawić sprzętu grającego podłączonego do gniazdka  bo go wyrwą/ściąga sobie na głowę/będą naciskać guziki/ciągnąć kable/kręcić pokrętłami... macie obraz sytuacji. Więc przez dłuuugi czas za głośnik i źródło piosenek robił mój telefon, co doprowadzało mnie na skraj szaleństwa, bo nie słyszałam jak przychodziły do mnie wiadomości, kiedy dzwonił kurier, nie mogłam sprawdzić przepisu ani Facebooka. Bo dzieci słuchały muzyki. W końcu powiedziałam dość, zakupiłam na Amazonie głośnik bezprzewodowy z akumulatorem, stoi na wysokiej półce, ma dobą jakość dźwięku, dzieci są szczęśliwe i ja też.
  4. Apple music subskrypcja - to niejako łączy się ze sprawą głośnika i mojego telefonu jako źródła muzyki dla dzieci. Płyty z muzyką dziecięcą nie są tanie, przy tym jak często ich słuchamy, to przynajmniej raz w miesiącu trzeba byłoby zmieniać repertuar (dla zdrowia psychicznego rodziców), a tu mamy wszystko pod ręką, wszelkie hity z YouTuba, polskie/zagraniczne, stare, nowe - wszystko jest. Mamy subskrypcję rodzinną, płacimy 8 euro miesięcznie, odtwarzamy muzykę wszędzie (w domu, w aucie) na moim telefonie  na telefonie męża, na komputerach. Dla mnie jest to wygodne, że mam wszystko w jednym miejscu, że mogę zrobić dla dzieci play listy, że nie muszę szukać płyt, że mogę posłuchać najnowszych płyt i nie martwić się o ich zakup, i miejsce dla nich na półce...a jak mi się podoba tylko jedna piosenka z płyty to ściągam tylko jedną. Proste! Uwielbiam.
  5. Olejki eteryczne - to historia, która zaczęła w się w grudniu zeszłego roku, do tej pory nie wspominałam wam o tym, ale mocno zaczęłam się interesować aromaterapią i właściwościami olejków... i jestem zachwycona! Dalej się uczę, kręcę mikstury, używam na problemy skórne Malutkiej, do inhalacji, do kąpieli, przy przeziębieniu, mój mąż wyleczył nimi afty, używamy przy przeziębieniach, bólach głowy, bólach ucha. Uwielbiam. Nie mam jakiejś obszernej wiedzy, czego nie wiem wyszukuje przez Pinteresta. Używam olejków od firmy Young Living. To bardzo ważne, żeby nie używać olejków kupionych w drogeriach albo niewiadomego pochodzenia, bo mogą narobić więcej szkody niż pożytku.
  6. Mata pod fotelik samochodowy BeSafe - pojawiła się u nas w momencie, kiedy Malutka przesiadła się do Axkida Minikida - dostaliśmy ją w gratisie :D Kocham dobrych sprzedawców, jak zawsze przy okazji tematu okołofotelikowych polecam fotele montowane tyłem do kierunku jazdy (RWF) i odsyłam do ekipy z osiemgwiazdek, którzy są niezmordowani w tym temacie. Wracając do maty - czemu jest taka super? Bo nie tylko chroni naszą tapicerkę pod fotelikiem, ale też ochrania całe siedzenie (dziecko jeżdżąc tyłem opiera nogi i BUTY o kanapę!). Jest gruba, łatwo się czyści i mamy porównanie do innej maty za 30zł, która jest DO BANI. Tak więc tego... do RWFów dobra mata to ważna sprawa.  
  7. Mikser planetarny Kenwooda, pieszczotliwie zwanym Keniem czasem Keniem Kenwoodowiczem. To, ile czasu mi w kuchni zaoszczędził, ile warzyw na zupy pokroił, ziemniaków na placki potarł, nutelli domowej ukręcił i ciasta drożdżowego zarobił przez ostatnie pół roku... szkoda gadać, najlepsza inwestycja w naszej kuchni! Z jego pomocą lepiej i zdrowiej możemy jeść, a ja nie muszę spędzać aż tyle czasu przy garach. I dzieciaki go uwielbiają! Jak tylko coś robię, obsiadają go z obu stron na blacie i patrzą. Że tak powiem - dwa w jednym ;-)
  8. Muszelki Bilibo Nasze dzieci bawią się nimi codziennie. Każdego dnia. Obecnie najchętniej w wannie. Mamy też dużą muszlę, spoko bywa na nią wzięcie, ale małe to jest hit hitów. Dobrze się je pakuje, można z nimi zrobić wszystko i są SUPER. 
  9. Prztulanki z IKEI - Mała kocha kotka, Gorszek kocha kurę, ja kocham, że mogę je prać na okrągło i wyglądają jak nowe, są w przystępnych cenach i będąc na miejscu można wybrać spośród 1000892734 różnych wzorów i zwierzaków. Ikea jako cały sklep jest stale i niezmiennie na mojej liście ulubieńców, ale ich przytulankowe zwierzaki wyróżniam w tym roku dodatkowo.
  10. Zimowa wersja crocsów - śniegowce! Kto tu jest od dawna wie, że od pierwszych kaloszy kupionej Małej wpadliśmy po uszy w Crocsy. Możecie nam mówić, że brzydkie, że plastikowe, wszystko. Byliśmy tam, mówiliśmy to samo. Teraz jesteśmy głusi, bo wygoda ich użytkowania zakrywa wszystko inne. W zeszłym roku przeżywaliśmy dramat rodziców, którzy co ściągali Małej buty okazywało się, że ma ZIMNE stopy. Mieliśmy dość. To były buty z Deichmanna z firmy Elefanten. No more. W tym roku szukałam czegoś ciepłego, łatwego do ubierania, wygodnego do zabawy w śniegu. Oboje dostali takie same śniegowce i jesteśmy z ich bardzo zadowoleni, spisały się na medal. 
A co u was się w tym roku wyjątkowo sprawdziło? Podzielcie się, może coś fajnego uda mi się wyhaczyć!!!

2 komentarze:

  1. There is a chance you are eligible for a free $1,000 Amazon Gift Card.

    OdpowiedzUsuń
  2. Olejki eteryczne to moi ulubieńcy niezależnie od pory roku i upływających lat. Nie ma lepszego sposobu na szybkie odstresowanie się :)

    OdpowiedzUsuń